Nie da się ukryć, że krypta Prince’a,nieodżałowanego mistrza muzyki pop XX i XXI wieku, ma przed nami jeszcze sporo tajemnic. Jego najnowsze pośmiertne dzieło pod tytułem Welcome 2 America to zarazem pierwsze niebędące wyłącznie składanką niepublikowanych wcześniej kompozycji. Jaka zatem postrzegał Amerykę roku 2010 najsłynniejszy książę muzycznego świata? Przekonajmy się!
Welcome 2 America to trzecie dzieło amerykańskiego multiinstrumentalisty oraz wokalisty, które trafiło w ręce fanów już po jego niespodziewanej śmierci w roku 2016. Ten został nagrany w ciągu kilku marcowych oraz kwietniowych dni 2010 roku, kiedy to Prince wraz z paroma członkami New Power Generation przygotowywał się do swojej kolejnej trasy koncertowej, zatytułowanej później „Welcome 2”. Tym samym, Welcome 2 America spontanicznie narodziło się podczas ich wspólnych prób, gdzie piosenki powstawały przy udziale Prince’a, drugiego gitarzysty, perkusisty, klawiszowca oraz chórku. Z nieznanych jednak publiczności powodów, Welcome 2 America nigdy nie zostało wydane, ani też żadne z powstałych utworów nie zostały wykonane w czasie trasy noszącej jego imię. Jak zatem wypada album, którego premiera powinna nastąpić dokładnie dekadę temu?
Tak jak ogromną siłą Welcome 2 America jest jego prostota, tak jest to jednocześnie jego największa wada. Wszystkie dwanaście piosenek składających się na to dzieło, tworzą w zasadzie dopieszczone później w studiu nagraniowym jam session. Niby nic zobowiązującego, ale coś nagle zaistniało w jego czasie, będąc efektem dobrej zabawy Prince’a oraz jego muzycznej świty i powstał równie niezobowiązujący krążek do posłuchania tak od niechcenia. Dlatego też pierwszy kontakt z tym krążkiem był dla mnie dość bolesny, bo nie spodziewałem się usłyszeć takie banały jak Stand Up And B Strong, czy dziwa pokroju Same Page, Diffrent Book. Tym samym nie uświadczymy tutaj żadnej muzycznej ekwilibrystyki, bo to najzwyczajniej studyjna wersja koncertowego albumu, który do dziś nie ujrzał światła dziennego.
Welcome 2 America to klasyka, jeśli mowa o albumach z pogranicza jazzu oraz funku. Tutaj niekoniecznie chodzi o treść danych utworów, ale o przyjemność płynącą z samej melodii oraz ten specyficzny przepływ energii. Stad też moja opinia, że to materiał idealny do występów na żywo, gdzie trudno o skupienie się nad warstwą liryczną, bo liczy się czysta emocja. Zresztą twórczość Prince’a to przede wszystkim uczucia, bo choć nie brakowało w jego twórczości natychmiastowych hitów, tak sięgając nieco głębiej, głównie rozchodzi się o „flow”. Welcome 2 America to od początku do końca energia, którą się po prostu czuje, albo nie.
Zatem jeśli chodzi o wspomnianą już lirykę, tak jest to najmniej istotna sprawa, niestety. Choć otwierający album Welcome 2 America dawał nadzieję na rozwinięcie tematu amerykańskich problemów, tak odniosłem wrażenie, że niewiele zostało z tego społeczno-politycznego komentarza. Być może to kwestia tego, że nie byłem wstanie zrozumieć zakamuflowanych metafor Prince’a, bądź też niewystarczającej znajomości sytuacji społecznej w Stanach. Nie zmienia to jednak faktu, że niewiele przebiło się do mojej świadomości z potencjalnej opinii Prince’a odnośnie amerykańskiej rzeczywistości. Zostały jedynie dobre dźwięki, świetna produkcja i kilka niezbyt dogłębnych myśli.
Welcome 2 America pomimo bycia albumem spójnym, ma swoje wzloty i upadki. Na pewno na plus wypada tytułowy utwór, który nastraja i wzbudza we mnie zaintrygowanie tym, co może mniej jeszcze spotkać. Równie pozytywnie mogę wypowiedzieć się o Born 2 Die oraz 1000 Light Years From Here. Być może i są przydługawe, tak nadal traktuję je jako utwory przeznaczone na koncert, gdzie wręcz wskazanym jest spędzić z nimi trochę więcej czasu. Równie miło słuchało mi się Hot Summer, choć przypominał mi utwór Long Hot Summer w wykonaniu Girls Aloud. I w zasadzie to byłoby na tyle, jeśli chodzi o plusy, bo pomimo, że Yes również przydało mi do gustu, znalazło się w tej mniej porywającej drugiej części albumu. Tym bardziej przykro, gdy Stand Up And B Strong mogę określić jako odrzucający, a Same Page, Diffrent Book zbił mnie kompletnie z tropu. Więcej grzechów nie pamiętam, więc i tak bilans zysków oraz strat wychodzi zdecydowanie na plus.
Welcome 2 America to póki co najmniej intrygujące dzieło Prince’a, które zostało wydane po jego śmierci. Choć nie jest to projekt szczególnie porywający, tak nadal jest to album, który powstał z miłości do muzyki oraz jej tworzenia i tego nie da się nie zauważyć. Zatem mój apetyt na kolejne tajemnice artystycznej krypty Paisley Park nie słabnie, czekając na nieco bardziej odważne propozycje spadkobierców jego muzycznej twórczości.
