Site icon All About Music

Kolejny zaginiony album. Prince – Welcome 2 America, 2021 (recenzja)

Nie da się ukryć, że krypta Prince’a,nieodżałowanego mistrza muzyki pop XX i XXI wieku, ma przed nami jeszcze sporo tajemnic. Jego najnowsze pośmiertne dzieło pod tytułem Welcome 2 America to zarazem pierwsze niebędące wyłącznie składanką niepublikowanych wcześniej kompozycji. Jaka zatem postrzegał Amerykę roku 2010 najsłynniejszy książę muzycznego świata? Przekonajmy się!

Welcome 2 America to trzecie dzieło amerykańskiego multiinstrumentalisty oraz wokalisty, które trafiło w ręce fanów już po jego niespodziewanej śmierci w roku 2016. Ten został nagrany w ciągu kilku marcowych oraz kwietniowych dni 2010 roku, kiedy to Prince wraz z paroma członkami New Power Generation przygotowywał się do swojej kolejnej trasy koncertowej, zatytułowanej później „Welcome 2”. Tym samym, Welcome 2 America spontanicznie narodziło się podczas ich wspólnych prób, gdzie piosenki powstawały przy udziale Prince’a, drugiego gitarzysty, perkusisty, klawiszowca oraz chórku. Z nieznanych jednak publiczności powodów, Welcome 2 America nigdy nie zostało wydane, ani też żadne z powstałych utworów nie zostały wykonane w czasie trasy noszącej jego imię. Jak zatem wypada album, którego premiera powinna nastąpić dokładnie dekadę temu?

Tak jak ogromną siłą Welcome 2 America jest jego prostota, tak jest to jednocześnie jego największa wada. Wszystkie dwanaście piosenek składających się na to dzieło, tworzą w zasadzie dopieszczone później w studiu nagraniowym jam session. Niby nic zobowiązującego, ale coś nagle zaistniało w jego czasie, będąc efektem dobrej zabawy Prince’a oraz jego muzycznej świty i powstał równie niezobowiązujący krążek do posłuchania tak od niechcenia. Dlatego też pierwszy kontakt z tym krążkiem był dla mnie dość bolesny, bo nie spodziewałem się usłyszeć takie banały jak Stand Up And B Strong, czy dziwa pokroju Same Page, Diffrent Book. Tym samym nie uświadczymy tutaj żadnej muzycznej ekwilibrystyki, bo to najzwyczajniej studyjna wersja koncertowego albumu, który do dziś nie ujrzał światła dziennego.

Welcome 2 America to klasyka, jeśli mowa o albumach z pogranicza jazzu oraz funku. Tutaj niekoniecznie chodzi o treść danych utworów, ale o przyjemność płynącą z samej melodii oraz ten specyficzny przepływ energii. Stad też moja opinia, że to materiał idealny do występów na żywo, gdzie trudno o skupienie się nad warstwą liryczną, bo liczy się czysta emocja. Zresztą twórczość Prince’a to przede wszystkim uczucia, bo choć nie brakowało w jego twórczości natychmiastowych hitów, tak sięgając nieco głębiej, głównie rozchodzi się o „flow”. Welcome 2 America to od początku do końca energia, którą się po prostu czuje, albo nie.

Zatem jeśli chodzi o wspomnianą już lirykę, tak jest to najmniej istotna sprawa, niestety. Choć otwierający album Welcome 2 America dawał nadzieję na rozwinięcie tematu amerykańskich problemów, tak odniosłem wrażenie, że niewiele zostało z tego społeczno-politycznego komentarza. Być może to kwestia tego, że nie byłem wstanie zrozumieć zakamuflowanych metafor Prince’a, bądź też niewystarczającej znajomości sytuacji społecznej w Stanach. Nie zmienia to jednak faktu, że niewiele przebiło się do mojej świadomości z potencjalnej opinii Prince’a odnośnie amerykańskiej rzeczywistości. Zostały jedynie dobre dźwięki, świetna produkcja i kilka niezbyt dogłębnych myśli.

Welcome 2 America pomimo bycia albumem spójnym, ma swoje wzloty i upadki. Na pewno na plus wypada tytułowy utwór, który nastraja i wzbudza we mnie zaintrygowanie tym, co może mniej jeszcze spotkać. Równie pozytywnie mogę wypowiedzieć się o Born 2 Die oraz 1000 Light Years From Here. Być może i są przydługawe, tak nadal traktuję je jako utwory przeznaczone na koncert, gdzie wręcz wskazanym jest spędzić z nimi trochę więcej czasu. Równie miło słuchało mi się Hot Summer, choć przypominał mi utwór Long Hot Summer w wykonaniu Girls Aloud. I w zasadzie to byłoby na tyle, jeśli chodzi o plusy, bo pomimo, że Yes również przydało mi do gustu, znalazło się w tej mniej porywającej drugiej części albumu. Tym bardziej przykro, gdy Stand Up And B Strong mogę określić jako odrzucający, a Same Page, Diffrent Book zbił mnie kompletnie z tropu. Więcej grzechów nie pamiętam, więc i tak bilans zysków oraz strat wychodzi zdecydowanie na plus.

Welcome 2 America to póki co najmniej intrygujące dzieło Prince’a, które zostało wydane po jego śmierci. Choć nie jest to projekt szczególnie porywający, tak nadal jest to album, który powstał z miłości do muzyki oraz jej tworzenia i tego nie da się nie zauważyć. Zatem mój apetyt na kolejne tajemnice artystycznej krypty Paisley Park nie słabnie, czekając na nieco bardziej odważne propozycje spadkobierców jego muzycznej twórczości.

Exit mobile version