Site icon All About Music

Kodaline – Politics of Living (2018), recenzja Karoliny Babik

Kodaline to irlandzka grupa słynąca z tworzenia wzruszających kompozycji i jeszcze bardziej wzruszających teledysków. W tym roku Panowie wydali kolejny album- Politics Of Living– który spotkał się z wieloma krytycznymi ocenami. Dlaczego? Czy rzeczywiście jest o wiele słabszy od poprzednich wydawnictw grupy?

Hity All I Want i High Hopes pokochały miliony fanów na całym świecie. Zapewne połowa ze słuchaczy uroniła choć jedną łzę słuchając którejś z tych piosenek. Do takich właśnie kompozycji Irlandczycy nas przyzwyczaili- poruszających, delikatnych, gdzie wokal i słowa odgrywają najważniejszą rolę, a instrumenty są tylko pewnym dodatkiem.

Czy Politics Of Living zawiera choć jedną z piosenek w starym, dobrym stylu zespołu, skoro tak wiele osób na album narzeka? Jak najbardziej.

Płytę rozpoczyna Follow Your Fire i jest to świetne otwarcie! To jedna z najbardziej chwytliwych pozycji na albumie, która zdecydowanie zachęca do dalszego zagłębiania się w wydawnictwo. Może i nie jest to wolna ballada, ale na litość, dajmy Panom wykazać się także w nieco innych klimatach! Ścieżka druga to Hide and Seek, która kojarzy się nieco z twórczością Coldplay. Kojarzy, ale nie jest jej wierną kopią. Rytmiczność kawałka jest tak łatwa do wyczucia, że momentalnie się w niego wczuwamy. U osób żądnych wzruszenia sprawdzi się kolejna propozycja- Angel. Zespół stworzył piosenkę ku pamięci fanki, która nagle zmarła z powodu choroby serca w trakcie jednego z koncertów grupy. „Tonight, we send an angel home / Sing out and celebrate her song / Tonight, she’ll go where we can’t go…”. Piękny gest ze strony grupy.

Worth It to jedna z kompozycji, która najbardziej podzieliła fanów. Owszem, pojawia się tu sporo elektroniki, kawałek dość odbiega od twórczości z poprzednich albumów, ale mimo wszystko nadal czuć w tym Kodaline. Shed a Tear to z kolei jeden z singli promujących Politics Of Living. Utwór opiera się na bardzo dobrej warstwie lirycznej i powinien zaspokoić nawet te osoby najbardziej tęskniące za starym brzmieniem grupy. „And when you’re trying to speak out, but nobody hears a word / I’ll be your voice, lay your head on my shoulder”.

Head Held High wnosi mnóstwo pozytywnego nastroju, a refren utworu zapada w pamięci na długi, długi czas. To jeden z tych numerów, które z przyjemnością odtwarza się „x” razy z rzędu. Niestety następna pozycja- Born Again– wypada już znacznie słabiej. Bardziej słychać tu Maroon 5, niż Kodaline, co zdecydowanie nie działa na plus. Uznajmy to jednak za „wypadek przy pracy”, który jesteśmy w stanie Panom wybaczyć, bo kolejna piosenka jest już absolutnie piękna. I Wouldn’t Be to w głównej mierze chwytające za serce, harmonijne odśpiewanie słów a capella. W warstwie instrumentalnej pojawiają się tu… dudy, co nadaje kompozycji nieco celtyckiego, wyjątkowego charakteru.

Don’t Come Around to niestety kolejna piosenka, która nieco psuje całościowy obraz płyty. Dzieje się tak przede wszystkim przez zbędne przekombinowanie z elektroniką. Z chęcią wysłuchałabym numeru w wersji akustycznej. Myślę, że efekt byłby znacznie bardziej zadowalający. Ponownie na ratunek po słabym elemencie albumu nadchodzi istna „perełka”. Brother to piosenka, która porusza od pierwszego przesłuchania. Wokal Steve’a z doskonałym wyczuciem emocji wyśpiewuje słowa, których wymowę podkreślają między innymi nastrojowe dźwięki smyczków.

Hell Froze Over nasuwa na myśl inspirację kolejnym zespołem- Imagine Dragons. Wysłuchując refrenu z łatwością można wyobrazić sobie, jak brzmiałby on w wykonaniu Dana Reynoldsa. Wydawnictwo kończy utwór Temple Bar. Nie jest zły, ale też specjalnie nie porywa.

Politics Of Living ma swoje wzloty i upadki. Romans z nieco odświeżonym brzmieniem w niektórych momentach albumu nie wyszedł Panom na dobre. Mimo wszystko płyty warto posłuchać choćby dla kilku świetnych ścieżek, które podobnie jak niektóre z poprzednich hitów zespołu, zapadają w pamięci na długo.

Exit mobile version