Po długich oczekiwaniach, wreszcie mamy to! Debiutancki album KIWI, Pętla, zabierze nas w niezwykle osobistą podróż do najskrytszych zakątków wnętrza artystki. Co kryje się w jej głowie i czym jest tytułowa Pętla?
Cofnijmy się na chwilę dwa lata do 2020 roku. To właśnie wtedy, właściwie przez zupełny przypadek, trafiłam na EP-kę KIWI i całkowicie przepadłam – w głosie, w bitach, w tekstach. Problem był taki, że Nocą to zaledwie 6 utworów, które rozpaliły ciekawość, postawiły poprzeczkę wysoko, a potem musiały starczyć na 24 miesiące. Warto jednak było czekać, bo na nowym, pierwszym w karierze artystki albumie pełno grającym, dostaliśmy materiał jeszcze bardziej zróżnicowany, a przy tym nad wyraz dojrzały i przemyślany, zarówno w warstwie lirycznej, jak i producenckiej. Ale po kolei.
Tytułowa Pętla, która jest głównym motywem krążka, to zbiór powracających i nie dających o sobie zapomnieć myśli, sytuacji i doświadczeń. Mimo tego, jak w wywiadzie dla All About Music zaznacza autorka, z niektórymi z nich udało jej się poradzić po napisaniu poszczególnych piosenek. Na samym starcie, w półtoraminutowym Intro, Wiktoria Nazarian zaprasza słuchacza do wspólnej podróży. Już na tym etapie robi się interesująco – witani jesteśmy przez stopniowo narastający, głęboki bit, wprowadzający nutę tajemniczości i niepokoju. Po nim, przeskakujemy do pierwszego singla, Tańcz, który jest swoistą zachętą do zrzucenia z siebie zbędnego bagażu niechcianych uczuć i zatracenia się w rytmie.
„Tańcz to dla mnie bardzo ważna piosenka. Namawiam w niej słuchacza do tańca, który jest bezkompromisowy, prawdziwy, bez wstydu i bez granic. Można go rozumieć dosłownie lub też metaforycznie, jako zrzucenie z siebie codziennych niepokoi i ograniczeń.”
KIWI o utworze Tańcz
I tak, nie musząc szukać daleko, szybko docieramy do mojego zdecydowanego faworyta, podczas którego słuchania – przyznaję – popłynęło parę łez. Duch mimo, że jest utworem niezwykle delikatnym pod względem muzycznym, porusza zarazem trudny temat, którego interpretację nasuwa nam jego ostatni fragment. Dodatkowo, połączenie ciepłego teledysku i słów KIWI, w których dedykuje singiel wszystkim mamom na dwa etaty, otrzymujemy prawdziwy wulkan emocji, do którego wybuchu wystarczy jedynie wsłuchanie się w tekst.
Moją uwagę skupiły też dwie produkcje po angielsku. Dotychczas nie było mi dane usłyszeć KIWI w obcym języku, więc Disappear i Limits to przyjemna odmiana. Warto również wspomnieć o bardziej tanecznym kawałku Pan ten, mówiącym o tym, jak to w ferworze hedonistycznego trybu życia, na duży test cierpliwości poddana jest czuwająca nad człowiekiem siła wyższa. Jestem przekonana, że ta nieco żywsza produkcja idealnie sprawdzi się w wersji na żywo i rozgrzeje publikę.
“Chcemy wszystko szybko i łatwo, nie do końca zastanawiając się jaki ma to wpływ na innych i otoczenie. Tytułowy Pan ten odnosi się do jakiejś instancji wyższej, jakkolwiek ją nazwiemy. Coś tam wyżej spogląda sobie na nas i widzi, że wcale cudów tutaj nie ma.”
KIWI w wywiadzie dla All About Music
Zdecydowanie największym zaskoczeniem na płycie, jest lekko drillowy Plagiat. Można by pomyśleć, że na Pętli nie ma miejsca na rap, tymczasem KIWI udowadnia, że nie boi się wariacji międzygatunkowych. Ostry bit, odważne rapowe wstawki w wokalu, a do tego (jakże na czasie) tekst o kreowaniu własnej, często fałszywej tożsamości w erze popularności instagramowych influencerów, składają się na ciekawy i bardzo udany eksperyment, którego forma i wykonanie są nieco bardziej „agresywne” od poprzedników.
Kończąc naszą podróż, docieramy do utworu Wyblakłe, który hipnotyzuje już od pierwszych dźwięków pianina. Znów niełatwy motyw przewodni, opowiadający o obecności w głowie kogoś, kto jest swego rodzaju pijawką, wysysającą z życia to co ma barwy i zostawiającą za sobą tylko czerń. Utwór ten pokazuje, jak czasami trudna, mimo szczerych chęci, jest ucieczka od własnych myśli. Album wieńczy ostatni singiel, Monochrom, kryjący za sobą historię o chorobliwym i obsesyjnym przywiązaniu do drugiej osoby.
Podsumowując, na Pętlę z pewnością warto było czekać. Ta muzyczna podróż nie tylko mnie urzekła, ale nieraz wzruszyła i pozwoliła poznać autorkę bliżej. Jest to album mocno elektroniczny, spójny brzmieniowo, ale absolutnie nie monotonny. Warto z tego miejsca docenić stronę producencką płyty, za którą w większości odpowiada duet SARAPATA. To debiutanckie wydawnictwo jest dopiero początkiem drogi, na której znajduje się KIWI i nie mogę doczekać się, co nowego (także koncertowego) w jej wykonaniu przyniesie przyszłość.

