Site icon All About Music

KIDS SEE GHOSTS – KIDS SEE GHOSTS (2018), recenzja Christiana Cieślaka

Tydzień po krążku ye, światło dzienne ujrzał drugi w tym roku projekt Kanye Westa pod tytułem KIDS SEE GHOSTS, który stworzył wraz z innym amerykańskim raperem, a mianowicie Kid Cudim. Tak jak w przypadku tego pierwszego, byłem paradoksalnie bardzo ukontentowany i zaintrygowany tym co miałem szansę usłyszeć, tak w przypadku tego drugiego nie czuję w istocie nic, poza czystą przyjemnością z jego słuchania.

Pierwotnie nie miałem zamiaru przesłuchać, ani tym bardziej recenzować tego krążka. Jednak gdy dowiedziałem się, że ye nie spodobało się krytykom tak bardzo jakby się mogło wydawać, a KIDS SEE GHOSTS, wręcz przeciwnie, został zdecydowanie lepiej przyjęty, to już z samej czystej ciekawości chciałem dowiedzieć co stoi za jego bardzo pozytywnym odbiorem. Po kilkukrotnym przesłuchaniu tego dwudziestotrzyminutowego dzieła, czyli tyle samo co w przypadku ye, oraz kilku dniach spędzonych na kontemplacji i próbie jego dogłębnej analizy, doszedłem do wniosku, że nie rozumiem zachwytu opinii publicznej wobec wspólnego dzieła Westa oraz Cudiego.

Zacznę może od tego, że KIDS SEE GHOSTS nie ma dla mnie tak ogromnego i ewidentnego emocjonalnego ładunku, co w przypadku ye. Wraz z ostatnim dźwiękiem tego albumu, nie czułem się bym otrzymał do rąk dzieło skłaniające mnie do bliżej nieokreślonej refleksji, czy zastanawiania się nad tym co tak naprawdę usłyszałem. Dostałem za to siedem dobrze wyprodukowanych kompozycji, które z pewnością reprezentują sobą wysoki muzyczny poziom, ale nie trzymają mnie w żadnym napięciu, jak w przypadku ye, które pomimo, że było bardzo minimalistyczne w dźwiękach i słowach, miało „to coś”, co mówi mi „jestem zapisem przeżyć swojego autora”. KIDS SEE GHOSTS nie dał mi, pomimo wielokrotnych prób, żadnego powodu, by o nim chociażby wspominać, nie mówiąc tym bardziej o słuchaniu jego godzinami przez następne tygodnie i miesiące. Kontynuując porównanie z ye, za sprawą swojego solowego dzieła West zrobił coś, co uczyniło naprawdę niewielu artystów w przeszłości, a mianowicie odarł się ze wszystkich zbędnych emocji, pokazując się takim, jakim naprawdę jest. Najwidoczniej namiętności dla KIDS SEE GHOSTS po prostu zabrakło, bo nie wyczuwam ich zbyt dużo na tym krążku. Oczywiście nie twierdzę, że ich tam nie ma, jednak zdają się być dla mnie na tyle ukryte, że kompletnie nie jestem wstanie do nich dotrzeć.

https://www.youtube.com/watch?v=XtkW3cuMNfM

Czysto od strony muzycznej, KIDS SEE GHOSTS to siedem dobrych utworów, czyli tyle samo na ye, jednak w przypadku dzieła stworzonego wspólnie z Kid Cudim, zupełnie ze sobą nie współgrają. Są po prostu siedmioma porządnie wyprodukowanymi kompozycjami, i to na dobrą sprawę byłoby tyle. Trudno cokolwiek powiedzieć o nich jako o dziele z kategorii muzyki pop, bo też takim z pewnością nie jest. Niestety, nie jest też albumem koncepcyjnym, a śmiem twierdzić, że takim miał się stać. Z pewnością najlepszym utworem jest Feel The Love, które jest istną muzyczną elektrownią, która może nieco przerażać, biorąc pod uwagę odrębne od tekstu dźwięki karabinu wydawane przez Westa. Nie dziwię się również tym, którzy kliknięciami na Spotify najczęściej wybierają piosenkę Reborn, będąc najbardziej popową i przystępną kompozycją, lecz najzwyczajniej świecie za długą, przez co jest dla mnie w ostatniej minucie zbyt nużąca, by określić ją tytułem najlepszej na albumie.

KIDS SEE GHOSTS jest z pewnością krążkiem dobrym, ale w moim mniemaniu nie wystarczająco dobrym, by ocenić go lepiej, niż ye. Tak jak w przypadku solowego dzieła Kanye Westa, polecam wam samym ocenić to, co usłyszycie i zrozumiecie za sprawą KIDS SEE GHOSTS, bo najwidoczniej ja tego nie rozumiem.

Exit mobile version