Site icon All About Music

„Keith Richards. Niezniszczalny” (2015). Recenzja Kuby Koziołkiewicza

Przed rozpoczęciem czytania recenzowanej książki zastanawiałem się nad jednym: czy wydawnictwo In Rock nie strzela sobie samemu w kolano? W 2010 roku swoją światową premierę miała autobiografia Keitha Richardsa zatytułowana Życie. Dla wielu – najlepsza pozycja z tego gatunku w historii. Miałem pewne obawy, że biografia Victora Bockrisa, na tle wspomnianego Życia, wypadnie bardzo blado. Myliłem się.

Na samym początku jednak muszę zaznaczyć istotną rzecz: Niezniszczalny swoją pierwotną premierę miał w 1992 roku. Żeby podkreślić, jak odległy jest to czas dodam, że autora niniejszej recenzji nie było wtedy nawet na świecie. Jednak oceniane wydawnictwo zostało poszerzone o dodatkowe rozdziały, dzięki czemu książka zachowuje swoją świeżość.

Żywot Keitha Richardsa to żywot muzyki rockowej w ogóle. Gdy Stonesi rozpoczynali swoją wielką karierę, ten wspaniały gatunek dopiero kiełkował. Muzycy tej legendarnej grupy tworzyli wizerunek i postawy muzyków rockowych, które znane są do dnia dzisiejszego. Najbardziej wyrazistym był oczywiście Keith. Już jako nastolatek zasmakował hedonistycznych używek oferowanych przez ulice Londynu, a rozwijająca się kariera zespołu oferowała mu niezliczone ilości narkotyków, alkoholu, dziewczyn. Dosłownie wszystkiego.

Niezniszczalny ukazuje Keitha Richardsa w sposób dwojaki. Z jednej strony widzimy uzależnionego od dragów i Jacka Danielsa gitarzystę rockowego, a z drugiej wrażliwego i romantycznego faceta, któremu brakuje pewności siebie. Z jednej strony, tu posłużę się nazewnictwem rodem z Warsaw Shore, ruchacza, zaliczającego fanki po odegraniu koncertu, z drugiej zakochanego po uszy faceta, siedzącego na schodach pod mieszkaniem swojej ukochanej.  Lecz po przeczytaniu całej książki, w mojej pamięci pozostanie zdecydowanie ten pierwszy wizerunek. Dlaczego? Oto fragment wypowiedzi Richardsa: Pewnej nocy była wielka impreza, podczas której ktoś zakręcił gaz w kuchence, ale okazało się, że nie do końca. Więc gaz nadal się ulatniał, a kiedy zapalono kadzidełko, iskra wywołała wielkie „bum”! Leżę w sypialni z dziewczyną miesiąca, czyli swoją partnerką na tę konkretną godzinę. Budzę się i stwierdzam, że w pokoju jest pełno dymu. Ona sobie kima, a ja węszę. Otwieram drzwi sypialni i widzę kulę ognia, która mknie korytarzem w kierunku tlenu… no i mnie! (…) Stoję kompletnie, k…, nagi z tą blondyną, która (…) mówi mi: „Zrób coś”. A ja na to: „Co twoim zdaniem, mam zrobić? Nasikać na ogień?”.

Oceniane wydawnictwo to, oprócz historii Keitha Richardsa, także opowieść o samych Rolling Stonesach. Bockris upiekł dwie pieczenie na jednym ogniu. Dla niektórych to duży plus, dla mnie niestety nie do końca. Autor czasami popadał w spore dygresje. Odbiegał znacząco od głównego bohatera książki. Zbyt wiele jej stron poświęcił osobie Micka Jaggera. Wiadomo, że w tego typu pozycjach nie można zupełnie odciąć się od macierzystej grupy, dzięki której dana postać stała się znana na całym świecie, ale tutaj było tego trochę za dużo. Fakt, czytało się to wszystko bardzo przyjemnie, ale przez to książka osiągnęła rozmiary Biblii – prawie 500 stron w formacie większym niż A5. I to jest w zasadzie jedyny minus, jaki potrafiłbym wskazać.

Recenzowana książka to kopalnia cytatów. Praktycznie na każdej stronie znajduje się co najmniej jedna wypowiedź kogoś związanego z Keithem. Mamy tu opinie reszty składu zespołu, dziennikarzy muzycznych, partnerek artysty czy osób współpracujących z kapelą w czasie tournee. To wielki plus tej biografii zwłaszcza, że cytaty te znakomicie współgrają z reszta tekstu. Posługując się terminologią muzyczną – nie ma tu żadnych fałszów czy nierównego tempa.

Niezniszczalny był ostatnią z czerwcowych premier wydawnictwa In Rock. Nie powiem, tymi pozycjami ustawili sobie bardzo wysoko poprzeczkę. I korzystając z okazji mam do nich małą prośbę: próbujcie wydawać muzyczne pozycje z lat 70., 80. czy 90., które do tej pory nie ukazały się na naszym rynku. Niezniszczalny oraz recenzowana przeze mnie jakiś czas temu Perła pokazują, że warto powrócić do treści sprzed lat, gdyż reprezentują one sobą cholernie wysoki poziom.

Exit mobile version