Site icon All About Music

Kehlani – SweetSexySavage (2017), recenzja Dariusza Kozery

Debiutanckiego albumu Kehlani wyczekiwałem od momentu, gdy po raz pierwszy usłyszałem utwór Gangsta w jej wykonaniu. Wtedy zainteresowałem się jej historią, dotychczasowymi dokonaniami i śledziłem dalszy rozwój kariery. Teraz trzymam w rękach album, na który tak bardzo czekałem i wiem już, że było warto.

Kehlani Ashley Parrish jest amerykańską wokalistką, która swoją przygodę z muzyką rozpoczęła już w 2009 roku. Oficjalny, debiutancki mixtape udało jej się jednak wydać dopiero 5 lat później. You Should Be Here to nominowane do nagrody Grammy wydawnictwo, które stanowi idealny wstęp do historii i twórczości Kehlani. Prawdziwa podróż po świecie wokalistki rozpoczęła się na dobre w styczniu 2017 roku. Dokładnie 27 dnia tego miesiąca swoją premierę miał pierwszy studyjny album Parrish zatytułowany SweetSexySavage. Tytuł nie jest tutaj niczym przypadkowym. Te trzy przymiotniki to idealne podsumowanie tego z jakimi utworami spotkamy się słuchając całej płyty.

Zacznijmy więc od tego, co najbardziej podoba mi się w twórczości Kehlani. Mam tutaj na myśli oczywiście teksty piosenek. Dziewczyna w głównej mierze sama pisze swoje utwory co sprawia, że śmiało może nazwać ten album swoim. Wokalistka poprzez muzykę dzieli się ze swoimi fanami pewnymi przemyśleniami, historiami oraz daje upust wszelkim emocjom. Teksty utworów takie jak Distraction, CRZY, Personal, Too Much czy też Undercover sprawiają, że kawałki te błyskawicznie wpadają w ucho. Ostatni wymieniony przez mnie kawałek zasługuje również na pochwalę pod każdym innym względem. Undercover rozkochał mnie w sobie od pierwszego odsłuchu. Ta piosenka to idealny przykład utworu, w którym każdy element idealnie do siebie pasuje, przez co wspólnie tworzą doskonałą całość. Bardzo żałuję, że nie stał się on oficjalnym singlem, ponieważ z łatwością poszerzyłby grono fanów Parrish.

Utwory takie jak Keep On, Do U Dirty, Not Used To It oraz Piece of Mind stanowią idealne odwzorowanie tego, z jaką muzyką z początku kojarzyła mi się Kehlani. Słuchając albumu byłem ciekaw, czy poza typowym dla siebie brzmieniem dziewczyna poszaleje i zaskoczy mnie czymś z zupełnie innej półki. Nie będę ukrywał, że najbardziej liczyłem na spokojne i przepełnione uczuciami utwory, w których wokalistka odsłoni swoją wrażliwą stronę. Nic więc dziwnego, że w gronie najlepszych utworów znalazły się Escape, Advice oraz Hold Me By The Heart. Słuchając tych kompozycji w końcu mogłem poznać dziewczynę, która kryje się pod maską twardej i ostrej laski. Dodatkowo Parrish w tych piosenkach w końcu uwolniła swój głos. Szczerze powiedziawszy nie wiedziałem, że stać ją na aż tak dużo. Oby więcej takich popisów z jej strony.

Niestety SweetSexySavage ma również swoje słabsze strony. Wśród 19 utworów naprawdę ciężko byłoby nie znaleźć minusów. Do najsłabszych utworów śmiało mogę zaliczyć Everything Is Yours, Get Like oraz In My Feelings. Jeżeli chodzi o pierwszy utwór to nie byłby on taki zły, gdyby nie fakt, że na albumie znalazły się trzy wyżej wymienione balladowe kompozycje. Przy nich ten kawałek wypada po prostu słabo. Minusem kolejnych dwóch utworów jest ich przeciętność i zwyczajność. Obie kompozycje niczym się nie wyróżniają i wypadają blado na tle pozostałych kawałków. Jestem pewien, że gdyby ich nie było, to album nie straciłby na jakości.

Sama końcówka płyty ratuje jednak zaistniałą sytuację. Poza wypomnianym wcześniej Hold Me By The Heart mamy tutaj dwa bonusowe utwory i osobiste podziękowanie od artystki. Utwór Thank You stanowi naprawdę miły gest w stronę fanów. Słuchając go każdy wielbiciel Parrish z pewnością poczuł się doceniony. I Wanna Be to typowy taneczny kawałek, który wprawia całe ciało w ruch. Największym prezentem dla mnie było jednak umieszczenie utworu Gangsta na sam koniec. To właśnie od tego niesamowicie klimatycznego i moim zdaniem rewelacyjnego utworu rozpoczęła się moja przygoda z Kehlani. Nie byłbym sobie w stanie wyobrazić innego uwieńczenia tego albumu.

Debiutancki krążek Kehlani bez wątpienia można nazwać udanym. Płyta zgodnie z tytułem zawiera zarówno słodkie i wzruszające utwory, jak i seksowne oraz nieco brutalne. Parrish zafundowała słuchaczom wędrówkę do swojego świata i odkryła przed nimi wszystkie karty. Taki gest z pewnością doceni każdy fan. Dziewczyna w minionym roku przeszła wiele, jednak nie powstrzymało jej to przed niczym. Powiedziałbym nawet, że wszystkie złe sytuacje, które ją dotknęły tylko wzmocniły jej osobę, co ewidentnie słychać w muzyce, którą tworzy. Płytę mogę śmiało polecić wszystkim fanom tego typu brzmień. Ten album z pewnością was nie rozczaruje.

Exit mobile version