Site icon All About Music

Spokojne i szczere R&B. Kehlani – Blue Water Road, 2022 (recenzja)

2020 rok zmienił moje życie o 180 stopni, był bardzo burzliwy i nie należał do tych najlepszych. Jednak w tymże roku zaczęła się moja zajawka na pierwsze recenzje i ciągłe szlifowanie mojego pióra. Kiedy to wszyscy byliśmy pozamykani w czterech ścianach mogłam włączyć muzykę, do której próbowałam tworzyć swoją subiektywną opinię. W moim pokoju katowałam wiele albumów, a jednym z nich było It Was Good Until It Wasn’t Kehlani. Choć znałam wtedy wokalistkę z kilku znanych utworów (Gangsta, CRZY, Nights like this) to byłam ciekawa jej najnowszego dzieła, dlatego wgłębiłam się w twórczość 27 latki. I ku mojemu zdzwieniu ten album był jednym z moich ulubionych w 2020, dlatego też wyczekiwałam na Blue Water Road. No właśnie był, ponieważ najnowszy album wszystko zmienił. I to na plus.

Piosenki oddają mi klimaty SweetySexSavage, ale nie w warstwie lirycznej, lecz w melodyce, która jest wyczuwalna w szczególności w singlach. Taką Kehlani pamiętam dobrze i wyczekiwałam na coś podobnego od niej (choć nie pogardziłabym utworami w klimatach jej poprzedniej płyty). Ze wszystkich singli moje serce skradło od samego początku altar. Nawet mogę dodać, że jest moją ulubioną pozycją na Blue Water Road. Utwór oddający hołd dla tych, których artystka straciła, nie jest smutną balladą, lecz piosenką dającą nadzieję na lepsze jutro. Nie ukrywam, że zabieg dodawania wesołej muzyki, dodatkowo z bitem do typowego chillowania oraz smutnej warstwy lirycznej jest najlepszy. 

Bardzo zaskoczyły mnie duety i to dość pozytywnie. Nawet kolaboracja z Justinem Bieberem (do którego wylewałam przez ostatni czas masę pomyj) przypadła mi do gustu. Mimo to bardziej do mnie przemówiły get me started z Syd o problemach związkowych, a także more than i should z Jessie Reyex, opowiadający o zdradzie chłopaka oraz niejako przedstawiający usprawiedliwienie tego czynu.  Jeśli nie liczymy everything interlude, śmiesznym trafem możemy zauważyć, że oba utwory są po sobie i w ciekawy sposób razem tworzą jedną historię.

Nie brakuje też tych spokojniejszych piosenek, które są koją zranione serce niczym fala na morzu. Do tego grona można podpiąć otwierający album little story czy everything. Co ciekawe, oba utwory są singlami i zawierają bardzo ciekawe teledyski (w szczególności little story). A na zakończenie płyty można usłyszeć w utworze wondering/wandering córeczkę wokalistki Adeyę powtarzającą mamie, że jest woda, na której jest łódka. 

Ostatnio piosenkarka polubiła się z dodawaniem do swoich utworów interlude. Oczywiście nie mogło tego zapragnąć również i na Blue Water Road, choć tym razem wokalistka zaznaczyła, że są takie utwory, w porównaniu z poprzednim krążkiem. Choć nie sądzę, aby umieszczać przy tego shooting. Jasne, jest to krótki utwór, ale nie jest dla mnie aż taką przerwą między utworami i nie przepadam za dodawaniem w nieodpowiednich momentach tego do tytułu utworu. Za to mogę tak stwierdzić o everything interlude i w pełni zasługuje na to miano, ponieważ, jak wspomniałam wcześniej, rozdziela dwa duety i taka przerwa między nimi dobrze ze sobą współgra.

Na pewno jest to zupełnie coś innego, co wcześniej artystka z Oakland prezentowała. Czuć w tych piosenkach, że Kehlani swobodnie się odnajduje w jej wykreowanym świecie stworzonym dla płyty. Całość zawiera jedną historię, którą chce przedstawić słuchaczom. Uważam, że nawet fani zwykłego popu byliby zadowoleni. Bardzo przyjemnie się słucha Blue Water Road i jest warty przesłuchania.

Exit mobile version