Oh słodka Katy Perry, oh Katy. Najpierw wszyscy krzyczeli, że powinna wydać mroczny, ciemny album, ale ta zdecydowała się na wydanie Prism. Gdy Perry stwierdziła, że zmienia wizerunek i nagra coś innego niż zwykle – wszyscy się odwrócili. Zdecydujcie się, bo Witness to krążek bardzo dobry.
Witness jest czwartym studyjnym albumem Katy Perry (jako Katy Perry). Krążek promowany przez trzy single, które szumnie zostały odrzucone przez zwykłych słuchaczy, rozgłośnie radiowe, sporą ilość fanów Katy. Praktycznie jedynie Chained to the Rhythm odniosło jako-tako znośny sukces (szczególnie w Polsce). Bon Appétit skrytykował praktycznie każdy, a Swish Swish okrzyknięto zbyt kontrowersyjnym, nie potrzebnym i wydanym za późno – bo w jego miejsce, kilkanaście miesięcy temu powinno zostać wydane Walking on Air. Tymczasem Katy Perry wydała Witness, które może albumem doskonałym nie jest, ale zadowala. Ale po kolei.
To zabawne, że przed premierą Prism, większość tak bardzo chciała, aby Perry nagrała coś mroczniejszego i odrzuciła słodki popik. Gdy takiego popiku już nie wydaje, zmienia image i nagrywa dojrzalsze Witness – wszyscy psioczą. Ja nie. Dla mnie Witness jest krążkiem bardzo dobrym – i to on powinien zostać wydany zamiast Prismu. Z Prismu wziąłbym jedynie single + Legendary Lovers i dorzucił do Witness.
Witness jest albumem dojrzalszym, może nie do końca dojrzałym, może nie idealnym i złożonym z samych arcydzieł (jak chociażby ANTi Rihanny, Lemonade Beyoncé czy… o tak, postawię tu jeszcze to: Glory Britney Spears), ale dobrym i zasługującym na atencję. Katy Perry w końcu podąża w odpowiednim kierunku, gdzie akceptowalna jest większość albumu, a nie tylko dwie czy trzy piosenki (jak było z Prism).
Na uwagę przede wszystkim zasługuje doskonała produkcja. Widać, że do tego albumu przyłożono się i poświęcono każdemu utworowi bardzo dużo uwagi. Podkreślono najważniejsze aspekty wokalu Katy, ukryto to, co niepotrzebne – nie poprzez autotune, a inne, lepsze i nowsze techniki. Najbardziej zachwyciła mnie produkcja w utworze Power, a także tytułowym Witness. Bon Appétit również jest ciekawe – inne i niepowtarzalne. Aczkolwiek trio Migos totalnie bym stamtąd usunął – jako solo ta piosenka spisałaby się znakomicie (i taka wersja istnieje w Internecie, jak dobrze poszukacie, to znajdziecie).
Wielokrotnie narzekałem, gdy dany artysta publikuje album, na którym znajdziemy 9 czy 10 piosenek. Czeka się ileś tam lat na owe wydawnictwo, a potem dostajemy tak mało utworów. Słuchając krążka Katy Perry trochę rozumiem, to na co tak narzekam. W przypadku Witness pierwsza część wydawnictwa jest niesamowita, słucha się tego bardzo dobrze. Jednak gdzieś pod
Z nieznanych mi powodów wszyscy nagle rzucili się na Katy Perry. Ja nie. Ja lubię wszystkie single, które wydała, po przesłuchaniu krążka uważam, że powinna wybrać inne kawałki do promowania tego wydawnictwa, ale stało się jak stało. Uważam Witness za krążek bardzo dobry, szczególnie wielbię tytułowy kawałek. Dajcie jej szansę, przesłuchajcie, wyróbcie opinię sobie sami. Na pewno każdy sobie coś znajdzie.

