Najnowsza, szósta płyta brytyjskiej piosenkarki, to jej najintymniejszy album. Już sam tytuł- Ketevan – podpowiada, a wręcz narzuca słuchaczowi, że ma do czynienia z czystą esencją pani Melua. Otóż jest to gruzińskie imię artystki, która właśnie w Gruzji przyszła na świat. Album to nie tylko śpiew i kompozycje muzyczne, to także wyznania, wspomnienia spisane w formie piosenek. Wydawnictwo ukazało się 16 września w dziesiątą rocznicę sukcesu jej debiutanckiej płyty Call Of The Search i jednocześnie jej dwudzieste dziewiąte urodziny.
Przywilej, pozwalający nam słuchać jej już od dziesięciu lat, to zasługa Mike’a Batta. Łowca młodych talentów wyłowił ją spośród artystów Brit School. Urzekła go osobowość i głos Katie, które w jego mniemaniu są rzadką niezwykłością. 2003 to dla Melua rok obfitujący w same sukcesy: kończy szkołę, rozpoczyna pracę nad płytą (piosenki pisze ona i Batt), debiutuje, zostaje wypromowana przez prezentera BBC- Terrego Wogana. Jej kariera nabiera rozpędu. Charakterystyczny niski, melancholijny głos jest nie do podrobienia. Każdy, nawet jeśli nie drży mu serce na myśl o słuchaniu jej utworów, z pewnością bez problemu rozpozna, że to właśnie ona wykonuje daną piosenkę. Wystarczy dodać, że pani Melua ma na swoim koncie już pięćdziesiąt sześć platynowych płyt, na całym świecie sprzedała miliardy biletów na koncerty i ponad jedenaście milionów płyt .
Krążek Ketevan, promowany był przez singiel I Will Be There. Autorem tekstu był odkrywca talentu Katie Melua– Mike Batt. Piosenka miała premierę (i tutaj ciekawostka!) 11 lipca na Gali Koronacyjnej w Pałacu Buckingham, podczas sześćdziesiątej rocznicy koronacji Elżbiety II. Wracając do piosenki jest ona znakomitą furtką otwierającą przed nami samą Katie Melua, bo płyta to ona. W poniższym teledysku do tej właśnie piosenki, artystkę wspomaga cała orkiestra. Efekt całkiem przyzwoity jak na mój gust. Zresztą sami zobaczcie i posłuchajcie:
Album jest (będzie przymiotnikowo) niejednorodny, różnorodny, łączący wiele gatunków muzycznych. Z jednej strony to niebywały plus. Artystka pokazuje dzięki temu swoje umiejętności. Dodatkowo nie pozwala znudzić się odbiorcy. Jednak jeśli chodzi o możliwość puszczenia go sobie, gdy pragniemy posłuchać jednego wykonawcy, to płyta odpada w przedbiegach ( i dobrze!). Melua zaskakuje w każdym utworze zupełnie odmienną aranżacją. Sama zresztą wierzy, że jest to duży atut wydawnictwa:
Mam nadzieję, że ludziom spodobają się moje piosenki, pełne romansu, melancholii, inspirowane bluesem czy jazzem, czasami w stylu retro. Każdy odbiorca ma różne oczekiwania, ale mam nadzieję, że różnorodność utworów na Ketevan spowoduje, że znajdzie na nim coś dla siebie.
Wydawać by się mogło, że można zarzucać, że Katie usiłuje sprzyjać masowym gustom, skoro na krążku każdy ma znaleźć coś dla siebie. Jednak ten postulat już na samym początku wydaje się być szyty grubymi nićmi. Otóż gatunki, w których artystka z powodzeniem się porusza zdecydowanie nie wpisują się w kanon (o ile jest jakiś kanon) mass mediów. Jedenaście zupełnie niepodobnych do siebie piosenek to oferta złożona nam przez artystkę. Zapewne będzie to powód do kręcenia nosem przez słuchaczy przyzwyczajonych do stylistycznej poprawności. I fakt nie wszystkie piosenki podobają się jednakowo,a niektóre nawet wcale. Są jednak utwory na płycie, które z przyjemnością puszcza się drugi, a nawet trzeci raz. Jak dla mnie jest to Shiver Ans Shake, w którym pazury piosenkarki przyjemnie drapią za uchem. Jest to zresztą chyba jedyny żwawy kawałek na płycie. Tytuł może troszkę zbijać z tropu i wskazywać na to, że Katie znów coveruje The Cure. A jednak nie. Zbieżność tytułów jest zupełnie przypadkowa- cały farsz utworu, czyli muzyka i śpiew to już zupełnie inna śpiewka. Reszta piosenek mimo zróżnicowania gatunkowego, pozostaje w klimacie melancholijno-refleksyjnym. Melua osiągnęła chyba efekt, który oczekiwała- każdy może tu znaleźć coś dla siebie. Ja już mam, ciekawa jestem co Wy wyłuskacie z płyty.
Co tu dużo mówić… Artysta tego pokroju mało kiedy przechodzi niezauważony. I choć fakt ten wcale nie zaskakuje, nie można tego powiedzieć o samej wykonawczyni. Katie mocno stara się nie pozwolić odbiorcy, choć na chwilę popaść w znużenie. Czy sobie z tym radzi? Zarzućcie słuchawki na uszy i sami oceńcie. Skromnie powiem, że płyta jest nad wyraz przyzwoita.
