Site icon All About Music

Kate Bush mówi „Don’t Give Up” w Teatrze Rampa. Relacja ze spektaklu

Świat Kate Bush jest magiczny, ekscytujący, kolorowy. Świat Kasi Krzak jest szary, ponury powtarzalny. Z połączenia tych dwóch światów powstaje zaskakujący, przewrotny, słodko-gorzki spektakl o ważnym przesłaniu: „Don’t give up”.

Główna (i jedyna) bohaterka tego spektaklu wiedzie życie podobne do wielu osób wychowanych w ubiegłym wieku. Czuje na sobie presję bycia dobrą żoną, matką i kobietą, więc stara się to robić dla swoich bliskich, przy okazji zatracając w tym kompletnie siebie. Przekaz coachów, wróżek i influencerek wprawdzie zaleca jej zainwestować we własne ja, ale Kasi nie starcza na to sił, mimo że tak bardzo się stara. Co gorsza, nawet gdy próbuje być najlepszą wersją siebie, nie daje jej to takiej radości, jak kiedyś dawało bycie najprawdziwszą wersją siebie. Kasia szuka pomocy kontaktując się ze swoim wewnętrznym dzieckiem, jednak na linii tych dwóch zagubionych dziewczynek trudno o porozumienie – jest wzajemny żal, strach i rozczarowanie. W kryzysowym momencie Kasia woli po prostu zasnąć i przetrwać ten smutny czas w błogiej nieświadomości.

Te tematy większość z nas dobrze zna nie tylko ze swojego życia, ale również z kultury, w której się obracamy. Ironiczna krytyka przekazu „Be a lady” pojawiała się w viralowych filmikach na YouTubie, w piosenkach, a ostatnio chociażby w filmie Barbie. Granica pomiędzy dotarciem do odbiorcy i uderzeniem w samo sedno, a sztampowością i kliszą jest w tym temacie bardzo cienka. Postać Kasi Krzak mnie osobiście przekonała, bo nie mówiła ogólnie o kobietach, tylko o konkretnej rozwiedzionej Polce z dzieckiem w przedszkolu i depresją w głowie.

Sam przekaz, powtarzalny lecz wciąż bardzo ważny i aktualny, być może nie wystarczyłby do zbudowania ciekawego spektaklu. Tym, co wynosiło go na inny poziom, była oczywiście muzyka. Gdy wcielająca się w Kasię Anna Mierzwa zaintonowała pierwsze nuty Wuthering Heights, poczułam się, jakby stała przede mną Kate Bush. Te niezwykle trudne, wysokie, piszczące dźwięki, które tak łatwo można obrócić w karykaturę, w wykonaniu Anny aż pulsowały od prawdziwych emocji i trafiały prosto w serce. Zakres i różnorodność głosu aktorki za każdym razem zwalały mnie z nóg. Opanowanie skomplikowanej linii melodycznej, a jednocześnie nasycanie głosek żywymi uczuciamy i ozdobnikami to bardzo trudne zadanie, a Anna Mierzwa dorzuciła do tego jeszcze ruch sceniczny i kontakt z widownią. Chapeau bas!

Nie mam wykształcenia teatralnego, ale monodram wydaje mi się wyjątkowo trudnym utworem dramatycznym. Cała uwaga skupia się na jednej osobie, a więc nie ma czasu na odpoczynek, nie można zanudzić odbiorców, całość musi być spójna i wiarygodna, a zarazem nie monotonna. W przypadku „Don’t give up” to się udało, jednak domyślam się, że twórcy włożyli ogromny wysiłek, aby osiągnąć taki efekt. Zabawy światłem, strojem, ruchem i głosem, a dodatkowo mała, kameralna sala sprawiły, że prawie nikt nie zerkał na zegarek albo telefon. Wszyscy byli zaangażowani w historię Kasi i czekali na to, w jaki sposób wplecie ona kolejną piosenkę w swoję opowieść. Niektórym z nas trudno utrzymać taką uwagę nawet na swoich bliskich.

Na dużą uwagę zasługuje także muzyk, który spędził 75 minut w cieniu głównej bohaterki. Stanisław Pawlak uzbrojony w gitarę i klawisze stworzył w sali mikroklimat Kate Bush, a na koniec odegrał bardzo ważną rolę, która niech będzie dla Was słodką niespodzianką.

Spektakle „Don’t give up” można zobaczyć w Teatrze Rampa do 7.01. Ceny są bardzo atrakcyjne, więc wszystkim fanom Kate Bush i muzyki na żywo polecam taką kulturalną podróż wgłąb siebie. Ciekawe, czy znajdziecie tam małą Kasię, czy może dorosłą Kate Bush.

DON’T GIVE UP – Teatr Rampa na Targówku (teatr-rampa.pl)

Exit mobile version