Site icon All About Music

Kasia Lins zagrała w Warszawie. Relacja Karoliny Młynarskiej

Płyta, nad którą pracowała długi czas, od czasu swojej premiery zdobywa coraz większą rzeszę wielbicieli. To właśnie oni w piątkowy wieczór wypełnili po brzegi salę warszawskiego klubu, by móc usłyszeć kawałki z Wiersza Ostatniego na żywo. Kasia Lins zabrała nas do swojego niepowtarzalnego świata, którego nie chce się opuszczać.

Impreza odbyła się w klubie Niebo. To schowane pośród starych kamienic miejsce tętni życiem nie tylko podczas koncertów. Kilka minut po 20.30 na niewielkiej scenie pojawili się ubrani na biało muzycy, a po nich na scenie pojawiła się gwiazda wieczoru – Kasia Lins. Przywitana gromkimi brawami oraz okrzykami, zaczęła swój występ od jednej z moich ulubionych kompozycji z płyty, czyli Save Me Boy. Podczas imprezy usłyszeliśmy każdą z piosenek znajdujących się na Wierszu Ostatnim. Nie zabrakło momentów żywiołowych i zachęcających do ruchu (Hollow Words, Tak Widzę Nas czy Kiedy Dobrze Jest Nam) ani chwil pełnych emocji oraz spokojniejszych dźwięków (podczas Dnia oraz These Days dostałam dreszczy!). Bardzo podobał mi się bis, gdy w trakcie grania Słów Prostych muzycy kolejno opuszczali scenę, by zostawić Kasię samą, która zamknęła set, wykonując poruszające Odchodząc.

Na koncercie pojawili się także goście – Łukasz Lach z grupy L.Stadt towarzyszył Kasi przy wykonie numeru Dawno, natomiast Low Roar zaśpiewał z wokalistką Save Me Boy, tym razem w bardziej oszczędnej i intymnej wersji. Dodatkowym urozmaiceniem była obecność flecisty, Bartosza Tkacza, który co jakiś czas wzbogacał poszczególne utwory dźwiękami tego mało popularnego instrumentu.

Niezwykłości oraz nastrojowości dodawała oprawa świetlna. Rożne efekty, kolory, zabawa reflektorami, połówki kul dyskotekowych robiły naprawdę dużo i bez nich występ nie mógłby poszczycić się tak zjawiskowym, romantycznym klimatem. Spodobał mi się także taki prosty zabieg, jak przymocowanie czerwonych róż do mikrofonów. Niby niewiele, a skutek był świetny.

Szłam na ten występ z ogromną ciekawością. Intrygowało mnie, jak Kasia brzmi na żywo i jak poradzi sobie na koncercie premierowym. Nie zawiodła, wręcz przeciwnie – zachwyciła liczną publikę swoją osobowością, wrażliwością oraz przede wszystkim muzyką, która w wersji live działa na słuchacza sto razy mocniej niż zwykle. Kasia nie kryła wzruszenia – uroniła kilka łez – oraz zdenerwowania. Zarówno z jednym, jak i z drugim poradziła sobie śpiewająco.

Wiersz Ostatni to zbiór klimatycznych piosenek, które w kameralnym Niebie zabrzmiały fantastycznie. Nic dziwnego, że widownia domagała się więcej i więcej wrażeń. Po piątkowej imprezie wiem, że to nie ostatni występ Kasi, który mam okazję przeżywać. Wypatrujcie wiadomości o następnych koncertach i przybywajcie licznie, bo tego nie można przegapić!

Exit mobile version