Site icon All About Music

Kartky x Emes Milligan – Nowe Kino (2016), recenzja Michała Szuma

„Co dwie głowy, to nie jedna” – taka idea zdawała się przyświecać duetowi, który pracował nad krążkiem Nowe Kino. Kartky i Emes Milligan, bo o tych panach mowa, postanowili zakończyć zeszły rok w mocnym stylu, wydając nowy album wraz z początkiem grudnia. Zasadnym wydaje się zatem pytanie: jak wiele jest na nim kina, a ile pierwiastka „nowe”?

Wizualne projekcje ubrane w słowa.

12 kompozycji zawartych na najnowszym dziele muzyków, to przede wszystkim ich liryczne odzwierciedlenie obrazów: malowanych czy to przez życie, czy to przez ich wyobraźnię. Tematyka treści to głównie wątki miłosne, relacje wydarzeń z pozycji spełnionego rapera czy opis zwyczajnych sytuacji życiowych. Być może nie jest to najlepsza płyta to utożsamiania się z nią, gdyż w wielu przypadkach mowa o konkretnych ludziach w konkretnych miejscach, niemniej doświadczenie każe dopowiedzieć „nigdy nie mów nigdy”.

Całość utrzymana jest w bardzo nowoczesnym klimacie, a to za sprawą nieprzypadkowego doboru producentów albumu. HVZX, Pham czy sam Emes nie słyną przecież z mocno bum-bapowych rytmów, przez co brzmienie kształtuje się tak, a nie inaczej. Czy należy to traktować jako minus? Bynajmniej. Ortodoksyjni fani oldschoolu i tak nie sięgną po tę płytę, więc jej prawdziwą wartość docenią miłośnicy wszelkiej maści elektroniki połączonej z wolno sączącym się bitem. Jedyny wyjątek w całej tej układance stanowi numer C2C, wyprodukowany przez Tasty Beatz, gdzie nieśmiałe dźwięki klawiszy sugerują inne skojarzenia niż w pozostałych jedenastu przypadkach. Nie jest to może absolutny ortodoks, lecz pewne detale mogą wywołać uśmiech na twarzy w tej paradoksalnie dość ponurej kompozycji.

Skoro mowa o klimacie, słów parę o wydźwięku płyty. Jednoznacznie nie da się określić czy jest to album smutny czy wesoły, bo każda kompozycja jest unikatową podróżą przez konkretne emocje. Te łączą się ze wspomnieniami wieczorów, poranków, dni oraz nocy spędzonych w różnych sytuacjach, z różnymi ludźmi i w różnych nastrojach. Czasami jest to żal do świata, że jest skomplikowaną sprawą, w innych wypadkach jest to wdzięczność za obecność drugiej osoby obok, a bywa i tak, że teksty są wycieczką w przeszłość, gdzie któryś z raperów tworzył swoją własną projekcję przyszłości. Cokolwiek by to nie było, po wysłuchaniu człowiek nie ma wrażenia, że coś zostało napisane nieszczerze czy wręcz na siłę. Naprawdę miło się tego słucha.

Od strony technicznej opowieści te nie mogły być inne aniżeli bardzo dobre, bo zarówno Kartky, jak i Emes, mają już na koncie bagaż doświadczeń w postaci solowych nagrań. W swych wywodach odwołują się oni do całej gamy inspiracji: od Biblii, poprzez film, literaturę, muzykę, na internetowych trendach kończąc. Dodając do tego niezwykle ciekawe przenośnie (z których najlepszą w moim odczuciu jest ta z piosenki Szelest, gdzie w refrenie pojawiają się te podeptane larwy), wyszukane epitety oraz inne środki stylistyczne, w wielu przypadkach otrzymujemy wersy zakrawające o poezję.

Co zatem z tą nowością, którą zwiastuje już sam tytuł? Wydaje się ona być rzeczą względną, bo będąc uczciwym płyta nie jest odkryciem na miarę Nobla w dziedzinie literatury lub nagrody Grammy za album roku. Jest to raczej pewien rodzaj nowego rozdania w karierach obu raperów i prawdopodobnie tak należy czytać tę kolaborację. Widać, że obaj nie mieli zbyt dużego ciśnienia pisząc teksty, całość wydana jest w dość luźnej konwencji, a kwestia tych tytułowych projekcji kinowych została spełniona w stu procentach. Słowem: miły krążek wart przesłuchu.

Exit mobile version