Kiedyś: „Imię: Hera, Koka – Nazwisko, Hasz – uzależnienie, a Kwas to przezwisko„, dzisiaj: „Będę lamentować, przekładać to folko-rapem„. Karolina Czarnecka zapuszcza się w niebezpieczną otchłań, wyjeżdża z nieciekawych warszawskich uliczek i wraca na podlaskie rewiry. Na nowym albumie „Cud” scala te dwa światy i łączy wschód z zachodem.
Każdy kto ogladał „Zimną Wojnę” widział i słyszał jak wyglądały realia muzyczne w czasach drugiej wojny światowej. Do wiwatu dawał folk. Kołyszące się kobiety w pięknych i barwnych strojach, które powalały mury donośnymi wokalami. A gdyby tak Joanna Kulig, która stała na czele chóru, zaczęła rapować? Albo jeszcze lepiej – nasze babki i prababki zaczęły nawijać o sytuacji społeczno-politycznej na podkładzie regionalnych tradycji?
Podlasie to region, w którym krzewił się folk. Z Podlasia też pochodzi Karolina Czarnecka. Być może to właśnie z tego powodu jej głos jest taki donośny, mocno chóralny i obsadzony. Co więcej dziś artystka zdecydowała wrócić do głeboko zakorzenionych tradycji. Jednak znów na własny sposób. Bowiem tradycyjny folk połączyła z nowoczesnym brzmieniem hiphopu z pogranicza trapu. Rap łączy z dźwiękiem skrzypiec, a wyraźny chór z undegroundową szatą muzyczną. Wymowa stylizowana na staropolską, wschodnią – też urokliwa. Dziś Czarnecka ubiera „czapkę wpierdolkę” i do tego folkową, czerwoną suknię.
Cud zderza tętniący życiem wizję świata naszych pradziadów z zalatującą smrodem i zniszczeniem planetą, w której konsumpcjonizm wysysa z ludzi resztki godności. Jest też dużo o Polsce. Dość lewacko, ale pokojowo. Nie jak Maria Peszek, która nienawiść zwalczać chce siłą. Karolina Czarnecka staje obok, przygląda się, urania łzę, stawia hipotezę: kim jesteśmy i dokąd zmierzamy, jak definiować współczesnego patriotę, skąd w Nas ta pogoń za złotym bożkiem i finalnie: czymże jest religia, co dziś w ogóle uważamy za religię i dlaczego tak często wycieramy sobie nią gębę? „W imię honoru, tradycji, kto odpowiada za wrogość, za hejt? Na to odpowiedź jest prosta: WSZYSCY!”. Recepta? Miłość, bo jak wokalistka podkreśla: „Polska musi uwierzyć w miłość”.
Karolina dziś przebija się do świadomości mainstreamowego słuchacza jako dojrzała kobieta, która nie tylko nie da sobie w kasze dmuchać, ale także bez najmniejszego problemu powie co myśli. Jej zimny, surowy głos i duże doświadczenie teatralne sprawia, że przekaz płynący z materiału jest jeszcze bardziej siarczysty i dobitny. Mało kto moduluje głosem tak, żeby wywołać odpowiednie emocje i mało kto potrafi nawijać z sensem. Kiedyś tylko Maria Peszek, dziś dumnie w szeregu staje Karolina Czarnecka. Mądrych to i fajnie posłuchać.
I wielu na pewno będzie wkurwiać się na Karolinę Czarnecką i przeklinać ją w niebogłosy. Będzie znienawidzona, będzie opluwana i kopana. Kobieta – artystka, która ma coś do powiedzenia w naszym kraju na starcie przypiętą ma łatkę.
Pod względem interpretacji, Cud to ciekawe wydawnictwo. Nie każdy je zrozumie, a większość pewnie zagarnie pod swoje poglądy. Czarnecka nie staje po żadnej stronie i wytyka błędy „wschodowi” i „zachodowi”. Daje do myślenia i skłania do głębszych refleksji. Nie mówi, że jest tylko czarne i białe. I na koniec trzeba zaznaczyć, że nikt tak pięknie nie zobrazował obecnej sytuacji w naszym kraju jak Karolina Czarnecka w Polska musi uwierzyć w miłość.
Jestem podzielona Polsko na dwie strony, jak Ty. Na przystankach komunikat „żryj”, to znaczy „żyj”. Mieszają się symbole, mieszają się znaczenia. Niech się zdarzy cud, nam potrzeba wyzwolenia. Jestem podzielona Polsko na dwie strony, jak Ty. Mam w sobie dużo ran i licze od innych sny. Ja gdy jestem między wschodem i zachodem jak Ty cierpię. Ja gdy wolę się użalać – zamiast zmężnieć. […]

