Kamaliya jest jedyną ukraińską wokalistką, której imię widnieje na europejskich listach przebojów. Dotąd dała się poznać jako artystka z kreatywnym spojrzeniem na muzykę popularną. Melodyjne refreny połączone z operowym wokalem stanowią nierozłączną parę w jej twórczości. Po długiej pauzie, oddaje w nasze ręce swoją ósmą płytę. W którym kierunku zmierza koncepcja Timeless i czy tym razem jej brzmienie również zdoła nas zaskoczyć?
Natalia, bo tak brzmi prawdziwe imię wokalistki, zainteresowanie muzyką oraz szeroko pojętą sztuką okazywała już od wczesnego dzieciństwa. Przełom XX i XXI wieku był etapem powstawania jej pierwszych profesjonalnych nagrań, które wkrótce obrały formę popularnych i dobrze sprzedających się wydawnictw na Ukrainie. Do dziś w swojej dyskografii posiada ich osiem, w tym trzy anglojęzyczne. Przedostatni album o tytule Club Opera ukazał się cztery lata temu i był promowany między innymi w Polsce podczas gościnnego występu na Sopot Festival.
Muzyka również odegrała ważną rolę w jej pierwszym spotkaniu z obecnym mężem, Zahoorem. Jak wspomina para, Kamaliya podbiła jego serce wykonaniem ukraińskiej pieśni. Po spotkaniu miłości swojego życia, ona rozkwitła na scenie, nie tylko muzycznie. W 2008 roku została najpiękniejszą mężatką świata, gdzie chyba nie jest zaskoczeniem, w krótką chwilę posypały się propozycje aktorskie oraz ukazania swojego rozkosznego i kolorowego życia w ukraińskim, a następnie brytyjskim reality-show. Polscy widzowie mogą ją kojarzyć właśnie jako najsympatyczniejszą uczestniczkę dwóch programów, które były emitowane w naszym kraju. Sama wówczas obserwowałam epizody z udziałem państwa Zahoor i w odróżnieniu od wielu sztywniaków z kręgu miliarderów, oni zdobyli sympatię widzów poprzez szczere uczucia, szaleńczą miłością do siebie nawzajem, ale również do zwierząt i ewidentną wdzięczność za życie, jakie przyniósł im los w połączeniu z wieloletnim wysiłkiem. Wbrew pozorom niewielu potrafi to docenić i w pełni czerpać z tego radość. Premiera ich największego reality-show zbiegła się nowymi płytami, które Kamaliya wydała w bardzo krótkim odstępie. Wszystkie przeznaczone na międzynarodowy rynek i z nie przypadkowym doborem współpracowników i producentów. Imienna, dwujęzyczna płyta Kamaliya dojrzewała pod opieką słynnego rosyjskiego piosenkarza Filippa Kirkorova, odpowiedzialnego również za wiele eurowizyjnych numerów. Te były również utrzymane w klimatach pop i dance. Zaledwie rok później pojawiła się koncepcja połączenia ukochanych gatunków muzycznych wokalistki. Zaczerpnięto nieco klasyki i połączono ją z muzyką współczesną. Efekt był rewelacyjny, a ClubOpera nieskromnie zaczęła szturmować europejskie parkiety.
W międzyczasie nastąpiło najszczęśliwsze wydarzenie w życiu Kamalyi – została matką bliźniaczek. Stało się jasne, że życiowe priorytety ulegną zmianie, a na kolejne muzyczne dziecko będziemy musieli zaczekać nieco dłużej, niż było to planowane. Warto również wspomnieć o występie w Sopocie, który miał miejsce w ostatnim miesiącu ciąży. Zaledwie dwa tygodnie później dziewczynki pojawiły się na świecie. Mimo macierzyńskiego urlopu, proces twórczy nad nowym wydawnictwem wciąż trwał, przeszło cztery lata. Czy wyczekiwana premiera spełniła oczekiwania? Poprzeczka została wysoko ustawiona.
Producentami albumu Timeless są znani z utworu 99 Red Balloons, a także ze współpracy z Thomasem Andersem – Joern-Uwe Fahrenkrog-Petersen i Ronny Svendsen, a mastering odbywał się pod czujnym uchem Florenta Sabatona w paryskim studiu. Album posiada również polski akcent – okładkowa sesja zdjęciowa autorstwa Katarzyny Paskudy powstała w polskim ośrodku jeździeckim, gdyż konie są kolejną, wielką miłością artystki.
Na najnowszej płycie Kamaliya wciąż oferuje nam solidną dawkę popu i muzyki tanecznej. Niemal wszystkie utwory na Timeless utrzymane są w podobnej stylistyce, a dokładniej w dwóch. Większa część jest wykreowana na zachodni rynek, innym zaś bliżej do charakterystycznego, europejskiego brzmienia ClubOpery. Wszystko to czyni krążek spójnym, ale nie nużącym, bo jednak każdy jego punkt posiada swój wyróżnik – i ta cecha jest ogromnym atutem. Otwiera ją dynamiczny utwór Fumes i głęboko wierzę, że jego potencjał nie zostanie zaprzepaszczony na promocyjnej drodze krążka. Skoro o niej mowa, co z singlami? Pierwsze zapowiedzi były oddawane w nasze ręce ze stosownym dystansem czasowym, a rola promocji płyty przypadła w pierwszej kolejności, piosence tytułowej. Poznaliśmy ją jeszcze rok przez premierą płyty i trudno zaszufladkować jej brzmienie do jednego gatunku, bowiem oficjalnie istnieją dwie wersje. Pierwsza w formie energicznej, lekko dubstepowej ballady, drugiej, nazwałabym radiowej wersji towarzyszy pulsujący, taneczny bit. W muzyczny krajobraz idealnie wpasowuje się wyjątkowe Aphrodite. Smaku i charakteru nadaje kompozycji melodia skrzypiec, na których Kamaliya gra osobiście. Właśnie takie eksperymenty wnoszą do twórczości nową jakość i szczerze liczę na jeszcze więcej podobnych kreatywnych rozwiązań w przyszłości. Obecnie głośnym echem na wielu europejskich zestawieniach słychać intensywnie klubowe Make Me Feel. To kompozycja charakteryzująca się gładkimi, stonowanymi zwrotkami i uderzającym refrenem, będąca jednym z najbardziej zapamiętywalnych punktów płyty, przy okazji świetnie sprawdzającym się podczas ostatnich wakacyjnych dni. Zadziornością i zabawą kusi Fall Off The Earth, a On My List spokojnie moglibyśmy usłyszeć z ust niejednej gwiazdy światowego formatu. Na tle mocnego wokalu wokalistki wyróżnia się świetną produkcją i raperskimi wersami Tidemanna, które urozmaicają i nadają jeszcze większej mocy całemu numerowi. Wśród zaproszonych gości dominuje raperka Anne Judith Stokke Wit. Bierze ona aktywny udział aż w trzech utworach – świetnym Legend, radosnym Plastic Cup i tajemniczym Gotta Luv It. W dyskotekowym rytmie upływa Wild Child, a uspokaja rozmarzone We Got The Love w towarzystwie muzycznego partnera, Culprit.
Podążanie utartymi szlakami i powielanie sprawdzonych schematów może być już niewystarczające i mało atrakcyjne dla słuchacza. Ja w wielu przypadkach jestem przeciwieństwem od tej reguły i nie szukam innowacji tam, gdzie zwyczajnie nie jest to potrzebne. Czasami wierność swojej intuicji oraz utrzymanie poziomu nie tracąc przy tym słuchacza jest o wiele większym wyzwaniem, aniżeli oferowanie wszystkiego, co ślepo przyniesie fala trendu w muzyce. Uwielbiam improwizującą Kamalię, a jeszcze bardziej doceniam, gdy w muzyce nie zatraca swojej oryginalności i operowych możliwości, które gdzieś w natłoku nowoczesnych brzmień mogą być pomijane. Ona jednak znalazła na to złoty środek. W planach pojawiło się wydanie reedycji płyty z trzema bonusowymi utworami w stylu ClubOpera. Uważam, że byłby to całkiem satysfakcjonujący kompromis połączenia obydwu, znaczących etapów w twórczości.
Timeless mieści w sobie mnóstwo przebojowych melodii oraz dużo dziewczęcego uroku, która w innej kompozycji potrafi przeistoczyć się w silną kobietę z charakterem. Płyta zdecydowanie sprawi wszystkim miłośnikom muzyki dance, wiele przyjemności oraz zaspokoi apetyt na wyrazisty i jednocześnie nieprzekombinowany pop we współczesnej muzyce rozrywkowej.
