Site icon All About Music

Pomieszanie z poplątaniem, szok i niedowierzanie. Justyna Steczkowska – Szamanka, 2022 (recenzja)

Justyna Steczkowska wydała właśnie swój najnowszy album zatytułowany Szamanka. Aż trudno uwierzyć, że jest to już szesnasta pozycja w barwnej dyskografii artystki. Jednak, czy jest ona choć trochę lepsza od poprzedniczek? A może przebiła swoją znakomitością je wszystkie?

Justyna Steczkowska to jedna z najciężej pracujących artystek w naszym krajowym showbiznesie. Jak nie nagrywa nowych utworów, to koncertuje po kraju cały rok, lub ubarwia nasze ekrany podczas festiwali telewizji TVPiS. Jedno trzeba jej przyznać – na daremnie szukać jej złego występu. Zawsze daje z siebie bardzo dużo. Jak nie śpiewa, to tańczy, a jak nie tańczy, to wygląda zjawiskowo i zachwyca przepięknymi kreacjami jak na divę przystało. Jej głos sam w sobie jest instrumentem, czym nie może się pochwalić 99% koleżanek, czy kolegów z branży.

Pierwsze co muszę wspomnieć na wstępie, to po pierwszym przesłuchaniu całego albumu zszokował mnie jeden element – okropna dykcja artystki. Kompletnie nie wiem co się ostatnio wydarzyło w tym rejonie u Justyny, ale jej niechlujna dykcja na każdym nowym utworze aż drażni ucho. Czasami trzeba 3 razy przewijać, by zrozumieć niektóre słowa. Jako jej długoletni fan, jestem już przyzwyczajony do jej „jęków” i wokaliz, ale tutaj ewidentnie coś nie stykło.

Cofnijmy się trochę do początku. Justyna zaczęła promocję nowego albumu już w 2020 roku, kiedy to wypuściła singiel Miej Odwagę. Żeby trochę usprawiedliwić Justynę na wstępie, powiem, że nie jest ona wybitną tekściarką i znacznie lepsze są jej utwory, gdy pisze do nich tylko muzykę, a tekst pozostawia bardziej utalentowanym osobom zajmujących się tym fachem. Zwrot „ja jestem medycyną” powinien zawisnąć w muzeum tandety. Po tym utworze można trochę wywnioskować, że pierwszy koncept płyty był taki, by robić coś pod radio. Chwytliwy refren ukazujący walory wokalne Steczkowskiej na pewno spodobałby się większości odbiorców, gdyby miał szansę do nich trafić. Teledysk niestety też nie powalił. Wielka szkoda, że artystka zgubiła numer telefonu do Michała Pańszczyka, który robił jej niesamowite grafiki i teledyski podczas albumu Anima.

Po kolejnym niewypale jakim był duet z Marzeną Ryt pt. Kolorado (całe szczęście nie znalazł się na płycie), Justyna postanowiła połączyć siły z Marcinem Maciejczakiem w utworze Nie Poddawaj Się. Już wtedy dostrzec można było, że diva sypie oklepanymi motywami i zwrotami jak z rękawa. Muzyka piękna i miała potencjał stać się hitem, gdyby nie tekst pierwszej zwrotki o „spadaniu w dół” (bo nie w górę), czy zaraz potem użyte „fajne chwilę”. Później na szczęście przychodzi świetny refren, który ratuje utwór. Zwrotka Maciejczaka też „fajna”. Warto jednak podkreślić, że klip to tej piosenki był całkiem przyjemny dla oka. Spostrzegawczym nie umknął fakt, że na pierwszej wersji okładki singla Marcin był „Maciejem Maciejczakiem”.

Zaraz potem przyszedł czas na odgrzanie kotleta, czyli największy hit Justyny przy nowej aranżacji Leszka Możdżera. Chodzi oczywiście o Dziewczynę Szamana. Gdy utwór pojawił się w streamingu i opublikowana teledysk, myślałem, że jest to prezent dla fanów z okazji 25-lecia kariery. Za Chiny nie pomyślałbym, że Justyna umieści go na płycie, ponieważ tutaj koncepcja tego albumu zostaje totalnie zaburzona. Aranżacja sama w sobie jest bardzo dobrze zrobiona i wokal Justyny jak zawsze wyśmienity, tylko nie do końca rozumiem, czemu Dziewczyna Szamana pojawiła się ostatecznie na płycie. Jakby koncepcją krążka było 25-lecie, to Justyna nagrałaby więcej swoich hitów w nowych aranżacjach, a tymczasem to jedyny odgrzany kotlet na wydawnictwie. Może mi się jedynie wydawać, że w tym momencie Justyna już sama nie wiedziała w którą stronę iść, a czas ją gonił, bo Szamanka miała pierwotnie składać się z 2 EPek, pierwsza z których miała ukazać się w grudniu 2021.

W końcu przyszedł czas na coś, co dało mi wiarę, że jednak coś uratuje ten album. Chodzi o duet z Arkiem Kłusowskim. Piosenka Uciekinierzy, do której na szczęście tekst napisał Arek, tchnęła coś nowego w ten projekt – świetny teledysk, tekst, aranżacja. Oczywiście można się tutaj przyczepić do dykcji Justyny, ale jak ktoś słucha albumu od początku, to na tej piosence powinien już przywyknąć. Bez wątpienia ten utwór ratuje płytę i udowadnia, że jak ktoś inny pisze teksty Justynie, to wychodzą perełki.

Dla niewtajemniczonych, Szamanka składa się z dziewięciu piosenek i czterech mantr. Po Uciekinierach przyszedł czas na ujawnienie pierwszej mantry zatytułowanej Ra Ma Da Sa. Justyna jest wirtuozem mantr. Słuchanie ich to czysta przyjemność, a ta nutka chodzi za tobą jeszcze przez kilka chwil po tym jak się skończy. Wierzę, że niezbyt ogarnięty team Justyny nawet nie słucha tego co wydaje artystka, bo mantra trafiła początkowo na streaming jako „Ra Da Ma Sa”, co strasznie kłóciło się z tym co Steczkowska śpiewa, a pamiętam to, ponieważ musiałem się kilka razy wsłuchać, by upewnić się, czy to tytuł jest zły, czy padło mi już na uszy i nie słyszę już zbyt wyraźnie. Chociaż nie chciałbym od Justyny płyty z samymi mantrami, to nie miałbym nic przeciwko, gdyby dodawał po 2 do każdego albumu. Pozostałe, „chrześcijańskie”, mantry Alleluja, Modlitwa i Amen też niesamowite.

Nadszedł czas na oddanie fanom kolejnego duetu z płyty, czyli Nie Mój Sen z Luną. Sam pomysł połączenia ich głosów, a jeszcze bardziej ich wizji artystycznych, wydał mi się obiecujący. Nie zawiodłem się ani trochę. Uważam, że zaraz po Uciekinierach i mantrach, jest to kolejna dobra pozycja na płycie. Jedna rzecz do której mogę się przyczepić to to, że trochę mało w nim Justyny. Trochę to brzmi jak utwór Luny feat. Justyna Steczkowska, niż na odwrót. Warty uwagi jest też ładnie zrobiony, mroczny i tajemniczy teledysk.

https://www.youtube.com/watch?v=ZWnQ_LYVpuY

Justyna podczas wcześniejszych etapów „promocji” albumu mocno nakręcała fanów na utwór tytułowy, czyli na Szamankę. Gdy pierwszy raz usłyszałem, że to będzie tytuł płyty, zaintrygowało mnie to. Pomyślałem, że to interesujący zabieg, że z „Dziewczyny Szamana” stała się „Szamanką”. Było w tym coś feministycznego. Widać na utworze typową Justynę, którą kochają fani. Tajemnicza, trochę mroczna, smutna, ale i hipnotyzująca. Sama piosenka mówi o stracie i tęsknocie,  czym utożsamić się może wiele osób, szczególnie po tak drastycznych czasach pandemii. Ostrzegam, że przypadkowemu słuchaczowi może nie przypaść do gustu, bo jest to utwór mocno niekonwencjonalny. Jestem pewien, że na żywo brzmi jeszcze lepiej niż na nagraniu.

Jeszcze przed premierą kawałka z Maciejczakiem, podczas jednego z koncertów trasy 25-lecia, Justyna zaprosiła na scenę Beatę Kozidrak, z którą wykonała ich wspólny utwór Między Nami. Nagranie z koncertu miało bardzo dużo wyświetleń, bo każdy fan Justyny, Beaty, czy też przypadkowy odbiorca chciał zobaczyć wielki powrót Kozidrak po kontrowersjach zeszłego roku. Niestety, Steczkowska i jej team nie skorzystali z tak świetnej promocji i wypuścili utwór dopiero 4 miesiące później, czyli z premierą albumu. Bardzo wyraźne jest tu pióro Beaty, ponieważ słuchając tekstu, od razu można wyczuć jej lirykę. Teledysk trochę monotonny i nie oddaje istoty tekstu. Kompletnie nie rozumiem, za jakie grzechy Justyna dodaje te okropne „yeah”, „ii”, „eh” na koniec każdego wersu. Psuje to odbiór ABSOLUTNIE. Przecież można było tego uniknąć. Cytując Kayah: „Po co?”.

Poza mantrami, na albumie znajdują się jedynie 2 nowe utwory, których nie słyszeliśmy wcześniej i o dziwo są one lepsze niż niektórych singli wydanych wcześniej. Piosenka Daj Mi Czas to majstersztyk. Steczkowska at her finest! Magiczna, hipnotyzująca, rewelacyjna. Czemu nie nagrała takiej całej płyty?! Nawet jej dykcja tak tutaj nie razi. Na pewno nie raz będę wracać do tej pozycji. Z nowości mamy tu też Wolność To Ja, co na pierwszy odsłuch przywodzi mi na myśl jej album To Mój Czas, ale zrobiony na dzisiejsze czasy. Według mnie to bardzo dobry utwór radiowy. Justyna często zapomina, że w takim popie też dobrze wychodzi. Chyba jej dykcja tutaj jest najlepsza na płycie. Oby artystka dała nam więcej takich piosenek w przyszłości.

Podsumowując, Szamanka jest bardzo niespójną płytą. Jest to misz-masz wszystkiego, co może wielu osobom przeszkadzać. Jest bez jednolitej koncepcji, jakby Justyna ciągle zmieniała wizję tego projektu podczas jego tworzenia. Można też poczuć niedosyt spowodowany tym, że praktycznie słyszeliśmy 8 z 13 utworów jeszcze przed premierą krążka, zaczynając 2 lata temu. Album jest też w dużym stopniu grafomański – pełno tutaj „fajnych” tekstów  o spadaniu w dół, szukaniu siebie, wewnętrznych kompasów, mówiących sercach, naznaczającym świecie, zyskiwaniu, lecz nie traceniu, czy stawaniu z sobą twarzą w twarz. Całość niestety wypada dosyć blado na tle wspaniałych albumów jak Anima, Dziewczyna Szamana, czy Daj Mi Chwilę.

Uważam, że Justyna ma problem z odnalezieniem się w nowej rzeczywistości. Teraz królują bardziej alternatywne dźwięki, lub typowe, wręcz plastikowe sieczki radiowe. Steczkowska to diva i być może to ją trochę hamuje. Wydaje się, że nie ma pomysłu na siebie w tym ciągle pędzącym świecie, a na skandalach jak Doda, czy Górniak, niestety nie potrafi grać czego chyba bym nawet nie chciał, bo to jedna z rzeczy, którą u niej cenię.

Jest trochę jak Alicja w Krainie Czarów – zagubiona, błądząca po omacku diva w świecie Krzyśków Zalewskich, Ochmanów czy Darii Zawiałow. Steczkowska maczała palce już chyba w każdym możliwym gatunku muzycznym i może to jest problem. Kasia Kowalska jest divą, ale trzyma się swojego rockowo-bluesowego dźwięku i odnosi dzięki temu sukcesy, bo za to pokochali ją fani. Może jakby postanowiła nagrać cały album acid jazzowy jak jej pierwsze albumy, to wróciłaby do łask słuchaczy. Teraz chce z jednej strony być zwierzęciem scenicznym, gdzie tańczy, śpiewa, a energia jest wyczuwalna w powietrzu, a z drugiej prezentuje mantry, łagodne, czasami alternatywne dźwięki i nadal włada sceną, ale używa do tego wyłącznie swojego głosu. Jeżeli decyduje się położyć wszystko na swoją energiczną stronę, to wypada rewelacyjnie. Jak postanowi robić coś alternatywnego, wychodzi niesamowicie. Jednak jak Justyna jest po środku, jak w przypadku tego albumu, to wszystko wypada miernie, trochę nudno i bez polotu.

Na pewno krążkowi nie pomogła też fatalna promocja. To zbrodnia, że Uciekinierzy nigdy nie zostali wykonani na żywo w TV, chociaż z Arkiem była na małej radiowej promocji. Obecny management Justyny od kilku lat wydaje się niszczyć jej karierę, ale to temat rzeka, którego nie będę tutaj zaczynać. Jeżeli chodzi o część wizualną wydawnictwa, to sesja okładkowa wygląda obłędnie, w odróżnieniu do teledysków. Niestety cena wydawnictwa powala. Chociaż jeszcze nie wyszło przez opóźnienia w tłoczni, to ma być to wydanie CD z dużym opakowaniu wielkości płyty winylowej (sam winyl ma wyjść na kilka miesięcy, za co nie możemy winić nikogo poza Adele). Sam mock-up na stronie Empiku sugeruje, że będzie to podobne to ostatniej EPki Natalii Kukulskiej. Jednak płyta Justyny kosztuje 129,99zł, podczas gdy EPka Natalii kosztowała 39,99zł i była opatrzona autografem. Niestety takie zabiegi bardo negatywnie wpływają na image Justyny. Jest to dosyć istotna kwestia dlatego, że jej fani wywodzą się głównie z ery wydań fizycznych i lubią kolekcjonować jej wydawnictwa na winylach i CD. Miejmy nadzieje, że winyl nie będzie kosztować więcej niż 200zł.

Jako wielki fan twórczości Justyny niestety zawiodłem się tą płytą i mam nadzieję, że kolejna będzie bardziej przemyślana. Może nawet dostaniemy jakąś większą trasę koncertową z jej piosenkami, a nie coverami, a jeżeli tak, to miejmy nadzieję, że te koncerty nie będą notorycznie odwoływane.

Exit mobile version