Aż trudno wierzyć, że jeden z najnbardziej legendarnych albumów, które kiedykolwiek powstały na polskim rynku muzycznym obchodzi w tym roku swoje 25-te urodziny. Mowa oczywiście o debiucie naszego polskiego słowika Justyny Steczkowskiej – płycie Dziewczyna Szamana.
Był rok 1994, kiedy młodziutka, ale wielce utalentowana Justyna postanowiła wziąć udział w programie stacji TVP 2 „Szansa na Sukces”. Chociaż za pierwszym razem nie przypadł jej utwór Trubadurów, to jednak Nina Terentiew postanowiła dać jej drugą szansę, bo ujrzała w niej potencjał. Nikt wtedy jeszcze nie spodziewał się oglądając ten program, że patrzy na jedną z ikon polskiej muzyki, która jeszcze nie raz nas oczaruje swoim talentem i pięknem.
Za drugim razem Justyna wygrała program i zaraz potem zdobywała nagrodę za nagrodę na licznych festiwalach. Całe szczęście, że Nina postanowiła dać jej drugą szansę i Justyna nie porzuciła marzenia o śpiewaniu i tworzeniu muzyki na rzecz robienia guzików.
Chociaż jej pierwszy singiel Moja Intymność zdobył nagrodę Grand Prix na festiwalu w Opolu, to jednak Justyna z tamtych czasów kojarzona jest bardziej z utworem Dziewczyna Szamana, z którym nominowana była do nagrody Sopot Festival w 1995. Niestety przegrała wtedy z Kasią Kowalską, ale nawiązała ona tam współpracę z Grzegorzem Ciechowskim, który nadzorował nagrywanie jej debiutanckiej płyty.
Album Dziewczyna Szamana przyjął się w Polsce z wyjątkowo pozytywnem odbiorem. Album zyskał status platynowej płyty sprzedając ponad 350 tyś. egzemplarzy, a Justyna dostała za niego między innymi aż 5 nagród muzycznych Fryderyk ’96.
Justyna była wtedy często zestawiana z inną artystką, która zadebiutowała rok wcześniej i żyła szczytem swojej kariery – Edytą Górniak. Chociaż podziwiem obie za ich twórzczość, to uważam, że Justyna okazała się być lepszą performerką, a jej muzyka jest o wiele bardziej zróżnicowana. Jej twórczość zawsze była też spójna z wizerunkiem. Edyta wypadała w twj kwestii raczej blado.
Z okazji 25-lecia płyty, w tym roku Dziewczyna Szamana ukazała się w odnowionej, zremasterowanej wersji dostępnej na wszystkich portalach streamingowych, jak i poraz pierwszy na pięknym czerwonym winylu.
Grzegorz Ciechowski odwalił kawał dobrej roboty na tym albumie. Nie tylko zadbał o idealne proporcje dźwięków, ale ewidentnie od samego początku miał z Justyną konkretny pomysł na tą płytę, dzięki czemu jest ona taka spójna. Wszystko od najmniejszych dźwięków, po kolejność utworów zostało tak dopracowane, by debiut Steczkowskiej w pełni zaprezentował światu jakim wielkim potencjałem i talentem jest ona obdarzona. Grzegorz Ciechowski miał jeszcze jeden wielki wkład w tą płytę, co z początku było owiane tajemnicą. Otóż Justyna jest autorką tylko jednego tekstu na płycie, a reszta utworów oryginalnych została napisała przez niejaką Ewę Omernik, którą jak sie potem okazało, była matką samego Ciechowskiego. Pisał on teksty, a potem podał jej imię panieńskie jako pseudonim artystyczny. Jednak nie można odzierać Justyny z zasług, bowiem skomponowała ona większość utworów. Zresztą artystka do tej pory mówi, że uwielbia komponować muzykę i nie przepada za pisaniem tekstów piosenek.
Album otwiera utwór tytułowy. Dziewczyna Szamana to istny majstersztyk. Łatwo wpadająca w ucho muzyka brzmi cudownie z czarującym głosem artystki. Justyna słynie ze swoich hipnotyzujących harmonii i adlibów, które możemy usłyszeć między innymi w tym utworze. Ponoć pierwotnie Dziewczyna Szamana brzmiała dosyć melancholijnie. To za sprawą Ciechowskiego nabrała całkiem nowego oblicza. Chociaż utwór nijak się ma do bardziej trip-hopowych piosenek na płycie, to znakomicie otwiera całość. Bardzo dużo do utworu wnosi solo gitarowe Jacka Królika przywodzące na myśl latynoskie rytmy. Bardzo metaforyczny tekst mówi o dziewczynie przyżywającej wewnętrzny konfikt – jest bardzo zakochana w mężczyźnie, ale wie, że ten związek wiąże się z pewnym niebezpieczeństwem.
Czy to mi… to jedyny w pełni napisany przez Justynę utwór na płycie. Jest ona twórcą tekstu, jak i muzyki. Można wyczuć w tym utworze drobne inspiracje muzyką acid jazzową, ale zrobioną w stylu wyjątkowym dla artystki mieszającym też inne gatunki muzyczne. Tekst nie jest zbytnio skomplikowany, ale idealnie pokazuje jak dużo do każdego utworu wnosi charakter i maniera śpiewania Justyny. Możemy tutaj też usłyszeć świetną partię zagraną na trąbce przez Antoniego Gralaka.
Tatuuj mnie to utwór wspaniale wprowadzajacy słuchacza w bardziej tajemniczą i mroczną część albumu. Osobiście wolę nowszą wersję tego utworu, która została wydana na albumie XV. To na niej można usłyszeć demoniczny wręcz głos Justyny.
Nie kochani to kolejna perełka na tej płycie. Od pierwszego dźwięku przenosi słuchacza w całkiem inny świat tajemnicy i intrygi. Warto wspomnieć, że w teledysku użyto efekty komputerowe, które były wtedy czymś nowym. Pokazuje to w pewnym stopniu jaki sukces odniósł ten album, że wytwórnia postanowiła dać na klip większy budżet.
Oko za oko to chyba drugi w kolejności najpopularniejszy utwór Steczkowskiej. Był on trzecim singiem promującym krążek. Tak jak w piosence Czy to mi… tutaj też słychać mocne inspiracje acid jazzem.
Myte Dusze to kawałek, który ukazuje korzenie artystyczne Justyny w pewnym sensie. Artystka wcześniej śpiewała w kapelach rockowych jak Wańka Wstańska, 1984, czy Agressiva 69. Rockowe brzmienie wprowadza coś nowego w ten album i ukazuje jak bardzo zróżnicowane ma brzmienie. Co ciekawe, Justyna chwytała się w swojej karierze już chyba każdego gatunku muzycznego. Czyżby ten album był zapowiedzią tego co nas czekało w późniejszych latach?
Grawitacja był drugim singlem promującym krążek. Teledysk to klasyka polskiej kinematografii. Tutaj także mocno słychać inspirację muzyką rockową, ale przełożoną na unikalny styl Justyny Steczkowskiej.
Boskie Buenos (Buenos Aires) to pierwszy cover na tej płycie. Nie jestem fanem coverów, w szczególności wydanych na albumach niespecjalnie coverowych. Justyna nie bała się ryzyka idącego z dodania coveru na debiutanckim albumie. Jednak miała dobre przeczucie odnośnie tego utworu, ponieważ jest to jeden z tych nielicznych coverów, które są o niebo lepsze od oryginału.
Wrogu Mój to kolejna pozycja trap-hopowa owiana pewną tajemnicą. Nie wiem czemu, ale zawsze jak slucham tego utworu, to czuję, że powietrze robi się w pewnym sensie cięższe i przechodzą mnie ciarki.
Ukołysze nas sitowie to jedyny utwór na płycie, który nie ma tekstu. Jest to w pełni kompozycja Justyny, a słychać w niej odgłosy łąki i charakterystyczne dla Justyny „jęki”, za które tak uwielbiają ją fani. O dziwo, utwór doczekał się własnego teledysku.
W Kazimierzu Dolnym to utwór w całości napisany przez Ciechowskiego. To właśnie w tym momencie najlepiej można dostrzec dłuto Ciechowskiego. Odgłosy łąki w poprzedniej kompozycji znakomicie ukoiły słuchacza po Wrogu mój i przygotowały na iście sielankowy utwór, jakim jest Kazimierz Dolny.
Karuzela z Madonnami to cover utworu Ewy Demarczyk, który wspaniale ukazuje umiejętności dykcyjne i głosowe możliwości Justyny. Stanowi ona też znakomite podsumowanie i zamknięcie albumu.
Dziewczyna Szamana to płyta, która nigdy się nie zestarzeje. Osoby starszego pokolenia chętnie do niej wracają, a nowi słuchacze zakochują się w niej. Szamanka polskiej sceny znakomicie wiedziała jak nas zaczarować, byśmy słuchali ją jeszcze przez wiele lat. Jest to jeden z najlepszych polskich debiutów i dowód na to, że kiedyś, by robić muzykę, liczył się talent.

