Na wstępie muszę wyznać, że Justyna Steczkowska jest dla mnie jedną z największych wokalistek w ogóle. Każde jej dzieło zachwyca mnie bardziej od poprzedniego i z niecierpliwością czekam na każdy muzyczny znak od tej artystki. Na jej najnowszy krążek wyczekiwałem już od pierwszych zapowiedzi, a single coraz bardziej potwierdzały mnie w przekonaniu, że Anima będzie dziełem wielkim. Czy po zapoznaniu się z całością takie wrażenie zostało? Zapraszam do przeczytania mojej recenzji.
Justyna Steczkowska przez dwadzieścia lat swojej muzycznej działalności przedstawiła publiczności kilkadziesiąt wspaniałych kompozycji. Małym podsumowaniem jej twórczości był album XV, w którym zaprezentowała swoje największe przeboje w nowych aranżacjach i znowu zachwyciła słuchaczy. W międzyczasie mogliśmy zapoznać się z wznowieniem albumu Mów do mnie jeszcze oraz krążkiem z kompozycjami dla dzieci – Puchowe Kołysanki 2. Te dwa ostanie wydawnictwa to nie jest to na co wytrwali fani czekali od kilku ładnych lat, wyczekiwali pełnoprawnego wydawnictwa z nowymi kompozycjami. Takim wydawnictwem jest Anima.
W poprzednim roku mogliśmy zapoznać się z pierwszym numerem, który pojawił się na recenzowanym wydawnictwie. Terra, bo taki tytuł nosi ten utwór, to kompozycja kompletna i doskonała. Wszystko dopełnia się w perfekcyjny sposób. Przez prawie pięć minut możemy zapoznać się z nowym wcieleniem Steczkowskiej. Słychać tutaj nowe inspiracje artystki. Smyczki i bębny zostały połączone z elektroniką. Na początku obawiałem się, że ten ostatni zasłoni wszystko inne co możemy znaleźć w numerze. Bałem się, że prawdziwe instrumenty a przede wszystkim genialny wokal zostanie zakryty mocną elektroniką. Całość dopełnia tekst napisany przez Katarzynę Nosowską. Jest on eteryczny, perfekcyjny w swojej prostocie, pełen metaforyczności i symbolizmu.
Kolejnym numerem z jakim mogliśmy się zetknąć to Kochankowie syreny. Dla niemal wszystkich ten numer był niemałym zaskoczeniem. Justyna postawiła na mocny bit, który połączony został z tekstem równie pięknym w jak w Terze. Tutaj pojawiły się pierwsze głosy rozczarowania. Malkontenci narzekali na to, że Steczkowska idzie złą drogą. Dla mnie te głosy krytyki są bezpodstawne. Każdy artysta powinien się rozwijać i z każdym nowym dźwiękiem, z każdym nowym numerem Steczkowska pokazuje nam, że człowiek uczy się przez całe życie i nie powinien przestać eksperymentować. Pojawiły się również oceny, że wokalistka popełnia jeden z kardynalnych błędów – śpiewając w ojczystym języku nie da się jej zrozumieć. Nie wiem od czego to zależy, ale każde wyśpiewane słowo zrozumiałem i nie napotkałem żadnych przeszkód w rozkoszowaniu się tym małym arcydziełem.
Te dwa numery podczas pierwszego odsłuchania wprawiły mnie w lekkie osłupienie. Nie spodziewałem się, że elektronika może zostać podana w tak artystyczny sposób. Już dla tych dwóch numerów warto kupić album, ale muszę przyznać, że reszta Animy to istna perfekcja. Album zaczarował mnie od pierwszych dźwięków i nawet po tym jednym jedynym przesłuchaniu został w mojej pamięci. Jednakże z każdym kolejnym przesłuchaniem płyta zyskiwała coraz więcej i zachwycała mnie jeszcze bardziej niż to można sobie wyobrazić. Podczas dalszej muzycznej przygody napotkamy się z przepięknie onirycznym Pryzmatem i z żywym, dynamicznym Leć. Należy również zwrócić uwagę na High Heels, jedyny duet na wydawnictwie, który nagrany został z Pati Yang. Słychać tutaj wpływy tej wokalistki i nawet nie patrząc na tracklistę krążka słuchacz znający obie panie domyśli się kto w nim występuje. Jest to jeden z mocniejszych numerów w muzycznej karierze Justyny Steczkowskiej i chciałbym usłyszeć kolejne dzieło artystki w takim klimacie.
Anima według psychologów analitycznych jest pierwotnym wzorcem psychiki, która towarzyszy personie przez całe życie. Krótko mówiąc jest to po prostu dusza, która jest jednym z elementów, które bardzo ciężko ocenić, zrozumieć i zbadać. Taka jest również Anima Steczkowskiej. W swoich nowym materiale przekazuje nam swoje poglądy i odczucia wobec rzeczy tak ważnych w życiu jak miłość, tęsknota czy śmierć.
Według mnie do rąk album wyjątkowy, który złotymi zgłoskami zapisze się w historii polskiej muzyki. Na takie wydawnictwa po prostu warto czekać. Raz na jakiś czas pojawiają się artyści, którzy po prostu nie zawodzą i z każdym swoim wydawnictwem zachwycają coraz bardziej – jednym z nim jest Justyna Steczkowska. Można ją kochać, można ją nienawidzić, ale trzeba przyznać jej to, że wie co to znaczy dobra muzyka.

