We wrześniu 2021 roku kanadyjski artysta Justin Bieber wydał swój kolejny album muzyczny – Justice.
Jeszcze w podsumowaniu „Best of 2021” naszego portalu z 30. najlepszymi albumami zagranicznymi napisałam, że na album Justice czekali ci, którym czegoś zabrakło – i ja też wliczałam się do grona tych osób. Po prostu chciałam usłyszeć Justina z czasów Believe, czy Purpose – chociaż troszkę. Ci, którzy czytali już ten tekst, znają moją opinię. Jednak – oczywiście – rozwinę ją.
Mimo iż Changes było w porządku, to jednak liczyłam, że będzie o wiele lepiej z Justice – płytę tę dostaliśmy w kilku wersjach, a dokładnie w trzech. Zwykłe Justice, Justice (Triple Chucks Deluxe) i wreszcie – Justice (The Complete Edition). Wszystko więc wskazywało na to, że będzie bardzo dobrze, a nawet świetnie.
Zacznijmy może od… Deserve You. Jest to nawet spokojny kawałek, ale z ciekawym bitem, który rozkręca się z sekundy na sekundę. Moim zdaniem to właśnie Deserve You bardziej zachęca do odsłuchania całego albumu Justice, niż 2 Much. Oczywiście, 2 Much nie jest złą propozycją, gdyby coś. Aczkolwiek wolę Deserve You.
As I Am jest jeszcze bardziej spokojniejsze, lecz bardzo – jakkolwiek to zabrzmi – przyjemne. Świetnie się wpasował w ten numer głos Khalida, który jest także współautorem warstwy tekstowej. Bardzo lubię to jak on brzmi i śpiewa, a w połączeniu z Bieberem wyszło jeszcze lepiej, niż mogłam to sobie wyobrazić.
Unstable z gościnnym udziałem The Kid LAROIa nie powinien nikogo dziwić, biorąc pod uwagę ogromny sukces ich wspólnego hitu STAY. Nie ma takiej samej dynamiki, energii – ale to nic. Do odpoczynku, relaksu, czy – jak kto woli – chilloutu Unstable jest w sam raz.
Die For You kojarzy mi się z muzyką lat osiemdziesiątych, zapachniało mi stylem a’la Michael Jackson. Na początku nie byłam jednak do końca przekonana z obecności w utworze Dominica Fike’a, natomiast po parukrotnym przesłuchaniu, wyrobiłam sobie pozytywną opinię.
Somebody jest jednym z moich ulubionych numerów z tracklisty Justice, ale Peaches z udziałem Daniela Caesara i Giveona… to coś genialnego! Jestem niesamowicie szczęśliwa i ogromnie ucieszona, że Justin wybrał właśnie Peaches na kolejnego singla. To musiało się tak po prostu skończyć. Do gustu przypadł mi także muzyczny wideo-klip. Może nie jest on fabularny, jak w przypadku chociażby fantastycznego Ghost – ale ma w sobie to coś. Przypomniały mi się nawet czasy szaleństwa na punkcie teledysku Baby.
Kocham wspólne, muzyczne działania Justina Biebera i Jadena Smitha – po prostu. Uważam ich za duet idealny, dlatego czułam, że I Can’t Be Myself na płycie Justice będzie czymś niezwykłym. Natomiast po przesłuchaniu pierwszych kilkunastu sekund troszkę się przestraszyłam – bo taka linia melodyczna absolutnie do nich nie pasuje. Ale później było już dobrze, wszystko wróciło na normalne tory. Noga sama tupta o podłogę do rytmu, także jest bardzo spoko. Dobra, „bardzo spoko” to za mało powiedziane. Po prostu czuć „wakacyjny vibe”, a taki „vibe” to mój ulubiony „vibe”. O. Teraz lepiej.
Jeszcze mi się przypomniało, gdy kończyłam pisać tę recenzję, utwór zatytułowany Lonely. Jakże niezwykle ważny i… prawdziwy. Wyciskacz łez.
Spis wszystkich kawałków Justice – już nie wspominając o Justice (The Complete Edition) – jest imponujący, bo duży. Wygląda to tak, jakby Kanadyjczyk chciał „nakarmić” swoich zgłodniałych i stęsknionych za jego „tamtym stylem” fanów. Czy mu się to udało? Sądzę, że tak. Czy to jest wreszcie powrót księcia popu? Ciężko to jednoznacznie stwierdzić, jednak myślę, że jest na dobrej drodze. Aczkolwiek wierni fani doskonale wiedzą już od dawien dawna, iż Justin nie musi już nikomu niczego udowadniać i będzie tworzył to, co mu się żywnie podoba. Nawet ryzykując tym, że nie będzie za często puszczany w radiostacjach. Taka jest jego decyzja, którą trzeba zrozumieć – natomiast będę na tyle odważna, iż głośno ogłoszę Justice jako jeden z najlepszych albumów – jeśli mamy na myśli muzykę światową – roku 2021. Nie mam tu na myśli ogromnego sentymentu do jego osoby, czy niekończącej się gorączki potocznie nazywanej jako „Bieber-Fever”, ale to, że to jest po prostu płyta godna uwagi i polecenia. Niech tak dalej się dzieje dobrze, jak teraz.
