Site icon All About Music

Julia Pietrucha i jej Folk it! Tour. Relacja Marty Umiejewskiej

We wtorek byłam w Teatrze Syrena na koncercie Julii Pietruchy z trasy koncertowej Folk it! Tour. Po koncercie wypadałoby napisać relację. I co?

I zbieram się do tego już od pięciu dni, a nie mogę nawet zacząć.

Spytacie: Czemu??

Otóż ten występ był tak dobry, że trudno go opisać słowami. Serio. 

Najważniejszy i naj najlepszy w tym wszystkim był niewątpliwie głos Julii. To on się wybijał ponad wszystko inne, tworzył nastrój, opowiadał historie i oczarowywał publiczność. To głos o przepięknej barwie, który na żywo rozkwita jeszcze bardziej niż na płycie. To głos niewyobrażalnie pewny – gdy potrzeba, to bardzo silny, a innym razem delikatny niczym szept. To głos, który potrafi rozbawić, uwieść, rozkazać, uspokoić – po prostu potrafi wszystko. Temu głosowi czasem towarzyszyły inne głosy – głosy członków zespołu, które również brzmiały pięknie i wchodziły w harmonię z głosem Julii. Jednak tego wieczoru to jej głos był zdecydowanie najważniejszy.

Jak to zwykle bywa na koncertach, obok głównej wokalistki, pojawił się też zespół muzyków, tym razem trojga. Ich główne instrumenty, czyli gitara, skrzypce i kontrabas, były często wymieniane na inne, takie jak bębny, banjo, dzwonki itp. To tylko dodawało uroku nowym aranżacjom piosenek i sprawiało, że na tym koncercie, choć był on spokojny i słuchany na siedząco, nie dało się nudzić. 

Nowe aranżacje utworów bardzo przypadły mi do gustu. Uwielbiam te z płyty, natomiast, jak powiedziała Julia, nie da się do końca odtworzyć emocji, w których pisało się te utwory, bywa że 10 lat temu. Trzeba teraz w nowych okolicznościach dopasować utwory do emocji, które mamy w sobie, tak, żeby piosenka zabrzmiała szczerze. 

Atmosferę tego spektaklu tworzyła nie tylko piękna muzyka, ale także kameralne wnętrze Teatru Syrena oraz klimatyczna scenografia, w skład której wchodziło między innymi kilka lamp ze światłem przytłumionym przez abażury z kolorowego szkła. Zabawnym elementem były dygresje gitarzysty w ramach konferansjerki i przekomarzanie się Julii ze światłowcem. Sama wokalistka też sporo opowiadała, głównie o licznych podróżach, na których miała piękne i śmieszne przygody, co dodawało tylko spokojnego, rajskiego charakteru temu spotkaniu.

Ale na ten koncert nie idzie się, żeby się pośmiać albo ocenić grę świateł. Na ten koncert idzie się po to, żeby zamknąć oczy i wsłuchiwać się w przepiękny głoś Julii, która naprawdę śpiewa na światowym poziomie. Nie wyobrażam sobie lepszego relaksu po dniu spędzonym w pracy czy szkole. Z czystem sumieniem polecam wszystkim melomanom.

Trasa Folk it! Tour nadal trwa. Kolejne koncerty odbędą się w następujących miastach:

Bilety są jeszcze dostępne!!

Exit mobile version