
Wydana na jesieni tego roku przez Mystic Production nowa płyta Julii Marcell – Sentiments pokazała nam nową odsłonę wokalistki. Jeśli ktoś spodziewał się kontynuacji jej twórczości z June, mógł być nieco zaskoczony. Julia pokazała swoje nowe brzmienia i trochę przemyciła kontrastu z poprzednich krążków. Sentiments to płyta dla wymagających słuchaczy, nie spodoba się każdemu. Materiał na niej zawarty jest oparty na cięższym brzmieniu, dużo w niej gitar, a całość brzmi bardziej osobiście. Chyba wyrosła nam jedna z czołowych wokalistek polskiej sceny alternatywnej. Taka z prawdziwego zdarzenia. Taka, jakiej nam potrzeba.
Redakcja All About Music w składzie: ja (Łukasz, cześć, miło mi ;) ) i nasz fotograf Kuba wybrała się na jej koncert w toruńskim klubie Lizard King. Klubie, do którego lubimy wracać i w którym zawsze jesteśmy gościnnie przyjmowani. Jest w nim ten klimat, który ciężko znaleźć w innych klubach.
Już od samego początku koncertu wiedzieliśmy co nas czeka. Począwszy od pierwszej piosenki Julia wraz ze skromnym składem oczarowała nas na maksa. Całość była bardzo spójna, a z piosenki na piosenkę stawało się co raz bardziej klimatycznie. Wokalistka promująca swój nowy album, nie zapomniała jednak o swoich poprzednich kawałkach. Starsze, takie jak Matrioszka, Echo czy Fire, dostały nowego życia. Utwory te zostały specjalnie przearanżowane tak, aby pasowały brzmieniowo i do koncertu i do koncepcji Sentiments. Nieco ponad półtoragodzinny koncert minął bardzo szybko. Julia była bardzo otwarta dla publiczności. W trakcie piosenki Cincina po prostu zeszła ze sceny,weszła w tłum i pozwoliła śpiewać im wersy:
I by się chciało i coś mnie męczy
I by się chciało i coś mnie męczy
I by się chciało…
Takie momenty sprawiają właśnie, że na koncerty klubowe chce się przychodzić i uczestniczyć w nich. Na uwagę zasługuje także gitarowo-perkusyjna wstawka na koniec Supermana, która grana była chyba ponad kilkanaście minut (co za moc, co za emocje!). Oczywiście nie obyło się bez bisu, a wokalistka z zespołem wracała do nas dwukrotnie – raz aby coś dla nas jeszcze zagrać, i dwa, żeby odebrać od nas zasłużone brawa. Julia jednak na scenie i po za nią jest bardzo skromna. Zasłoniona przez swoje piękne włosy i ubrana prawie zawsze w czerń, perfekcyjnie wykonuje każdy utwór i śpiewa z niebywałą koncentracją. Całość tworzy show, o jakiś zapomnieć mogą sezonowe gwiazdki, grające raczej mainstreamowe kawałki. Nie wyobrażam sobie również, aby taki występ odbył się na wielkiej scenie. To właśnie na mniejszej scenie wokalistka zachowuje dla nas tę magię, o której chcemy pamiętać długo po koncercie. Julio, czekamy na Twój kolejny koncert!
[/su_row]
