Site icon All About Music

Julia Marcell Trio w bydgoskim ElJazzie. Relacja Łukasza Jaćkiewicza

Julia Marcell to wokalistka, do której lubię często wracać. Mimo, że znam jej każdą piosenkę, to zawsze mnie coś w niej zaskakuje. Gdy więc ogłosiła koncert w sąsiedniej Bydgoszczy, mój plan był jeden – pojechać i bawić się dobrze!

Fot. Tom Ośmiałowski / FB Julii Marcell

Wokalistka chyba ostatecznie skończyła promocję ostatniego albumu Proxy, co było chyba widać po setliście tego koncertu. Julia ogłosiła bowiem serię koncertów, w których obok niej występują jeszcze: Mandy Ping Pong (związana z nią muzycznie od dziesięciu lat) oraz debiutująca w tej roli i znana wcześniej z projektu Oxford Drama, Gosia Dryjańska. Siła pań połączona została z nowymi aranżacjami piosenek i z pewną świeżością, jaka przydaje się po latach grania dobrze znanych piosenek.

Już od samego początku koncertu wiedzieliśmy co nas czeka. Począwszy od pierwszej piosenki Julia wraz ze skromnym składem oczarowała nas na maksa. Całość była bardzo spójna, a z piosenki na piosenkę stawało się co raz bardziej klimatycznie. Choć nie obyło się bez małej wpadki z nienastrajaną gitarą, choć wszystko zostało obrócone w żart przez jednego ze słuchaczy.  Ku mojej uciesze na koncert składały się mniej znane piosenki Julii. Z bardziej znanych usłyszeliśmy Andrew czy Tarantino. Ale pierwsze skrzypce grały takie kompozycje jak Maryanna czy Superman, w której dalej czaruje gitarowa solówka wzbogacona tym razem o instrument perkusyjny, na którym grała Gosia.

Julia jednak na scenie i po za nią jest bardzo skromna. Zasłoniona przez swoje piękne włosy i ubrana w ciemne barwy, perfekcyjnie wykonuje każdy utwór i śpiewa z niebywałą koncentracją. Całość tworzy show, o jakiś zapomnieć mogą sezonowe gwiazdki, grające raczej mainstreamowe kawałki. Nie wyobrażam sobie również, aby taki występ odbył się na wielkiej scenie. To właśnie na mniejszej, wokalistka zachowuje dla nas tę magię, o której chcemy pamiętać długo po koncercie. Julio, czekamy na Twój kolejny koncert!

P.S. Szkoda, że nie było Cinciny…

Exit mobile version