Ból, tęsknota i smutek to słowa najlepiej opisujące „Skull Echo”. Z albumu wylewają się emocje, a Ty przepełniony jego dźwiękami masz ochotę płakać i delikatnie kołysać się przy dźwiękach samotności. Julia Marcell zagląda dziś w głąb duszy i pozwala nam delektować się najnowszym wydawnictwem, które staje w opozycji do przewrotnego poprzednika – „Proxy”.
Julia Marcell dokonała małej wolty. Odbija się od ironicznego Proxy, w którym artystka otwarcie krytykowała konsumpcjonizm, współczesną formę rozwoju artystycznego poprzez programy talent-show. Bawiąc się słowem i soczystym sarkazmem karmiła nasze żołądki współczesną wizją świata w krzywym zwierciadle – już nie stawiają jej pomników za nadzwyczajny highscore. Dziś, odkrywając nieodkryte dotąd strefy swojej emocjonalności i intymności, Julia pozwala poznać nam się na nowo.
W Skull Echo artystka chwyta byka za rogi. Przejmuje stery i tworzy album w samotności. Intymność jego przekazu hipnotyzuje, a prostolinijne i niezbyt złożone na pierwszy rzut oka melodie pozwalają przenieść się w jego głęboki, eteryczny wymiar. Gdzie każdy na chwilę wychodzi ze swojej skóry, przygląda się swojej psyche z perspektywy obserwatora i zadaje egzystencjalne, nierzadko filozoficzne pytania. Ładunek płyty zmusza do głębokich refleksji. W samotności pozwala skupić się na tym, do czego nigdy nie przykładaliśmy szczególnej wagi.
Oprócz filozoficznych aspektów zawartych chociażby w Nostalgii, gdzie śpiewa: „Wracam wtedy do marzeń by cofnąć czas, do historii, do snów, które są już w nas. W głowie miejsca nie wystarcza mi – nie rozumiem nic.”, Julia opowiada także o tęsknocie do drugiej osoby, do drugiego człowieka. O próbie przebicia się przez ochronny pancerz do jego umysłu. Pomimo że tematy poruszone w zebranym materiale wydają się być zawiłe i skomplikowane, to sama Marcell odbierając odpowiednie słowa sprawia, że ich odczytanie jest niezwykle proste. Inteligencja w czystej postaci.
Wiele dobrego trzeba powiedzieć też o samym głosie Julii Marcell, która pomiędzy dźwiękami tańczy niczym najzgrabniejsza baletnica. Bez najmniejszych problemów przechodzi z charyzmatycznych dołów do przeszywających, silnych gór,nych partii które docierają do nawet najbardziej uzbrojonych pokładów emocji w naszym ciele. Rozbrajają je i niczym jak najlepszy łucznik, trafiają w sam środek naszych najgłębiej skrywanych demonów. „I ciągłe zagadki, żale, spory. Tkwimy tu wrzuceni ślepo w jakiś, tu wrzuceni ślepo w jakiś cud. Jakie jest prawdopodobieństwo tego, że jesteśmy tu? Dookoła milion w ogniu flag, a my tak wrzuceni ślepo w jakiś cud. Czy zaufać mu?”.
Zaglądając w Skull Echo, zaglądamy w umysł artystki. Wręcz wchodzimy do jej mieszkania, do jej pokoju, strychu, piwnicy. Wszędzie tam, gdzie powstawał materiał na premierowe wydawnictwo muzyczne. Stoimy, siadamy, kładziemy się obok Niej i przeżywamy to razem. Rozpływamy się, wzruszamy, uśmiechamy i wspólnie próbujemy znaleźć odpowiedzi na nurtujące kwestie. Mierzymy się z głęboko zakorzenionymi emocjami i uczymy się rozmawia na nowo. Nie tylko z drugiim człowiekiem, ale przede wszystkim z samym sobą.

