Site icon All About Music

Jessie Ware – What’s Your Pleasure? (2020), recenzja Piotra Krajewskiego

Jessie Ware to postać, której nikomu nie trzeba w Polsce przedstawiać. Koncerty Brytyjki zawsze przyciągają tłumy, a jej albumy konsekwentnie pokrywają się w naszym kraju złotem lub platyną. Czy tak będzie też w tym przypadku? Nowa płyta What’s Your Pleasure? otwiera kolejny rozdział w karierze artystki. Okazuje się jednak, że o mały włos 35-latka nie porzuciła muzyki na zawsze.

Polacy kochają Jessie Ware. I to chyba dużo bardziej niż sami Brytyjczycy, którzy ostatnio nieco mniej chętnie kupują płyty wokalistki z Londynu. Wszystkie jej albumy otrzymały w naszym kraju oficjalne certyfikaty za sprzedaż, a drugi krążek Tough Love (2014) może pochwalić się nawet podwójną platyną. To naprawdę świetny wynik potwierdzający jedynie, że polscy słuchacze darzą Jessie Ware szczególną sympatią.

O mało co, a Glasshouse (2017) byłby ostatnią płytą na lata, a może nawet w całej karierze 35-latki. Dzieło, które było dla niej niezwykle osobiste (opowiadające m.in. o miłości do męża i narodzinach pierwszego dziecka), nie osiągnęło sukcesu. I choć myślała, że nie będzie się tym przejmować, komercyjne fiasko mocno się na niej odbiło. Nie pomogła też niespecjalnie udana trasa po Stanach Zjednoczonych, kilkutygodniowa rozłąka z malutką córeczką i dość średni koncert na Coachelli 2018, po którym własna matka powiedziała jej, żeby dała sobie spokój.

I to był przełom. Jessie Ware uświadomiła sobie, że nie chce być 30-kilkulatką śpiewającą już tylko o macierzyństwie i małżeństwie. W odnalezieniu siebie pomógł jej bijący rekordy popularności na Wyspach podcast Table Manners, stworzony wspólnie ze wspomnianą już mamą. Dzięki niemu Brytyjka nabrała wiatru w żagle. Zmieniła wytwórnię i zyskała pewność siebie, która uruchomiła w niej zupełnie nowe pokłady kreatywności. Tak powstał jej czwarty krążek What’s Your Pleasure?.

Nowe dzieło Jessie Ware to prawdziwy powiew świeżości, ale w starym stylu. Piosenkarka śmiało wraca do klubowych korzeni, z których zasłynęła na samym początku swojej muzycznej drogi. Tym razem jednak jej taneczna gorączka jest jeszcze gorętsza, seksowniejsza i frywolniejszą niż kiedykolwiek. Ten album to wspaniała ucieczka w głąb najlepszych dyskotekowych dźwięków, które mają jeden prosty cel. Sprawić przyjemność i przenieść w świat z dala od problemów.

Tak też się dzieje. What’s Your Pleasure? uwodzi i kusi słuchacza współczesnym popem czerpiącym garściami ze wszystkiego, co najlepsze z poprzednich dekad. Post disco, energetyczny funk, eleganckie r&b, pulsujące syntezatory, sensualna elektronika, głęboki i wyrazisty bas. Dostajemy wybuchową mieszankę najseksowniejszych melodii wyjętych wprost z lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych.

Obdarzona zmysłowym i delikatnym wokalem Brytyjka zaprasza nas na najlepszą dyskotekę, na jaką możemy obecnie się wybrać. Elegancko taneczny singiel Spotlight, czerpiący z klasycznego house’u Mirage (Don’t Stop), uwodzicielskie i duszne Adore You, niegrzeczne i flirtujące z ejtisami What’s Your Pleasure?, funkowe i mocno retro Soul Control czy szalone, wpadające w ucho i dorównujące przebojom z najnowszego krążka Duy Lipy Ooh La La.

Nie ma tu miejsca (i dobrze!) na melancholijną Jessie Ware. Na tym gorącym parkiecie, pełnym dymu i namiętności, mamy za to artystkę marzącą o ucieczce w świat euforycznego tańca i fantazjującą o tej jednej wyjątkowej, szalonej nocy. Każdy krok wokalistki na tym albumie jest pewny, śmiały i stanowczy. Nostalgiczny oldschool miesza się tu z nowoczesną produkcją. Minimalizm łączy się zgrabnie z bogactwem klasycznej muzyki klubowej. 35-latka nie boi się odważnych, często bardzo sugestywnych i uwodzicielskich tekstów. Na tej płycie wyznaje jedną zasadę – dobra impreza ponad wszystko.

Co jest więc dziś twoją największą przyjemnością? Takie pytania zadaje nam Jessie Ware. Może chodzi po prostu o trochę niezobowiązującej zabawy, która choć na moment oderwie nas od tej trudnej codzienności. Chwila tanecznego zapomnienia. Tak właśnie tworzy się świetny pop, który może nie odkrywa nowych lądów, ale idealnie przypomina, ile dobrego dała nam już muzyka. Jessie Ware zrobiła coś bardzo istotnego z punktu widzenia własnej kariery. Odpięła wrotki, przestała przejmować się listami przebojów i stworzyła What’s Your Pleasure?, czyli najlepszy album w swoim dorobku. A teraz grzecznie wszyscy na parkiet!

Exit mobile version