Site icon All About Music

Jess Glynne – I Cry When I Laugh (2015), recenzja Pawła Markiewicza

Kiedy cały świat nucił utwór Rather Be grupy Clean Bandit, mało kto wiedział, że zespół wokalnie wspiera młoda, lecz utalentowana brytyjska wokalistka – Jess Glynne. Nie upłynęło dużo czasu i artystka pochwaliła się solowym materiałem, ogłosiła pierwszy singiel Right Here i zapowiedziała swój debiutancki album pt. I Cry When I Laugh. Po rocznym oczekiwaniu świat w końcu może usłyszeć jej płytę w całości.

Na początku swojej kariery Jess Glynne do współpracy zaprosił brytyjski DJ i producent Route 94, następnie również brytyjski band znany jako Clean Bandit. Od tamtego czasu wszystko zaczęło nabierać znacznego tempa w życiu wokalistki. Pomimo faktu, że pierwszy singiel Right Here (stworzony we współpracy z Gorgon City) nie odniósł zbyt dużego sukcesu, to nie jeden debiutant może pomarzyć o takim starcie. Jess aktualnie ma już 5 singli numer 1 w Wielkiej Brytanii i to na pewno jeszcze nie koniec. Dodatkowo, trzeci singiel Glynne pt. Hold My Hand okupował podium przez 3 tygodnie i był to jak na razie największy sukces w karierze brytyjskiej wokalistki.
Warto podkreślić, że artystka wraz z wyżej wymienionym zespołem Clean Bandit, na swoim koncie ma nagrodę Grammy w kategorii Best Dance Recording.

Piękna mezzosopranistka nad płytą pracowała ponad 2 lata i opisała w niej wszystkie swoje dotychczasowe przeżycie, dlatego album ten jest bardzo emocjonalny, ale również optymistyczny i radosny, ponieważ wokalistka uważa, że to właśnie szczęście jest receptą na dobre życie. Dodatkowo wydawnictwo opowiada o miłosnej przygodzie Jess z byłą już dziewczyną.

Standardowa wersja utworu My Love w ogóle mi się nie podoba, od muzyki, aż po skąpy tekst i cieszę się, że tej piosenki Jess nie wzięła na swój album. Jednak artystka postanowiła zawrzeć na wydawnictwie akustyczną wersję My Love – w przeciwieństwie do oryginału, tu pasuje wszystko. Do utworu powstał w końcu kreatywny tekst – oczywiście spod pióra Glynne, a produkcją zajął się tym razem Steve Mac.

Gave Me Something i Ain’t Got Far To Go, to chyba dwa najświeższe i najbardziej optymistyczne utwory na płycie. Można się w nich zakochać/uzależnić (jak kto woli) już po jednym odsłuchaniu, a melodię będzie się nucić, nucić i nucić bez opamiętania. Chciałbym, żeby Jess na kolejny singiel wybrała jedną z dwóch wyżej wymienionych piosenek jako kolejny singiel, a kto wie, może byłby to szósty, rekordowy singiel numer 1 w Wielkiej Brytanii? Glynne powinna kuć żelazo póki gorące. Jak na razie do doboru utworów promujących płytę nie mam żadnych zastrzeżeń.

Wiadomo, że nawet na najlepszych płytach można znaleźć kompozycje takie, które odstają od reszty i nazywane są tzw. „wpadkami przy pracy”. Najwyraźniej artystka miała dwie muzyczne wpadki, które nazywają się No Rights No Wrongs i You Can Find Me. Nie wiem co stało się Jess, że postanowiła na album dać te piosenki, lepszym wyjściem byłoby dodanie do tracklisty pierwszej kompozycji pt. Home. Ponoć w minusach trzeba dostrzegać plusy, tak więc plusem zdecydowanym jest tutaj fakt, że te dwa kawałki na płycie znajdują się obok siebie i bez zastanowienia mogę je przewinąć. Ewentualnie… jeśli ktoś by się uparł (nikomu nie narzucam swojego zdania) i chciał przesłuchać No Rights No Wrongs i You Can Find Me i te dwie propozycje nie spodobałyby się mu tak jak mi, to później na „poprawę” humoru możemy usłyszeć fenomenalne My Love w akustycznym wykonaniu, o którym wspomniałem dwa akapity wyżej.

Dobrze by było zwrócić uwagę na dwa, naprawdę melancholijne utwory. Jeśli przesłuchałeś już płytę, to wiesz, że mówię o Take Me Home oraz Saddest Vanilla z gościnnym udziałem nieziemskiej Emeli Sande. Obie kompozycje są na wysokim poziomie i nie mógłbym wybrać który jest lepszy. Take Me Home i Saddest Vanilla mają mocne, emocjonalne teksty i myślę, że to właśnie one są najbliższe sercu Jess. Nieoficjalnie wiadomo, że Brytyjka chce nakręcić klip do drugiego z nich.

Wisienką na torcie jest Don’t Be So Hard On Yourself, który jest czwartym i jak na razie ostatnim singlem promującym I Cry When I Laugh i tym samym piątym singlem numer 1 w Wielkiej Brytanii. Co tu dużo mówić… utwór jest bardzo dobry i nie bez powodu wspiął się na 1 miejsce UK Charts. Dodatkową informacją jaką chciałem napisać na koniec jest informacja, że w pierwszym tygodniu album sprzedał się w 60 tys. nakładzie w samej WB oraz zadebiutował na 1 miejscu wyżej wymienionego notowania.

 

 

Exit mobile version