Każdy artysta musi się rozwijać. To fakt, do tego niezaprzeczalny. Do podobnego wniosku doszła i Jennifer Lopez. Poprzednie dwa krążki – On the 6 oraz J.Lo – były wielkimi hitami. Single z nich wydane bardzo często grali w radiu. Wokalistka chciała jednak odciąć się od tanecznych piosenek. Płytą This Is Me… Then pokazała, że stała się dojrzałą artystką.
Na dwóch pierwszych płytach wokalistki dominował pop z domieszką muzyki tanecznej, latynoskiej oraz r&b. Co innego jednak na This Is Me… Then. Tym razem Lopez nagrała więcej ballad łączących w sobie soul i r&b. Głównymi inspiracjami dla piosenkarki byli Michael Jackson, Stevie Wonder oraz Luther Vandross. Za produkcję natomiast w dużej mierze odpowiada Cory Rooney.
Przy pierwszym zetknięciu się z płytą This Is Me… Then piosenki mogą wydać się bardzo do siebie podobne. Jednak po ich dogłębniejszym przeanalizowaniu nietrudno ujrzeć subtelne różnice między nimi. Nie ma tu typowo tanecznych hiciorków. Nawet te najbardziej przebojowe kawałki są raczej stonowane. Wyraźnie zarysowaną melodię i mocny bit ma przede wszystkim jeden z największych przebojów wokalistki – Jenny from the Block. To hip hopowy, nieco nawet oldskulowy numer, który charakteryzuje się najlepszym na albumie tekstem. Jennifer śpiewa, że choć wiele osiągnęła, nadal jest tą samą dziewczyną:
Don’t be fooled by the rocks that I got I’m still, I’m still Jenny from the block Used to have a little, now I have a lot No matter where I go, I know where I came from (PL: Niech cię nie zmyli ilość kasy, jaką mam Nadal jestem tą Jenny z sąsiedztwa Miałam niewiele, teraz mam dużo Ale gdziekolwiek się znajdę, nie zapomnę skąd pochodzę)
Do nieco szybszych piosenek zaliczyć można również singlowe I’m Glad i dwa utwory łączące pop z hip hopem: Still oraz Loving You. Jednak najbardziej tanecznym, przebojowym, w którym Jennifer przemyciła też trochę latynoskich brzmień, numerem jest cover You Belong to Me. Na płycie przeważają jednak spokojne utwory opowiadające o miłości wokalistki do Bena Afflecka. Jednym z nich jest chociażby nieco banalne, ale pięknie zaaranżowane Dear Ben. Innym Again charakteryzujące się instrumentalnym, zagranym głównie na pianinie początkiem. Elementy muzyki latynoskiej usłyszymy natomiast w dwóch balladach: The One (dwie wersje) oraz I’ve Been Thinkin’. Nieco bardziej przebojowe, choć nadal spokojne, jest natomiast utrzymane w stylistyce r&b Baby I Love U!.
Zauważcie, że w poprzednim akapicie starałem się unikać słów: ‘to lubię’, ‘tego nie lubię’ czy ‘a to jest moje ulubione’. Płyta od początku do końca jest równa. Oczywiście i ja mam tu swoich faworytów – genialne Jenny from the Block, latynoskie, ładne I’ve Been Thinkin’ oraz łatwo wpadające w ucho I’m Glad – a także utwory, do których wracam rzadziej (zupełnie niepotrzebna druga wersja The One), ale ogólnie ciężko jakiś kawałek od razu skreślić, a inny wywyższyć ponad inne.
Wokalistka śpiewa głównie o miłości do Bena (jak już wspominałem). Trochę to oklepane, ale ogólnie urocze. Płyta jako całość przedstawiła nam jednak Jennifer jako artystkę dojrzałą. I choć z początku dużo osób narzekało, że wokalistka nie wylansowała już hitu, to przyjrzyjmy się sprawie obiektywnie. Jenny from the Block – międzynarodowy przebój. All I Have – spory hit w Stanach, długo na miejscu 1. Płyta z początku sprzedawała się gorzej, ale do dziś rozeszło się jej 6 milionów egzemplarzy (w tym 2,6 miliona w USA). A – co najważniejsze – Lopez zdobyła przychylność krytyków, którzy zaczęli ją postrzegać jako kogoś więcej niż tylko popową gwiazdeczkę. Brawo, Jennifer, well done.
[review]Cała dyskografia Jennifer Lopez wg Filipa Wiącka
- On the 6 – 7/10
- J. Lo – 8/10
- This Is Me… Then – 7.3/10
- Rebirth – 5.4/10
- Como ama una mujer – 6.5/10
- Brave – 7.1/10
- Love? – 6.8/10
- Dance Again… The Hits – 5.5/10
- Jenny from the Block
- That’s Not Me
- (Can’t Believe) This Is Me
- I’m Gonna Be Alright
- Brave
- Qué Hiciste
- Should’ve Never
- I’m Glad
- No Me Ames
- Starting Over
