Site icon All About Music

Jennifer Lopez – Dance Again…The Hits (2012), recenzja Zuzanny Janickiej

To mnie dopiero Jennifer Lopez zaskoczyła. Myślałam, że w swojej 14-letniej muzycznej karierze wydała już album będący kompilacją największych hitów. To przecież takie proste i niewymagające wielkiego nakładu pracy, a jednak przynoszące zyski.Dzisiaj, po siedmiu albumach studyjnych, możemy zaopatrzyć się w składankę największych hitów Lopez. Ale czy warto wydać na to te 40 złotych?

Album Dance Again…The Hits składa się jedynie z 13 utworów. Nie mam pojęcia, kto układał tracklistę, ale mam wrażenie, że zrobił to na szybko, niedokładnie. Najwięcej miejsca zajmują bowiem nowe utwory o wątpliwej jakości oraz remixy starych, fajnych hitów.

Pierwsza płyta Jennifer – On the 6 – to kopalnia przyjemnych, bujających utworów z gatunków pop, r&b oraz latino. Zrobiła na mnie pozytywne wrażenie, choć nie wracam do niej często. Na składance znajdziemy trzy piosenki pochodzące z debiutu Lopez. Dwa z nich to taneczne, znane wszystkim dobrze numery – If You Had My Love oraz Waiting For Tonight. Trzecim kawałkiem jest Feelin’ So Good. Na tej płycie występuje jako remix. Przyznam, że nie zauważyłam większej różnicy między wersją, którą znam z On the 6 a tą. Zarówno o niej, jak i o singlowej mam identyczne zdanie: przyjemne, ale jednak zbyt długie i monotonne.

Z drugiego krążka wokalistki (J.Lo) pamiętam jedynie kilka utworów. Jest on bardziej przebojowy niż ten pierwszy. Więcej na nim hip hopu oraz muzyki latynoskiej. Właśnie na nim możemy znaleźć jedną z moich ukochanych piosenek Jennifer jaką jest Love Don’t Cost a Thing. Mam do niej ogromny sentyment. Jest dla mnie kwintesencją tego, co niegdyś w muzyce pop było najpopularniejsze i najlepsze. Dwa pozostałe single z J.Lo pojawiły się tu w formie remixów: I’m Real (Murder Remix feat Ja Rule) oraz Ain’t It Funny (Murder Remix feat Ja Rule  & Cadillac Tah). W tym przypadku, w przeciwieństwie do Feelin’ So Good, różnicę słychać bardzo wyraźnie. ‚Nowe’ I’m Real średnio mi się podoba. Za bardzo spowolnili tę piosenkę. Szybko się nudzi i nie czaruje jak w przypadku wersji albumowej. Remix Ain’t It Funny jest zbrodnią. Oryginalna wersja to o niebo lepszy numer. Bardziej charakterystyczny, ciekawszy.

Trzecia płyta J.Lo (This Is Me…Then), chociaż balladowa i ładnie zaśpiewana, znudziła mnie już w trakcie drugiego przesłuchiwania. Nie znalazłam na niej utworów, które tak długo siedziałyby mi w głowie jak wiele poprzednich. Cudownym wyjątkiem jest Jenny from the Block, które dla mnie jest jednym z najważniejszych nagrań artystki. Poznałam ją dzięki niemu. Uważam, że to najbardziej naturalna i autentyczna piosenka Jennifer. Do tego fajnie zaśpiewana i posiadająca hipnotyzująca linię melodyczną. Remix tu umieszczony nie różni się niczym od wersji albumowej. I po co tyle szumu?

Czwarta płyty wokalistki (Rebirth) niestety potwierdziła, że zainteresowanie Jennifer spada. Lekiem na to miało być rhytm’and’bluesowe nagranie Get Right. Na składance umieszczona została wersja z raperem Fabolousem. Przyznam, że w zestawieniu obok innych utworów J.Lo wypada blado. Nie podoba mi się jej refren.

W chwili wydania Como Ama Una Mujer oraz Brave nadszedł, że tak powiem, zmierzch kariery wokalnej Lopez. Przyznam, że w ogóle tego nie rozumiem, bo są to udane albumy. Szczególnie balladowe, hiszpańskojęzyczne Como Ama Una Mujer. Nie, nie znajdziemy na Dance Again…The Hits przedstawiciela tego krążka. Z Brave natomiast pojawiło się tu dance popowe Do It Well.

O ile do poprzednich płyt Jennifer Lopez wracać lubię oraz ich słuchanie sprawia mi przyjemność, tak szerokim łukiem omijam jej najnowsze ‚dzieła’. Rozumiem, że chciała wrócić do łask słuchaczy, ale to, co nagrywa dzisiaj jest poniżej jej możliwości. Z drugiej strony mam wrażenie, że Lopez boi się zaprezentować nam czegoś swojego. Warto zauważyć, że cztery zawarte tu nowe piosenki są duetami. Z kim? Och, jaka różnorodność i pomysłowość. Dwa z nich nagrała z wtórnym do bólu Pitbullem (On the Floor, Dance Again), jeden z Lil Waynem (I’m Into You) a ostatni z Flo Ridą (Goin’ In). Single z Love? całkiem mi się podobają. Szczególnie przyjemne I’m Into You. Ale electro popowe Goin’ In i Dance Again to masakra. Nie cierpię tych piosenek. Ciężko przy nich wytrzymać.

Specjalnie na koniec zostawiłam sobie akapit, w którym napiszę, czego mi na Dance Again…The Hits brakuje. Zastanawiam się, gdzie podziały się takie jej kompozycje jak Let’s Get Loud, All I Have (swego czasu numer 1 w USA), świetny singiel z Como Ama Una Mujer jakim było Que Hiciste oraz Papi. Brakuje mi też przebojowego Play i normalnych, dobrych wersji Ain’t It Funny oraz I’m Real. Szkoda, że postanowiła tylko na taneczne numery. Gdyby umieszczono na kompilacji kilka ballad (m.in. Baby I Love U, No Me Ames), byłoby znacznie ciekawiej. Słuchacz mógłby wtedy przekonać się, że Jennifer jest wszechstronną artystką.

[review]

Cała dyskografia Jennifer Lopez wg Zuzanny Janickiej

Albumy
  • On the 6 – 7.5/10
  • J. Lo – 6.3/10
  • This Is Me… Then – 6.5/10
  • Rebirth – 7/10
  • Como ama una mujer – 8/10
  • Brave – 6.3/10
  • Love? – 4/10
  • Dance Again… The Hits – 5.9/10
10 najlepszych utworów Jennifer
  1. Love Don’t Coast a Thing
  2. Jenny From the Block
  3. Open Off My Love
  4. Que Hiciste
  5. Ain’t No Funny
  6. Play
  7. If You Had My Love
  8. Como Ama Una Mujer
  9. Hold You Down
  10. Hold It Don’t Drop It
Exit mobile version