Site icon All About Music

Jej drugie imię to „Sukces”. Julia Wieniawa – Omamy, 2022 (recenzja)

Julia Wieniawa - Omamy, 2022

Julia Wieniawa - Omamy, 2022

Czasami zastanawiam się, czy jest coś, czego ta dziewczyna nie potrafi. Zaczynała od seriali, później pojawiły się większe filmowe role. W międzyczasie doszła do finału Tańca z Gwiazdami, gdzie radziła sobie naprawdę świetnie. Teraz z kolei wydaje swój debiutancki album, a to wszystko mając na karku raptem 23 lata. Trzeba przyznać, że Julia Wieniawa ma niezłe tempo. Aż ciekawi człowieka co będzie następne w jej karierze? Pytanie to wcale nie jest postawione z żartem, bo naprawdę mając taki talent, a w zasadzie wiele ukrytych talentów wszystko jest jeszcze przed nią.

Omamy, to jeden z bardziej elektryzujących krytyków muzycznych i nie tylko albumów, które swoją premierę mają w tym roku. Dlaczego? Otóż większość zastanawia się, czy Julia po sukcesie swoich singli, będzie w stanie wydać album na dobrym poziomie. Nie ukrywajmy, że konkurencja na naszym rynku muzycznym jest ogromna. Co chwilę pojawiają się artyści, którzy odnoszą mniejsze lub większe sukcesy. Niektórzy zostają gwiazdkami jednego przeboju, a w zasadzie spora część. Pewnie duże grono krytyków Julii Wieniawy, łącznie z ulubionymi portalami plotkarskimi liczy na to, że album ten będzie totalną klapą. Oczywiście by mieć o czym pisać i nadal jej docinać. Bo przecież każda jej porażka, czy wpadka to dla nich pożywka i kolejne kliknięcia. Muszę ich jednak niestety zasmucić, bo tak nie jest.

Z albumem miałem przyjemność zapoznawać się już od dłuższego czasu, dlatego moja opinia nie jest wykreowana ani pod wpływem emocji, ani też jakiejś większej sympatii do Julii. Patrząc całkiem na chłodno, Omamy to kawał dobrej muzyki. Mieszanka elektro-popu, klubowych dźwięków, funkowych melodii oraz, co ciekawe rockowego pazura. Tego ostatniego to się naprawdę nie spodziewałem bazując na jej dotychczasowych singlach. Krążek tworzy 12 kompozycji, w tym ostatnie hity takie jak m.in. Rozkosz, Nie Mów, czy najnowszy singiel, do którego powstał piękny teledysk czyli Milczysz. Tekst utworu świetnie współgra z prezentowanym widzowi obrazem. To historia miłości, na początkowym etapie. Miłości z dala od całego zgiełku i innych osób, co w obecnych czasach nie jest proste. Tak w skrócie opisuje ten utwór sama artystka. Na ekranie towarzyszył jej życiowy partner – Nikodem Rozbicki. Bardzo podoba mi się głos Julii w zwrotkach. Jest przede wszystkim bardzo czysty, a do tego mam odczucie, że pasował by do utworów z filmowych animowanych w naszej wersji językowej. Może to jest jakiś plan na kolejne kroki kariery? Nic nie sugeruję.

Słuchając SMRC momentami, szczególnie w zwrotkach, głos wokalistki przypominał mi swoją barwą wokal Sarsy. Jeśli już jesteśmy przy barwie głosu, to warto tu nadmienić, że barwa Wieniawy jest bardzo charakterystyczna i unikalna. Jest to oczywiście sporym plusem, bo słuchając utworu w radiu, od razu wiemy kto go śpiewa. Wracając do SMRC podoba mi się instrumentalne outro. Przenikające uszy dźwięki instrumentów smyczkowych, połączone z hipnotyzującym bitem, ciekawe. Jeśli chodzi o nowe kompozycje, to szybko wpadło mi w ucho Wenus. Lekki i swobodnie płynący refren. W tym utworze bardzo wybija się linia basu, co jest pozytywnym zaskoczeniem, bo jest to instrument niedoceniany. Dobrze wymyślony bridge. Znów pojawiają się smyczki, widać, że Julka ma do nich sentyment, a i dobrze to wszystko razem się komponuje. Taki miks instrumentów, jeśli jest dobrze przemyślany, robi robotę!

Zdecydowanie sporym zaskoczeniem, o którym już nieco wspomniałem wcześniej, gdy mówiłem o rockowym pazurze było i jest dla mnie Mi Nie Żal. Po nasyceniu elektroniką w zwrotkach i refrenach, nikt nie spodziewa się tego, co następuje później. Otóż z zaskoczenia pojawia się dość długie jak na popowy utwór i jak to mawiają w swoim żargonie gitarzyści „soczyste” solo. Duży plus, bo idealnie wkomponowało się ono w główną linię melodyczną, znów tworząc spójną całość. Wszystkie utwory na albumie są bardzo przemyślane nie tylko pod względem warstwy lirycznej, ale przede wszystkim muzycznej. Zabawa stylem, nietypowe połączenia instrumentów, wszystko to jest zrobione i ułożone z głową. W dzisiejszych czasach wcale nie jest to takie oczywiste. Czasem artyści chcąc zabłysnąć i wykazać się czymś nietypowym ładują na siłę różnie udziwnienia, z niekoniecznie dobrym efektem końcowym. Na szczęście to nie tyczy się tego przypadku. Bądź Obok, to z kolei dobra propozycja na imprezę. Chwytliwy i skoczny bit, pokusiłbym się o stwierdzenie, że nawet nieco oldschoolowy. Chociaż wokal w zwrotkach akurat nie przypadł mi do gustu, to w refrenach już nadrabia. W połączeniu z koncertową choreografią robi wrażenie.

Utworem, który był pierwszym singlem jest Na Darmo. To prosta popowa kompozycja, w głównej mierze oparta na wyrazistej linii basu i perkusji. Słuchając go, można odnieść wrażenie, że muzyka jest nieco ściszona, jakby wycofana, natomiast w refrenach bardziej wybija się wokal. Całość brzmi bardzo zachęcająco, plus za slapujące dźwięki basu w bridge’u. Ma duży potencjał na hit, aż dziwne, że nie był to często grany w radiu utwór (chyba, że coś mi umknęło). Gdy jesteśmy już przy radiowych hitach, to nie mogę nie wspomnieć o jednym z moich ulubionych z tej płyty, czyli Nie Mów. Ciekawy początek w stylu retro, elektroniczny bit z syntezatorami, proste, a chwytliwe. Urzekły mnie wokalne wstawki wokalne na końcówkach refrenów. Po raz kolejny dobrze poprowadzony bridge. Można by się tu przyczepić, że pojawiają się one prawie w każdym utworze, ale jeśli są dobrze napisane, to nie mam nic przeciwko. Ostatnio obejrzałem sobie wykonanie Nie Mów z Orange Warsaw Festiwalu i muszę przyznać, że jestem pod ogromnym wrażeniem. W skrócie, jak na pierwszy koncert, w dodatku na renomowanym festiwalu, wypadło to genialnie. Nie dało się wyczuć stresu i tremy, przed pierwszym koncertem solo. Furorę zrobiła jak dla mnie choreografia Suzie Pacałowskiej, która idealnie dopełnia muzykę i słowa, tworząc hipnotyzujące show. Krążek zamykają tytułowe Omamy, które są dla mnie odkryciem. Pod względem muzycznym jest to zdecydowanie najlepsza kompozycja, ale i nie tylko muzycznym. Tutaj zagrało po prostu wszystko, słowa, muzyka, dobór instrumentów i ich natężenie w poszczególnych partiach utworu. Fajnie płynąca funkowa linia basu, szczególnie w refrenach robi show. Ciekawi mnie bardzo, jak ta piosenka brzmi w wersji live. Chociaż sam tekst utworu nie jest wielce rozbudowany i odkrywczy, to ma w sobie coś pociągającego. Rzadko zdarza się, że ostatni utwór jest tym najlepszym, jednak tutaj Julia trzyma w napięciu do samego końca. Warto zatem przesłuchać cały albumu.

Muszę przyznać, że po kilkukrotnym zapoznaniu się z materiałem zebranym na Omamach, jestem bardzo pozytywnie zaskoczony. Powiedzmy sobie wprost, Julkę można lubić, bądź nie. Czasem jest jej dużo w mediach i socialach, jakby zaraz miała nam wyskoczyć z lodówki, co czasem ludzi przytłacza. Nikt nie musi być fanem jej gry aktorskiej, czy utworów, jednak nie można odmówić jej tego, że ta dziewczyna ma talent, a sukces to naprawdę jej drugie imię. Na jej debiutancki krążek należy spojrzeć tylko i wyłącznie przez pryzmat tego, jak wypadają utwory. Nie przez pryzmat tego, czy ją lubimy lub nie. Polecam takie podejście, bo mi wyszło ono na dobre. Omamy, to jak na debiut naprawdę świetny album. Jak widać ciężka praca popłaca, gdyż Wieniawa podchodzi do swoich wyznań bardzo profesjonalnie i z pełnym zaangażowaniem. Czuć w jej utworach pewien powiew świeżości, a przede wszystkim nowy wokal na naszym rynku muzycznym. Nowy nie tylko pod względem osoby, ale również brzmienia i barwy. Samo to jak brzmią jej kompozycje pokazuje tylko jej dużą świadomość muzyczną. Nie każdy do stworzonej melodii potrafiłby dodać swój wokal tak, by zrobiło to na słuchaczu wrażenie. Tutaj za przykład można podać Rozkosz i partie wokalu z przed refrenów, gdzie Julia idealnie modeluje swoim głosem budując napięcie. Ze swojej strony na koniec dodam, że jestem oczarowany tym krążkiem, chociaż początkowo podchodziłem do niego nieco sceptycznie. Myślę, że jest to jeden z najlepszych, jak nie najlepszy album, których dotychczas słuchałem w tym roku, a trochę ich było. Czekam na dalszy rozwój Julki, bo teraz przed nią spory dylemat, a mianowicie którą drogą podążać. Gdyby jej płyta nie była dobra, to wybór byłby prosty, jednak wokalna ścieżka, jest jej równie pisana jak i aktorstwo. Co wybierze? Być może w przyszłości się o tym przekonamy, a Wam zaś drodzy czytelnicy życzę przyjemnego słuchania krążka.

Exit mobile version