W środę do klubu Hybrydy wpadła niezwykle utalentowana Little Simz. I zagrała koncert, którego na długo nie zapomnę!
Gig w środku tygodnia = słaba frekwencja? Nic z tych rzeczy. Little Simz z najnowszą płytą wpadła do nas z przytupem, bo udało jej się wyprzedać klub Hybrydy.
To co jako pierwsze rzuciło mi się w oczy zaraz po wejściu do klubu, to średnia wieku przybyłych fanów Little Simz. Rapowe koncerty przyzwyczaiły mnie do takiej, która czasem ledwo wychodzi poza ramy 16-20, a w tym wypadku było bardzo różnorodnie, przychodziły nawet całe rodziny. Od razu miałem skojarzenie z OFF Festivalem – Brytyjka pasowałaby tam jak ulał.
Na rozgrzewkę swoją muzyką podzielił się z nami duet April + Vista. Udało im się stworzyć bardzo przyjemny klimat. Byłem pod wrażeniem z jaką łatwością wokalistka moduluje swoim głosem. Na plus również użycie ciekawe użycie skrzypiec, a moje serduszko skradli coverem Pyramid Song od Radiohead.
Zapanowała jednak nieco senna atmosfera i na jej ratunek przyszła ona! 25-letnia raperka pojawiła się na scenie z megafonem i kawałkiem Boss rozpoczęła całe show. Warto zaznaczyć, że na tej scenie nie była sama. Na jej najnowszej płycie GREY Area znajdziemy sporo tradycyjnych instrumentów. Dlatego niezmiernie ucieszył mnie fakt, że artystka na scenie pojawiła się w towarzystwie perkusisty oraz klawiszowca/gitarzysty. Co więcej, sama chętnie sięgała po instrumenty! I tak mogliśmy zobaczyć jak sobie radzi na bębnach, gitarze, a nawet perkusji.
Pierwszym z highlightów imprezy był kawałek Venom. Simbi Ajekiwo tylko napomknęła ze sceny, że prosi o jeszcze więcej energii, a na środku od razu otworzył się mosh pit. Moment dropu tak się raperce spodobał, że zdecydowała się zacząć utwór od początku, a na jej twarzy dało się zobaczyć wielki, szczery uśmiech.
Kiedy myślałem, że nic nie przebije już wykonu Venom, Little Simz zabrała nas na wycieczkę do Północnego Londynu. I to w jakim stylu! Dwa pierwsze wersy z utworu 101 FM wykonała bawiąc się z nami w tłumie! Klimat tego kawałka i cała otoczka spowodowała, że przez chwilę poczułem jakbym faktycznie przeniósł się do Londynu i znalazł na jakimś małym, spontanicznym pop-up show. Coś pięknego!
Na dokładkę Little Simz po raz kolejny pochwaliła się swoją wszechstronnością i pierwszy wers otwierającego nową płytę utworu Offence zarapowała jednocześnie grając na perkusji! Jak zawsze wolę nie wyciągać telefonu na koncertach, tak w tym wypadku przyznam się bez bicia, że momentalnie sięgnąłem do kieszeni i chciałem móc wracać do tego wspomnienia.
Raperka żegnając nas stwierdziła, że przystanek w Polsce był jednym z najlepszych podczas całej trasy. I choć wiem, że takie słodzenie to standard, tak w przypadku tego show jestem jej w stanie uwierzyć. W stu procentach udało nam się odwzajemnić energię Brytyjki, a na jej twarzy bardzo często gościł szczery uśmiech.
Jeszcze jednym plusem całego wydarzenia była jego kameralność. Pomimo sold outu, Hybrydy to nadal niewielki klub i fajnie było uczestniczyć w czymś tak małym. Szczególnie, że do tej pory Little Simz widziałem tylko raz, stojąc gdzieś w dalszych rzędach na jej Open’erowym koncercie. I już czekam na następny, bo tytuł całej relacji nie kłamie. GREY Area uważam za jedną z najlepszych płyt wydanych w 2019 roku, a to co się stało w Warszawie było jeszcze jeden poziom wyżej!

