Site icon All About Music

Jean-Michel Jarre – Oxygene 3 (2016), recenzja Katarzyny Turowicz

Historia stale zatacza koła. Od punktu zwrotnego w karierze francuskiego kompozytora muzyki elektronicznej Jean-Michael Jarre’a minęło już 40 lat. 2 grudnia 1976 roku został wydany trzeci i najważniejszy album studyjny muzyka zatytułowany Oxygene 1. Dokładnie cztery dekady po premierze pierwszego członu sagi ukazała się najnowsza część trylogii spod szyldu Oxygene.


Pionier muzyki elektronicznej, Jean-Michael Jarre, ma za sobą niezwykle twórczy i pracowity czas. Po długoletniej przerwie powrócił w październiku ubiegłego roku z bardzo rozbudowanym concept-albumem Electronica 1: The Time Machine. Druga część tego wydawnictwa, The Heart of Noise, ukazała się w maju tego roku. Do współpracy nad nimi Jarre zaprosił artystów wielkiego formatu świata muzyki, jak choćby duet Pet Shop Boys, Cyndi Lauper, M83 czy Vince’a Clarke’a. Cieszące się dobrym przyjęciem płyty są swoistą dźwiękową opowieścią kompozytora o historii muzyki elektronicznej od początku lat 70. minionego stulecia słyszanej jego uszami, szkicem ewolucji tego gatunku na przestrzeni ostatnich dekad. Najnowszy krążek Jean-Michael Jarre’a zatytułowany Oxygene 3 pod lupę bierze jedynie pierwszą część trylogii.

Oxygene 1 to album ważny. Dla Jean-Michel Jarre’a istotny moment w karierze, w świecie muzyki elektronicznej głęboko wyciśnięte piętno i wyrazisty wzór, dla słuchaczy jeden z klasycznych albumów muzyki elektronicznej. Nie powinny więc nikogo dziwić regularne powroty kompozytora do tego właśnie wydawnictwa. Pierwszy wyraźny nawrót do krążka z 1976 roku miał miejsce 21 lat później, gdy ukazała się płyta Oxygene 7-13. 2 grudnia tego roku, w 40. rocznicę wydania płyty, swoją premierę miała trzecia część tej słynnej sagi.

Zdobycze nowoczesnej technologii w sferze muzyki płynnie przeplatają się z klasycznym brzmieniem Jarre’a w równomiernych proporcjach. Z wciąż żywymi dźwiękami wyjętymi spod klawiszy nieco zakurzonych już syntezatorów lat. 80 ubiegłego stulecia zazębiają się niskie, pulsujące basowe brzmienia. Nie brakuje też neonowo-kosmicznych pogłosów przywołujących na myśl międzygalaktyczne batalie osadzone w „Gwiezdnych Wojnach”. Jarre w tym wszystkim daleki jest od autoplagiatu i nietrafnych zabiegów. Francuski kompozytor rozciąga brzmienie swej najnowszej płyty między typową dla siebie stylistyką lat 70. XX wieku a współczesnymi brzmieniami i rozwiązaniami zawieszając ją w pewnym bezczasie. Misterna architektura dźwięków i różnorodnych wpływów nie jest jednak zbudowana na fundamencie eksperymentu, próbowania muzyki i nowatorskiej jej eksploracji, co jednak nie umniejsza wartości najnowszego dzieła francuskiego kompozytora.

https://www.youtube.com/watch?v=Byuk6iafRds

Oxygene 3 zaczyna się dość minimalistycznie. Utwór Oxygene, Pt. 14 nieśmiało wprowadza w klimat krążka. Dopiero druga ścieżka tej płyty wyraźnie nawiązuje do stylistyki i brzmienia Jarre’a prezentowanych w pierwszej części trylogii, choć nie jest też pozbawiona bardziej współczesnych wpływów. Kolejnym słyszalnym kalejdoskopem dźwięków lat. 70 XX wieku w nowoczesnej otoczce jest Oxygene, Pt. 17. Wraz z piątym utworem z płyty następuje stonowanie nastroju, które trwa aż do finalnego nagrania Oxygene, Pt. 20.

Z tak wysokiego, wypracowanego przez dziesiątki lat pułapu Jean-Michel Jarre nie usunie się w cień, ani też nie zostanie tam zepchnięty przez kolejne pokolenia kompozytorów muzyki elektronicznej. Jego nieoceniony wkład w rozwój i współczesny kształt muzyki elektronicznej wyraźnie zaznaczył się na kartach jej historii. Oxygene 1 jest natomiast klasyką gatunku, a – jak wiemy – klasyki się nie poprawia. Być może dlatego nie jestem w stanie zgodzić się z tezą o aktualizacji tej płyty. Sądzę, że Oxygene 3, zważywszy chociażby na ciągłość numeracji utworów, jest raczej naturalną kontynuacją dzieła. I – co należy dodać – bardzo udaną.

Exit mobile version