Site icon All About Music

Jaromír Nohavica – Kometa – The Best of Nohavica (2013), recenzja Szymona Jaremy

Album Kometa – The Best of Nohavica jak już sugeruje sama jego nazwa, nie przyniesie słuchaczom nowych utworów w wykonaniu tego czeskiego kompozytora, ale będzie stanowić złączenie kilkunastu dawniejszych piosenek w jeden zestaw. Przedstawiona składanka jest zbiorem znanych już kawałków, które sam Jaromír  Nohavica wybrał z dedykacją dla swoich polskich fanów. Twórczość tego muzyka jest w naszym kraju szczególnie doceniana w regionie śląskim (ze względu na dużą famę artysty w Ostrawie będącą miejscem jego narodzin oraz w Cieszynie, w którym nadal mieszka; są to strefy bardzo spokrewnione z naszym Śląskiem), aczkolwiek również i w innych polskich obszarach znajdzie się wielu entuzjastów jego twórczości. Sam artysta zresztą stwierdził, że polski naród jest mu bardzo bliski.

Jaromír Nohavica jest śpiewakiem, którego sława w Czechach osiągnęła status narodowego barda. Jest to postać niezwykle wielobarwna i nawet dość zróżnicowana w sztuce, która jest przezeń uprawiana. Ukierunkowania artystyczne Jaromíra obejmują zarówno umiejętność grania na gitarze oraz akordeonie, jak i dość dużą rozbieżność w stylach ekspresji lirycznej. Pisane przez niego teksty poruszają się po różnej stylistyce, bywają podniosłe i sentymentalne, ale pojawiają się w tej grupie również pieśni z przekazem beztroskim, a czasem i nawet bezpruderyjnym. Niektórzy określają Nohavicę mianem czeskiej odmiany Jacka Kaczmarskiego ze względu na dużą majestatyczność jego twórczości, ale trzeba pamiętać, że to tylko jedno z obliczy Jaromíra. Bowiem ten czeski artysta nie pogardzi też czasem ostrą ironią, bądź zastosowaniem wulgarnych stwierdzeń (np. znamy go od tej strony z piosenki Milionerzy albo Hollywood). Silnym prekursorem dla poezji Jaromíra oraz jego bezpośrednią inspiracją był inny czeski muzyk Karel Plíhal, aczkolwiek Nohavica inspirował się również artystami polskimi (np. Marek Grechuta, Agnieszka Osiecka) bądź rosyjskimi (Bułat Okudżawa, Włodzimierz Wysocki).

 Standardowo głos Nohavicy można określić jako ton operujący na częstotliwościach niskich, wpisuje się on wręcz w kategorię basową. Akcentacja sylabiczna w wykonywanym przez niego śpiewie jest bardzo umiejętnym podkreśleniem sedna poetyckości tekstu. Budowanie przez Jaromíra klimatu emocjonalnego jest niezwykle sprawne i za każdym razem owocuje silnym oczarowaniem słuchacza. Na zestawieniu Kometa – The Best of Nohavica najwięcej mamy uobecnionych ballad akustycznych w klimatach raczej markotnych z naciskiem na gitarę (chociaż rytmów skocznych też nie zabrakło), zatem w tym zbiorze utworów wymowa śpiewu czeskiego artysty przyjmuje ten jego odcień nieco mroczniejszy. Dlatego na tych wykonaniach głos Nohavicy bardzo przypomina dźwięczną barwę charakterystyczną dla Przemysława Gintrowskiego, więc bazując na tym materiale, można między nimi dopatrzeć się kilku cech wspólnych. Dostrzegalne jest to samo głębokie wczucie się w wygrywaną melodię i równie silna ekspresja przedstawiająca wiele niepospolitych stanów artystycznych. Chociaż Nohavica ma głos nieco bardziej gładki, to jednak jakaś nieprzerwana linia powiązania między ich barwami wokalnymi istnieje (ballady Jaromíra takie jak Sarajevo, Darmoděj, Ještě mi scházíš czy Ikarus najdobitniej pokazują to podobieństwo). Obydwaj też bardzo zręcznie potrafią kłaść odpowiedni akcent strunowy za pomocą gitary na śpiewane sylaby i dawać im tym samym muzyczne dopełnienie poezji. To niesłychanie autentyczna i wprawna harmonia między melodią, słowem i przeżyciem. Można bez trudu doświadczyć niezwykłej tkliwości tych piosenek, które wręcz eksplodują od doniosłych impresji. Łatwo również jest zauważyć, iż Nohavica opanował nawet umiejętny tryb artykulacji legato, co widać np. w kawałkach Mikymauz (współautorem tej pieśni jest Karel Plíhal), Ikarus czy Zatanči.

 Generalnie większość melodii piosenek z albumu jest utrzymywana w dość umiarkowanej manierze złożoności, aczkolwiek ta prostota owocuje bardzo ciekawą atmosferą w obliczu poetyckości ich zawartości tekstowej. Są to ballady pełne niezbyt skomplikowanych dźwięków, których bardzo skromne trakcje gitarowe w szczególny sposób utrwalają tematy ważne dla człowieka. Trzeba też przyznać, że czeski język tak ciekawie artykułowany przez Nohavicę idealnie przylega swoją formą do znamienitych przygrywek na akordeonie. Pomimo dość pejoratywnej opinii wielu Polaków na temat języka czeskiego, ja uważam, że jest to naprawdę piękny dialekt. W poezji sprawdza się wręcz znakomicie, Nohavica jest tego bardzo dobrym przykładem. Umiejętne połączenie delikatnej gitary i tkliwego akordeonu na płycie przysparza dużo interesujących efektów artystycznych. W pieśni Zítra ráno v pět mamy spokojnie wygrywaną gitarę razem z akordeonem, aura klimatyczna tego kawałka jest nawet niekiedy nieco kościelna i jakby przemieszana z rosyjskim rytmem ludowym. Na utworze Darmoděj z kolei mamy wspaniały początek, który stanowi posępny udział instrumentu strunowego i w miarę postępowania melodii, na zmianę z gitarą zaczyna również udzielać się akordeon wygrywający taneczną rytmikę. Daje to obraz falujących stanów emocjonalnych. Inną pieśnią zawierającą bardzo żwawe rytmy taneczne tworzone przez partię tzw. heligonki jest Zatanči, natomiast w pieśni Mikymauz pojawia się silnie kołysząca rytmika tego samego instrumentu. Z kolei na utworach Těšínská i Moje malá válka pojawia się nieco klubowa zagrywka akordeonowa, a jej oprawa kolorystyczna łudząco przypomina francuskie klimaty folkowe. Tymczasem Sarajevo jest wprawną oraz sentymentalną pieśnią, której nietypowy smutek w niebywale potężnej manierze porusza duszę. Natomiast nutka Dlouhá tenká struna charakteryzuje się wprawną, poważną i nietuzinkową melodią wygrywana na organach, która przynosi prawdziwe ukojenie. Jeśli zaś chodzi o Minulost, to skrawki kompozycyjne tej pieśni wykonywane na skrzypcach przypominają poniekąd austriacką klasykę w stylu Straussa, troszkę tej atmosfery można również doświadczyć słuchając utworu Ty ptáš se mě, ale jest ona tam podtrzymywana już w dużo mniejszym nasileniu. Z kolei utwór Ostravo może nieść ze sobą pewne zaskoczenie, gdyż melodia brzmi nieco jak żeglarska szanta, co w kontekście tekstualnej zawartości może budzić pewne zamieszanie. Mnie ta nuta kojarzy się wręcz z polskim utworem Bałtyckie Morze zespołu EKT Gdynia, tyle że zagranym na akordeonie i w nieco szybszym tempie. Ta zbieżność może dziwić, biorąc pod uwagę to, że te obszary czeskie, w których usytuowana jest Ostrawa, oddalone są od najbliższego morza o setki kilometrów. Być może to zwykły przypadek albo też jakieś dalsze inspiracje marynistycznymi rytmami. Nie mniej jednak kawałek jest wyśmienity, Nohavica jak zwykle potrafi wprawić audytora w nadzwyczaj głęboki błogostan.

 Postanowiłem poświęcić cały paragraf tytułowej piosence Kometa, gdyż jest to zdecydowanie jedna z moich ulubionych nutek, które kiedykolwiek Jaromir powołał do istnienia. Jest to klasyczny przykład fenomenalnego tekstu poetyckiego oprawionego w urzekającą tonację muzyczną. Znakomity śpiew Jaromira oraz tkliwa ścieżka wygrywana przez gitarę akustyczną wynoszą patos tego wykonania wysoko ku niebieskim sferom firmamentu. Tekst nosi zauważalne znamiona elegii, czyli bardzo dostojnego gatunku literackiego przywołującego rozpaczliwe sentencje autora wobec kruchych spraw ludzkich. Treść utworu opowiada w tle o komecie, która w jakimś nieokreślonym czasie zaznaczyła swoją obecność na nieboskłonie, a następnie bardzo szybko zniknęła z horyzontu percepcji ziemskiej. Nohavica daje pewien obraz ułomnej ludzkiej egzystencji, która na tle astronomicznych praw przyrody opisanych przez Keplera, pozostaje w zasięgu bardzo krótkotrwałego żywota. Nim obserwator zdoła unaocznić to przelotnie wychwytywane ciało niebieskie i wznieść ku niemu opowieści o ludzkim życiu pełne żalu, kometa już dawno zniknie z pola widzenia i powróci dopiero, gdy poetę przykryją już pyły przemijania, a na Ziemię zejdą nowe pokolenia. Człowiek chcąc pokonać swoją śmiertelność próbuje dotknąć odwiecznych praw przyrody, lecz one są zbyt odległe, by mógł je objąć jeden śmiałek rzucający naturze wyzwanie, chcąc tym samym zostać herosem niczym marmurowy posąg Dawida. Już w czasach starożytnych w kulturze babilońskiej kometa uosabiała w powszechnym przekonaniu zarówno boskość jak i nieszczęście. Tak samo w treści piosenki Nohavicy, kometa oznacza nie tylko wzniosłe zasady Wszechświata umykające ludzkiemu spojrzeniu, ale i jest tragicznym symbolem efemerycznego trwania jednostkowego człowieka. Wszelka miłość, śmierć, zdrada, zachwyt nad leśną zielenią czy też nad spokojem jezior stanowią jedynie drobny ułamek czasu wobec olbrzymiej drogi kosmicznej, jaką pokonuje kometa, wracając ponownie na niebo zauważalne przez ludzi. Za każdym razem, gdy słucham tego kawałka, czuję potężną siłę wybuchu emocjonalnego uwarunkowaną jego niebanalnym przekazem poetyckim. Jako ciekawostkę astronomiczną można dodać, że jeden obiekt z pasa planetoid odkryty w 1982 r. przez czeskiego uczonego Zdeňka Vávrová, został nazwany 6539 Nohavica jako wyraz hołdu złożonego twórczości naszego muzyka.

Zeszłoroczny krążek Kometa – Best of Nohavica jest naprawdę świetnym zestawieniem piosenek czeskiego artysty, ale szczerze mówiąc, to uważam, iż każdy zbiór utworów Jaromíra byłby zapewne jednakowo wspaniały. Zarówno wokalnie jak i instrumentalnie muzyk zawsze potrafił dać solidny pokaz niezwykłych umiejętności twórczych. Jednak największym walorem Nohavicy jest czysta doniosłość pisanych przez niego tekstów, które potrafią spowodować zamieranie rzeczywistości w obliczu tak wyszukanej liryki. Jest to album, który z pewnością powinien trafić na półki miłośników poezji śpiewanej.

 

Exit mobile version