Idąc na koncert ONE OK ROCK, wschodzących gwiazd pop rocka / pop punku / j-rocka (do wyboru, do koloru), nie do końca wiedziałam, czego się spodziewać. Do warszawskiej Stodoły wchodziłam jako sceptyk, a wychodziłam jako fanka zespołu.
Z powodu problemów technicznych, które ostatnio dręczą Halę Koło, impreza została przeniesiona do klubu Stodoła. Całe szczęście – ten klub ma zdecydowanie lepszą lokalizację, niezłe nagłośnienie, a jego rozmiar i atmosfera są idealne dla artystów w Polsce stosunkowo znanych, ale niekoniecznie sławnych. ONE OK ROCK do Warszawy przewieźli dwa supporty – jako pierwszy wystąpił Dan Lancaster, brytyjski twórca pop-rocka oraz producent. Drugim supportem byli dream-popowi Anteros, również z Wielkiej Brytanii, na czele z charyzmatyczną, utalentowaną wokalistką Laurą Hayden. Podczas występu grupy sala była wypełniona mniej więcej do połowy, mimo to udało się trochę rozruszać publiczność.
ONE OK ROCK na scenę weszli po 21:00 (z dziesięciominutowym opóźnieniem – do wybaczenia). Koncert otworzyli utworem Push Back z najnowszego albumu, Eye of the Storm. Nowy krążek pełen jest optymistycznych, stadionowych kompozycji idealnych do wspólnego śpiewania, z czego zespół zrobił użytek komponując setlistę: pojawiły się na niej utwory Stand Out Fit In (uzupełnione o motywującą przemowę gitarzysty Toru i basity Ryota o tym, jak pięknie można się różnić), Head High (piosenka „światełkowa” – delikatnej pierwszej zwrotce towarzyszyło morze komórkowych latarek), Giants oraz Change. Utwór We Are z albumu Ambitions był świetnym przykładem na to, jak zaangażowani i entuzjastyczni są fani zespołu – w przedniej części sali, gdzie się znajdowałam, widownia śpiewała (i krzyczała) głośniej, niż wokalista Taka Moriuchi.
Pozostając przy temacie wokalisty – Taka jest artystą niesamowicie utalentowanym, co w pełni słychać dopiero podczas występów na żywo. Zmęczenie w ogóle nie dawało mu się we znaki, jego wokal ani razu się nie zachwiał, a w końcówkach utworów Taka wyciągał niezwykle długie, często wysokie nuty. Imponująco wypadał zarówno w utworach balladowych, jak i bardziej energetycznych, takich jak Taking Off czy Jaded.
Wokaliście nie można także odmówić scenicznej charyzmy. Pewnością siebie oraz zdolnościami tanecznymi Taka Moriuchi mógłby obdarzyć kilka osób. Pozostali członkowie zespołu nie pozostawali w tyle. Gitarzysta Toru Yamashita i basista Ryota Kohama, obaj odpowiedzialni również za wokale wspierające, mieli swój moment podczas instrumentalnego interlude. Wokalista na kilka minut zniknął ze sceny, zostawiając panów z gitarami samych sobie, co zaowocowało świetną, osadzoną w ciężkich rockowych klimatach „bitwą” na dźwięki. Nie sposób nie wspomnieć o perkusiście Tomoya Kanki, promiennie uśmiechniętym i ani na chwilę nie zwalniającym tempa.
Całe to szaleństwo nie przygotowało mnie na bombę atomową, którą okazał się być utwór Mighty Long Fall z nieco starszego albumu 35xxxv. Wcześniej słyszałam go zaledwie raz lub dwa, zapoznając się z europejską setlistą ONE OK ROCK. Na koncercie okazał się być prawdziwym wybuchem, utworem zdecydowanie bardziej popularnym wśród fanów zespołu, niż się spodziewałam, porywając do skakania całą publikę, aż trząsł się parkiet. W końcówce Taka zafundował publiczności próbkę swoich umiejętności screamo – w tym momencie dosłownie i w przenośni opadła mi szczęka. To właśnie ten utwór zapętliłam na Spotify tuż po wyjściu z klubu.
Miłość, którą fani darzą ONE OK ROCK, wyczuwalna była w każdym momencie koncertu. Podczas przerwy między utworami zespół postanowił to uczucie odwzajemnić i powiedzieć nam, że jesteśmy amazing – po tym wyznaniu nastąpiło kilka minut ogłuszającego wrzasku i tupania. Podczas bisowego utworu Wasted Nights na scenę trafiła gigantyczna polska flaga przygotowana przez fanklub. Taka Moriuchi powiedział „dziękuję” bardzo ładną polszczyzną, a publikę skandującą „dziękujemy” słyszałam jeszcze w drodze do szatni.
Sądząc po poziomie głośności i entuzjastycznych reakcjach, które miałam okazję zobaczyć w klubie Stodoła, wierni fani zespołu wyszli z imprezy usatysfakcjonowani. ONE OK ROCK swoim występem na żywo zyskali także przynajmniej jedną nową fankę (mnie). Jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, dajcie szansę chłopakom z Kraju Kwitnącej Wiśni, ponieważ grana przez nich muzyka jest na prawdziwie światowym poziomie.

