Ostatni wtorek był zimny i pochmurny, a na warszawskiej Pradze przeważał kolor szary. Wiatr dmuchał bez przeszkód przez gołe konary drzew, podrzucając w górę siatki na pustej ulicy. Kierując się wieczorem w stronę klubu Hydrozagadka widziałam tylko jeden jaskrawy punkcik – czerwoną etykietę Królewskiego w ręce zataczającego się mieszkańca tych okolic.
Takie okoliczności nie nastrajały mnie pozytywnie na koncert debiutanta, mimo że jego piosenki znalezione na Spotify od razu przypadły mi do gustu, co zdarza się niezwykle rzadko, nawet w przypadku moich ukochanych artystów.
Po przekroczeniu progu Hydrozagadki chłód nie ustępował, a w dodatku okazało się, że jestem tam jedynym gościem. Przynajmniej ze znalezieniem miejsca nie było problemu, jednak liczyłam w duchu, że ktoś jeszcze przyjdzie. Usiadłam w pierwszym rzędzie naprzeciwko sceny i zaczęłam czytać książkę, świecąc w ciemności iPhonową latarką. Minuty mijały, a jedyne, co się zmieniało, to piosenki lecące z głośnika. Kilka przeczytanych stron później przyszła wreszcie moja przyjaciółka, a wraz z nią pierwsi „prawdziwi” fani Janna. Zrobił się większy ruch przy barze, pojawiło się kilka osób przy scenie, a wolne miejsca siedzące coraz szybciej znikały.
Wreszcie po godzinie 20:00 muzyka z głośników ucichła, a na podeście pojawił się Jann. Ludzie poderwali się z miejsc i stworzyli niemały tłum pod sceną, reagując ekstazą na (mój ulubiony) utwór „One Missed Call” już od pierwszych jego nut. A później?
Później było tylko lepiej. Muzyk coraz bardziej się rozkręcał i proponował coraz żywsze utwory. Jestem przekonana, że jego możliwości wokalne i kontrola nad głosem na każdym zrobiły ogromne wrażenie, nawet zanim dostrzegło się jego filigranową figurę. Z przyjaciółką zgodnie przyznałyśmy, że poziom tego koncertu znacznie przewyższał oczekiwania wobec piosenkarza, który mimo niewątpliwie znacznego doświadczenia muzycznego, stawia właściwie dopiero pierwsze kroki na scenie. Ten poziom przygotowania i bezbłędnego, czystego śpiewu rzadko spotyka się nawet na dużych festiwalach, a co dopiero na małych występach klubowych w środku tygodnia.
Nie powinno więc dziwić, że tuż po koncercie twórczość Janna udostępniły na Instagramie m. in. Alicja Szemplińska i Ofelia (Iga Krefft), które szczególnie podkreślały emocjonalny wymiar jego muzyki.
Oprócz świetnych utworów i wszechstronnych umiejętności wokalnych, artysta ma jeszcze jedną zaletę – doskonałą znajomość języka angielskiego. Mam nadzieję, że otworzy mu ona wiele dróg na naszym rynku oraz za granicą. Co ważne, Jann nie tylko POTRAFI rozmawiać w dwóch językach, ale również CHCE. Po ostatniej piosence tego wieczoru nie uciekł na górę, tylko wręcz sam zachęcał fanów do rozmowy i wspólnego zdjęcia. Życzę Jannowi wielkich sukcesów i wierzę, że czeka go jasna przyszłość, ale po cichu proszę, aby nigdy nie stracił tej otwartości na ludzi i bycia blisko swoich słuchaczy, które ma teraz. Promise.
Zapraszamy do fotorelacji Kasi Rynkiewicz.

