„Wyznanie” Roba Halforda, wokalisty Judas Priest, to pozornie typowa autobiografia muzyka, który po dekadach spędzonych na scenie, zamierza uchylić rąbka tajemnicy i zaprasza za kulisy swojej kariery. W rzeczywistości, muzyka stoi na drugim planie, bo większość książki to opis zmagań Halforda z samotnością, poczuciem inności czy skrywaną przez lata orientacją seksualną. Dziś „bóg metalu” sprawia wrażenie człowieka spełnionego, żyjącego w poczuciu bezpieczeństwa i stabilizacji i po prostu szczęśliwego czyli takiego, jakim nie był przez prawie 50 lat swojego życia.
Nie spodziewajcie się skomplikowanych technik narracyjnych, szokującego języka i stylu, zapisu rock and rollowego życia za kulisami koncertów na całym świecie. Rob Halford zaprasza nas za kotarę, już na samym początku sygnalizując, że to nie będzie uładzona historia napisana przez zręcznego PR-owca i ghostwritera. „Wyznanie” to historia człowieka, który całe życie zmagał się z samym sobą, ze swoimi demonami, nieszczęśliwego i tłumiącego własne emocje. Zrządzenie losu sprawiło, że był jednym z najbardziej postaci światowej sceny heavy metalowej, nazywanym „bogiem metalu”, uosobieniem maczyzmu i twardości charakteru. Przez wiele lat nikt nie zdawał sobie sprawy, że ten postawny mężczyzna, od stóp do głów ubrany w skórę nabijaną ćwiekami i wjeżdżający na scenę motocyklem, grający (stereotypowo) najbardziej męski gatunek muzyczny, jest tak naprawdę wrażliwcem, szukającym bliskości i miłości facetem, a przy tym gejem, który przez dekady skrywał swoją orientację i tłumił w sobie emocje, co ostatecznie doprowadziło go do próby samobójczej. Jak w wielu takich historiach, tak i w tej, pojawił się alkohol i narkotyki, jednak leitmotivem wszystkiego był brak miłości, po prostu.
Muzykę Judas Priest ukształtowało pochodzenie członków zespołu. Black Country w powojennej Wielkiej Brytanii to zagłębie przemysłu wydobywczego i stalowego, którym stało się jeszcze w XIX wieku. Nie można było tam odetchnąć świeżym powietrzem, jasne ubrania szybko pokrywały się ciemnym osadem, a zwykły spacer przez Walsall, rodzinne miasteczko Halforda, zdawało się pełną przeszkód eskapadą. Tak hartowała się stal – można byłoby określić ten epizod w życiu wokalisty Judas Priest. To właśnie tam Halford zmagał się z nie tylko z niekorzystnymi warunkami życiowymi, ale też poczuciem wyobcowania, samotności i inności, z której stosunkowo szybko zaczął sobie zdawać sprawę. Zahartowanie życiem w trudnym warunkach rzutowało na rys charakterologiczny ludzi pochodzących z Black Country. Nie inaczej było z Robem Halfordem. Wyciągnął z tego cenną lekcję – cokolwiek by się działo, nieważne jak bardzo się dusisz, w jak dużej pułapce jesteś, musisz próbować z tego wyjść. Choćbyś miał odchorować, odkaszlnąć ten szkodliwy pył, musisz się wydostać.
„Bóg metalu” złamał ten paradygmat tylko raz. Podjął próbę samobójczą łykając garść pigułek nasennych, popijając alkoholem. Dziś, patrząc na to z dystansem, podkreśla, że bał się stygmatyzacji. Budował w sobie przekonanie, że lider metalowej kapeli, uosobienie maczyzmu, nie może nagle ogłosić, że jest gejem. „Wyznanie” jest opowieścią o tym, jak zaakceptował siebie jako geja, jak nauczył się bycia w zgodzie ze sobą i otoczeniem wokół, jak oddychać, kiedy wokół wszystko próbuje człowieka zdusić.
Poza wątkami osobistymi nie mogło zabraknąć również wątków muzycznych. Halford opisuje okoliczności dołączenia do zespołu, powstawania pierwszych płyt (jest przy tym szczery wobec jakości tych wydawnictw) czy tras koncertowych. Jak sam przyznaje, z Judas Priest odszedł przypadkiem, w ogóle tego nie chcąc. Przez te ponad czterysta stron zdumiewa jego oddanie dla zespołu, stawianie priorytetów grupy wyżej niż własnych. Romantyczny stosunek Roba do Judas Priest uderza zwłaszcza, kiedy zestawi się jego podejście do współczesnych standardów, gdzie zespoły są traktowane bardziej jako brand, firma, dla której pracuje się w studiu, na koncertach, by potem odłożyć instrument lub mikrofon i zajmować się swoimi sprawami. Halford żył zespołem, wynosił go na piedestał, zrzucając z niego samego siebie, choć był jego znakiem rozpoznawczym. Nie bez znaczenia ma tu na pewno fakt, że Judas Priest stał się dla nieśmiałego chłopaka z Walsall wehikułem do światowej rozpoznawalności, o której nie miał prawa myśleć, przechadzając się po zabrudzonych osiedlach Black Country.
To co pozytywnie zaskakuje to wartkość narracji Halforda. Autor nie buduje sztucznej bariery między sobą i czytelnikiem. Od razu sugeruje szczerość swoich opowieści, budując klimat czasami intymnej, czasami pełnej humoru rozmowy towarzyskiej między bliskimi sobie ludźmi. Zachowuje przy tym chronologię swoich wspomnień, co ułatwia przyswajanie informacji i umieszcza wszystkie jego, dotychczas nieznane, przemyślenia w kontekście ogólnie znanych faktów z biografii Roba i Judas Priest. To duży plus tej pozycji, zwiększający przy tym jej inkluzywny charakter, bo nie jest to książka tylko dla fanów Judas Priest. Mogę ją z pewnością polecić także osobom, które nie słyszały w życiu ani jednej ich piosenki. Będziecie równie mocno smakować tę książkę, jak zdeklarowani fani Judasów.
Rob Halford – Wyznanie. Autobiografia wokalisty Judas Priest, Wydawnictwo SQN, Data premiery: 19 maja 2021
