Site icon All About Music

Jack Savoretti – Written In Scars (2015), recenzja Piotra Krajewskiego

Czwarty album tego 32-latka ujrzał światło dzienne w lutym zeszłego roku. Zdążył pokryć się już złotem w Wielkiej Brytanii, sprzedając się w nakładzie przekraczającym sto tysięcy egzemplarzy. Przyszła pora na oficjalną polską premierę wydawnictwa. Kim jest wokalista i czym zaskoczył tym razem?

Kariera muzyka nie należy do tych najprostszych. Jack Savoretti przekonał się o tym na własnej skórze. Choć przez wielu nazwany kilka lat temu wschodzącą gwiazdą, nie odniósł spektakularnego muzycznego sukcesu, którego tak bardzo oczekiwała wytwórnia. I tu właśnie zrodził się problem. Kryzys w relacji między artystą a własnym menadżerem narastał, aż w końcu sprawa skończyła się w sądzie. 25-letni wówczas Savoretti był coraz bardziej popychany w stronę mainstreamowego świata muzyki. Jak sam później przyznał, nie chciał tego i nie czuł się gotowy. Oczekiwał czegoś zupełnie innego. Chciał zachować swój własny styl oraz miał nadzieję na więcej koncertów. Niestety, wielka wytwórnia miała inny pomysł na jego karierę. Niemal dwuletnia sądowa batalia pochłonęła wszystkie oszczędności zmęczonego już Jacka, a on sam postanowił odsunąć się na bok i skupić się na swojej rodzinie.

Punktem zwrotnym był jego trzeci album Before The Storm, który miał swoją premierę w 2012 roku. Wydawnictwo powstało w najtrudniejszym okresie życia artysty, ale to właśnie dzięki niemu – Savoretti podjął decyzję o powrocie do muzycznego przemysłu. W jednym z wywiadów podzielił się słowami:

Po tym, jak zdecydowałem porzucić muzykę, cała presja zniknęła. Napisałem wszystkie teksty na ten album i przestałem przejmować się rzeczami, które mnie nie dotyczą. Wiem, co potrafię. Nauczyłem się przede wszystkim skupiać na tym. Porzuciłem wiele złych myśli na temat tego przemysłu. Nie podobało mi się to, co widziałem, czego doświadczyłem i jak byłem traktowany.

Sprawy zaczęły wracać na właściwe tory. Jack nawiązał nowe znajomości oraz rozpoczął pracę ze znanymi producentami: Matty Benbrookiem (Paolo Nutini) i Samuelem Dixonem, współpracującym od wielu lat z Christiną Aguilerą (album Bionic), Sią (m.in. album We Are Born) czy Adele (Set Fire To The Rain, Love In The Dark). Wspólnymi siłami stworzyli trzynaście nowych kompozycji.

Album Written in Scars to mieszanka akustycznego popu i folku z mocniejszymi rockowymi oraz bluesowymi elementami. Wszystkie utwory tworzą wspólnie bardzo przyjemny klimat, dzięki czemu płyta sprawia wrażenie lekkiej w odbiorze. Fani tradycyjnych gitarowych dźwięków mogą liczyć na dużo dobrego. Niemal cały album oparty jest na czystym brzmieniu tego instrumentu. Subtelne Broken Glass, Wasted i Nobody Cept You (cover Boba Dylana) zachwycają minimalizmem oraz ciepłem. Wyeksponowany wokal Jacka brzmi łagodnie tworząc intymny nastrój.

Tak, głos tego muzyka zasługuje na szczególne uznanie. Wyjątkowo delikatny, a jednocześnie szorstki o intrygującej barwie pozostaje na długo w pamięci. Trudno jest przejść obok niego obojętnie. Utwory Written In Scars, Home czy Tie Me Down szybko potwierdzą moje słowa. Savoretti ma znakomite umiejętności wokalne i co najważniejsze – potrafi je wykorzystać.

Krążek jest doskonale skomponowany, a utwory ciekawie się rozwijają. Akustyczne brzmienie współgra niezwykle dobrze z dźwiękami typowo rockowego instrumentarium. Wiele momentów na tym albumie może niektórym kojarzyć się z twórczością Paolo Nutini, George’a Ezry czy Jamesa Baya. Taka różnorodność dodaje uroku i zainteresowania całej płycie. Back To Me łączy w sobie dźwięki pianina oraz gitary, a The Other Side of Love czy Back When I Belong to już ukłoń w stronę nieco szybszych brzmień.

Jeden utwór zdecydowanie się wyróżnia. Mowa o kapitalnym Catapult. To piękna, pełna emocji ballada, w której muzyk prezentuje swój świetny wokal i liryczny talent. Zdecydowany standout track z całego albumu. Chwyta za serce.

Jack Savoretti nagrał kolejny dobry, solidny album. Wydawnictwo może nie jest czymś rewolucyjnym, ani nie wprowadza nic nowego czy niezwykłego do świata muzyki, ale nie to jest tutaj najistotniejsze. Zwyczajnie i po ludzku cieszę się, że wokalista znalazł swój wewnętrzny spokój oraz powrócił w świetnym stylu, mówiąc wszystkim: wciąż jestem ciekawy muzycznego świata! Udowadnia tym albumem, że warto nadal tworzyć akustyczną muzykę, pełną przyjemnych dla ucha melodii i słodko-gorzkich tekstów. Polecam. Od początku do końca.

Exit mobile version