Site icon All About Music

Izabela Szafrańska – Z Bursztynu (2019), recenzja Sebastiana Torbicza

Kojarzyć ją możecie z muzycznych programów telewizyjnych takich jak Must Be The Music oraz The Voice of Poland. W pierwszym dotarła do finału, zaś w drugim z nich, również odniosła spory sukces dochodząc aż do półfinału. Iza Szafrańska, bo o niej mowa ze sceną muzyczną związana jest o wiele dłużej. Wbrew pozorom, mimo iż może jeszcze nie ma tak dużej rozpoznawalności, posiada już ogromne doświadczenie. Koncertowała na wielu scenach w kraju jak i zagranicą.

Izabela jest absolwentką kulturoznawstwa, co też wiąże się poniekąd z jej zainteresowaniami muzycznymi. Warto tutaj wspomnieć, że swoją poważniejszą muzyczną ścieżkę, zaczynała od śpiewania w zespole El Saffron, którego była liderką i założycielką. Projekt ten tworzyła razem ze swoimi siostrami, wykonywały one muzykę żydowską i sefardyjską. Niestety zespół aktualnie już nie istnieje, a szkoda, bo dziewczyny tworzył piękną dla ucha muzykę. Wracając do samej Izy, trzeba podkreślić jej zainteresowania muzyczne. W zasadzie, odnajduje się ona w każdym stylu muzycznym. Wykonuje muzykę żydowską, piosenkę poetycką, aktorską, nie są jej obce również popowe brzmienia w delikatniejszej odsłonie. Chociaż, kto wie, być może w niedalekiej przyszłości wyda album z nieco bardziej rozrywkowymi utworami.

Z Bursztynu jest jej debiutanckim albumem solo. Ukazał się on w listopadzie ubiegłego roku. Znalazło się na nim 12 kompozycji do których muzykę stworzył wybitny aranżer i kompozytor Marcin Partyka, mający na koncie współpracę z wieloma polskimi artystami. Co ciekawe, teksty do każdego z utworów zostały napisane przez innego autora. Tworzyli je m.in Jan Kondrak, Marcin Partyka, Katarzyna Walentynowicz, o. Wacław Oszajca, a także sama Iza do utworu Miałaś być. Album ten nie jest nastawiony na odbiór mainstreamowy. Kompozycje są bardzo stonowane i emocjonalne. Można w nich dojrzeć różne odcienie miłości, ale także to, co gra w duszy artystki.

Krążek otwiera utwór Stromą granią. Muszę przyznać, że jest to moja ulubiona kompozycja. Jeśli chcecie poznać Izę i to jaka jest jej artystyczna odsłona, wystarczy posłuchać właśnie tego utworu. Mamy tu mieszankę tekstu poetyckiego z muzyką brzmieniem ukierunkowaną trochę w rejony bliskie sercu artystki, czyli w muzykę żydowską. Delikatnie płynące dźwięki fortepianu, i nadający rytm kontrabas tworzą razem piękne tło. Uroku dodają instrumenty dęte oraz smyczkowe. Pod koniec utworu mamy instrumentalny bridge w żywszym tempie, jako wisienkę na torcie. Do utworu powstał również malowniczy teledysk.

Kolejna kompozycja, Po drugiej strunie lustra, do tekstu autorstwa Małgorzaty Wojciechowskiej, to również muzyczna uczta, podobnie jak większość utworów. Delikatna barwa głosu Izy w nieco niższych rejestrach. Pokazuje tutaj, jak świetnie potrafi operować swoim wokalem. Kołysanka z dna… DNA, jest utworem bardzo emocjonalnym. Da się to wyczuć w łamiącym się głosie artystki, pojawia się także lekkie vibrato. Kompozycja oparta jest na zapętlonej melodii fortepianu, uważam, że tyle w zupełności wystarczyło.

Kolejnym z moich faworytów jest utwór Tajemne tatuaże. Prym wiedzie tutaj melodia grana przez gitarę klasyczną. Tekst do piosenki tej, napisał Jan Kondrak, który jest osobą ważną dla Izy w jej muzycznej ścieżce. To on zaraził ją do tego typu muzyki (piosenka poetycka, aktorska). Oprócz wokalu, urzekło mnie w tej kompozycji świetne solo na gitarze. Jak widać, do spokojnego utworu można zmieścić taki „smaczek”. Brzmieniem, znów przypomina trochę muzykę klezmerską.

Innymi kompozycjami, o których warto wspomnieć są także utwory Miałaś być, Aniele Słabych oraz Bursztynowa Królowa. Pierwszy z nich jest ważny dla Izy, ponieważ sama napisała do niego tekst. Był to jej debiut literacki, który można uznać za udany. Aniele Słabych z kolei było jedną z pierwszych zapowiedzi albumu. Ostatni z wymienionych zamyka cały album i jest jego ukoronowaniem. Od pierwszych dźwięków w ucho zapada hipnotyzująca melodia grana przez fortepian.

Pomimo tego, że album ten jest odmienny od większości obecnie wydawanych przez artystów, ukierunkowany w kierunku koneserów muzyki i słowa, a nie mainstreamu należy go moim zdaniem docenić. Właśnie to świadczy o jego wartości. Nie łatwo jest stworzyć spójny album, pokazujący różne oblicza miłości, różne historie. 12 piosenek, 12 różnych autorów słów, a mimo to, nie da się wyczuć tutaj braku spójności. Wszystko ładnie, składa się w muzyczną opowieść. Ukłony w stronę Marcina Partyki, za tak piękną warstwę muzyczną i pokazanie możliwości wokalnych artystki. Na przekroju całego albumu Izabela pokazuje jak potrafi operować swoim głosem i jak szeroka jest jego skala. Minusem, do którego można się przyczepić, jest fakt, że album ukazał się tylko w wersji fizycznej. Niestety, nie trafił do żadnego z serwisów streamingowych. Ciekawi mnie natomiast, jaka będzie kolejna odsłona muzyczna artystki. Była już muzyka żydowska, piosenka poetycka i aktorska, więc.. teraz chyba czas na nieco bardziej popowe brzmienie, którego zalążkiem był jej najnowszy singiel Wstań. Na koniec zachęcam do zapoznania się z twórczością tej artystki i śledzenia jej muzycznej drogi, bo z każdym kolejnym singlem, mam nadzieję, że będzie co raz bardziej rozpoznawalna.

Exit mobile version