Czekałam na ten album niecierpliwie. Isle of Love to album, który wciąga swoim klimatem od pierwszych dźwięków. Dobra i co ważniejsze polska muzyka. Koniecznie posłuchajcie!
Isle of Love tworzą Adam Słomiński, Tomasz „Ragaboy” Osiecki, Marcin Żabiełowicz, Marek Twardowski i Marcin Bocian. Zespół powstał we wrześniu 2014 roku. W maju tego roku ukazał się debiutancki krążek zespołu pod tym samym tytułem. Patrząc na materiał, jaki panowie zawarli na tym albumie, tytuł jest niezwykle adekwatny. Wyspa miłości, którą stworzyli to przepełniony delikatnością i spokojem zbiór 8 kompozycji. I w tym miejscu pada mój jedyny zarzut pod kierunkiem tego krążka. Dlaczego tylko 8 utworów? To zdecydowanie za mało, gdyż takiej muzyki chce się słuchać w nieskończoność. W sumie nic dziwnego, że od jej premiery przesłuchałam albumu kilkanaście razy i ciągle nie mam dość. Za każdym kolejnym odsłuchem można wyłapać nowe smaczki, skupić się na rożnych aspektach. Isle of Love to przede wszystkim kojące dźwięki. Ta płyta leniwie płynie, zabiera nas w spokojne krainy i pozwala się zrelaksować. Co jakiś czas przerywnik stanowią nieco pogodniejsze i bardziej żywe dźwięki, jak chociażby w utworze Dom jest.
Szkielet albumu stanowią dźwięki gitary. To na niej oparta jest cała aranżacja. Miejscami dochodzą inne instrumenty, które świetnie ze sobą brzmią. I takm usłyszymy fortepian, skrzypce czy rytmiczne werble. Warstwa liryczna jest nieoczywista. Panowie opowiadają o miłości, przemijaniu, stracie i godzeniu się z odejściem innych. Całość dopełnia charyzmatyczny wokal Adama Słomińskiego, który jest ciepły, ale potrafi być też zadziorny. Na albumie mamy tylko 8 utworów, dlatego trudno wybrać najlepszy. Moim faworytem jest singlowy utwór Dom jest oraz Powietrza jakby mniej. W Eni, które wieńczy album zauroczył mnie nieco psychodeliczny i mroczny klimat, a w Czuwaniu świetny tekst traktujący o relacjach damsko-męskich. I właściwie w każdym z utworów jest coś charakterystycznego. Najlepiej jeśli w zaciszu swojego domu sami odkryjecie urok tego krążka.
Isle of Love to idealnie wyważona mieszanka różnych dźwięków, która jest spójna i harmonijna. Panowie postawili na naturalność i prostotę i okazało się to strzałem w dziesiątkę. Jeśli szukacie muzyki, która ukoi was po ciężkim dniu najlepiej włączcie Isle of Love i przenieście się na wyspę miłości. Kibicuję temu projektowi i mam nadzieję, że uda im się dotrzeć do szerokiego grona odbiorców. To naprawdę dobra, polska muzyka. Na koniec muszę jeszcze wspomnieć, że również okładka przyciąga uwagę i idealnie pasuje do materiału, który reprezentuje.

