Site icon All About Music

Isaac Gracie – Isaac Gracie (2018), recenzja Justyny Rojek

Jego debiutancki utwór Last Words i porównania do wczesnej twórczości James Bay’a, a nawet samego Jeffa Buckley’a, od razu przyprawiły rynek muzyczny o szybsze bicie serca. Z dnia na dzień z nikomu nieznanego muzyka, oferującego (tylko!) akustyczne granie, Isaac Gracie stał się nowym brytyjskim objawieniem. Niedawno ośmielony sukcesami swoich epek pokusił się o wydanie pierwszego długogrającego albumu. A skoro potencjał już potwierdził, warto się przekonać, czy na debiucie go nie zabrakło.

23-letni piosenkarz i tekściarz od najmłodszych lat występował w katolickim chórze Ealing Abbey. Odkrył jednak moc gitary i zaczął komponować amatorskie nagrania w zaciszu swojej sypialni. Twórczość Isaaca trafiła do sieci i bardzo szybko zapewniła mu kontrakt z dużą wytwórnią płytową. W pierwszej kolejności powstały trzy, niezwykle surowe mini-albumy. W tym roku dorobek piosenkarza poszerzył się o debiutanckie wydawnictwo Isaac Gracie. Płyta jeszcze przed premierą wzbudziła niemały szum medialny, więc również oczekiwania względem muzyka wzrosły. Sam Isaac wspomina ten czas jako cenną lekcję życia:

Na przestrzeni tych dwóch lat, kiedy nagrywałem płytę, nauczyłem się więcej o sobie i muzyce niż w moim życiu sprzed tego okresu. To był największy test jakiego kiedykolwiek się podjąłem i kręta podróż, której nie zapomnę.

Wydaje się, że po trzech epkach piosenkarz powinien być na tyle zaprawiony w bojach, by na debiucie prezentować tylko świeży i przebojowy materiał. W rzeczywistości jednak ponad połowę płyty stanowią kompozycję z wcześniejszej aktywności Isaaca. Czyżby Brytyjczyk poszedł na łatwiznę? Niekoniecznie. Piosenki utrzymane w akustycznej stylistyce z mini-albumów na debiutanckim wydawnictwie otrzymały drugie życie. Otwierający całość kawałek Terrified w nowej aranżacji zyskuje na mocniejszych refrenach, pełnej instrumentacji i imponującym wokalu Gracie. W podobnym duchu zostaje odświeżona przepiękna ballada Last Words. Jej pierwotna wersja, pomimo słabej jakości dźwięku, jako pierwsza zwróciła uwagę całego świata na twórczość piosenkarza. Na debiutanckiej  płycie potencjał ballady jest powtórnie wykorzystany. Sekcja skrzypiec, lekki chór w tle, tyle wystarczy, aby uzyskać dodatkowy wymiar emocjonalny. Tym bardziej, że największe poruszenie niesie sam głos Isaaca potężny i jednocześnie kruchy, w połączeniu z poetyckimi tekstami o miłości, tworzy wyjątkową kombinację. Podobnej dozy emocji można się spodziewać po zupełnie nowym materiale z płyty. That Was Then, When You Go to kompozycje, które chwytają za serce swoją prostotą i szczerością. Chwilę później dochodzi niezwykła lekkość i swoboda za sprawą Hollow Crown, czy też istna magia kryjąca się pod postacią Reverie – kompozycji z największą ilością streamów na Spotify. To przepiękna ballada, w której drżący głos Isaaca z chóralnym wsparciem poruszy dogłębnie każdego.

W miarę oczywisty kierunek na płycie zmienia swój bieg za sprawą jednego utworu. The Death Of You & I to pełne zaskoczenie. Piosenka z początkiem nawiązującym do surowych klimatów z epek (i posmakiem tajemniczości) niespodziewanie eksploduje w hard-rockowe refreny. Isaac staje tutaj przed niepowtarzalną szansą, aby ujawnić cięższą stronę wokalu i odważyć się na więcej eksperymentu. Urozmaicenie na płycie niesie również Running On Empty. Kompozycja z mainstreamowym potencjałem to rzadkość w wydaniu piosenkarza. Energiczne refreny podkręcane elektryczną gitarą i skoczną perkusją potwierdzają, że muzyk trzyma coś jeszcze w zanadrzu na kolejną płytę.

Isaac Gracie nie musi wkładać wiele wysiłku, aby zachwycać i równocześnie poszerzać grono swoich odbiorców. Wystarczy akustyczna gitara i melodyjny śpiew, a piosenki same wpadają w ucho. Podobnie jest na debiutanckim albumie. Piosenkarz nie kombinuje z brzmieniem, tylko dopieszcza je subtelnym instrumentarium pozostając przy tym niezmiennie sobą. Gracie jest doskonałym przykładem na to, że w muzyce czasami tak niewiele potrzeba do szczęścia.

Exit mobile version