Site icon All About Music

Irlandzki zespół Kodaline wystąpił w warszawskim Palladium. Relacja Karoliny Babik

Po rocznej przerwie specjaliści od wzruszających ballad i teledysków wrócili do stolicy Polski. W ramach trasy promującej najnowsze wydawnictwo- Politics of Living– odwiedzili także Kraków. Oba koncerty w naszym kraju zostały wyprzedane. Jak Panowie wypadli w trakcie kolejnej wizyty Warszawie?

Jako support na scenie pojawił się solowy wykonawca- Ryan McMullan. Pierwsze skojarzenie? Ed Sheeran! Gitara, pianino, wokal. Do tego teksty oczywiście o miłości. Minimalizm, ale nie zanudzający. Ryan szybko nawiązał kontakt z publicznością, co często bywa trudne dla muzyków pełniących rolę supportu. Ponadto świetnie wpisał się charakterem swoich delikatnych utworów w cały koncertu.

O 20 scenę przejęli Panowie z Kodaline. Po raz pierwszy wysłuchałam ich na żywo w trakcie Orange Warsaw Festival w 2017 roku. Było całkiem przyjemnie, ale ustalenie koncertu tej grupy na godzinę 17 było ogromnym błędem. Klimat utworów dużo na tym stracił, co tylko potwierdził niedzielny koncert w Warszawie.

Nowy album grupy wywołał małą burzę wśród fanów, którzy „zaczęli tęsknić za starym Kodaline”. Po wieczorze w Palladium śmiało mogę stwierdzić, że nie ma za czym tęsknić, bo jak tęsknić za czymś, co nadal jest z nami?

Występ zdominowała najnowsza płyta. Panowie zagrali z niej utwory takie jak Follow Your Fire, Shed a Tear, Angel, czy przepiękne Brother. Nie zabrakło również piosenek pochodzących z poprzednich wydawnictw, takich jak Honest, Love Like This, Brand New Day.

W trakcie piosenki The One Stephen zaprosił na scenę fankę, która ją z nim zaśpiewała. Duet wypadł pięknie i na pewno na długo będzie wspaniałym wspomnieniem dla dziewczyny.

Pozostając w temacie publiczności, bywałam już na niejednym koncercie, ale taka znajomość tekstów przez fanów, jak w trakcie niedzielnego koncertu w Palladium, nie zdarza się często. Śpiewali oni wraz z zespołem każdy utwór, zarówno zwrotki i refreny.

Nie zabrakło jednak także osób, które nie do końca wiedziały jak na występie się zachować. Kiedy ludzie pojmą, że nagrywanie CAŁYCH piosenek raczej nie ma większego sensu i może przeszkadzać innym? Robienie sobie sesji zdjęciowej z flashem w trakcie występu? Wykrzykiwanie na cały klub „ALL I WANT”, jakby zespoły grały kawałki na zawołanie? Serio?

Co do ostatniego, oczywiste zresztą było, że zarówno All I Want, jak i High Hopes nie zabraknie. Utwory te zamykały koncert i z pewnością były jednymi z najbardziej oczekiwanych przez większość fanów. W końcu to one przyniosły grupie popularność kilka lat temu.

Podsumowując – Kodaline to zespół, którego warto wysłuchać na żywo chociaż raz. Wzruszające kawałki równoważą się z tymi nieco bardziej energicznymi. Warto jednak pamiętać o tym, że w przypadku tej grupy główną rolę pełnią słowa i wokal. Nie ma tu popisowych partii instrumentalnych. Co nie jest złe, bo na swój sposób wyróżnia Panów spośród większości współczesnych twórców.

Exit mobile version