Site icon All About Music

Irena Santor – Delicje z podwieczorków przy mikrofonie (2013), recenzja Szymona Jaremy

 Niezwykle interesujące wydanie Delicje z podwieczorków przy mikrofonie zaserwowane nam przez producenta jest scaleniem w jeden album piosenek Ireny Santor, które były nadawane w latach 60 i 70 w satyrycznej audycji „Podwieczorek przy mikrofonie” na antenie Polskiego Radia. Jest to bardzo obszerna kompilacja, bowiem w skład albumu wchodzi kilkadziesiąt utworów rozłożonych objętościowo na trzy płyty cd. Dodatkowo można na krążkach uświadczyć komentarze prezentera radiowego, które pojawiają się sporadycznie pomiędzy różnymi wykonaniami. W skład wydania wchodzi również książeczka, w której możemy zapoznać się z wywiadami przeprowadzonymi przez Marię Szabłowską z Ireną Santor i Zbigniewem Korpolewskim, a także z Januszem Sentem. Oferowane zestawienie pieśni Ireny Santor jest niesamowitą perełką artystyczną, której zawartość określiłbym już nawet nie jako zachwycającą, lecz jako wzbudzającą bezgraniczną gloryfikację w obliczu niezrównanego talentu tej rewelacyjnej wokalistki.

Każdy z krążków rozpoczyna się ścieżka wstępną zatytułowaną Sygnał podwieczorku, która zawiera swingową melodię wygrywaną na klawiszach oraz narracyjną zapowiedź wygłaszaną przez Mieczysława Pawlikowskiego. Komentarze prezentera świetnie podkreślają atmosferę tamtych czasów, która wypływała z audycji nadawanych w kawiarni Stolica w Warszawie. Pomaga to słuchaczowi doskonale przeżyć ten klimat dawnych lat. Wspomniana jest np. osiemnasta rocznica wyzwolenia Warszawy spod niemieckiej okupacji, gdy zapowiadana jest piosenka Pokaż mi jeszcze raz Warszawę. Jak też pamiętamy, lata 60 i 70 były w naszym kraju okresem trwania PRL-u, zatem nie powinny również dziwić uwagi prezentera np. odnośnie braku własnych odbiorników u wielu polskich radiosłuchaczy. Pawlikowski nazwał Irenę Santor ptaszkiem, który wyfrunął z klatki Mazowsze i zaczął śpiewać samotnie. Określił nawet artystkę mianem Słowika Warszawy. Czytelnicy obeznani z dorobkiem wspomnianej wokalistki wiedzą zapewne, że była ona najpierw piosenkarką w folkowym zespole Mazowsze, zanim zaczęła karierę solową w muzyce rozrywkowej. Jako ciekawostkę chciałbym dodać, że pani Irena miała za czasów Mazowsza niecodzienne perypetie życiowe, bowiem występowała przed Mao Zedongiem oraz przed Józefem Stalinem. Nietrudno się dziwić, iż wspomina te okoliczności bardzo nieprzyjemnie. Abstrahując już jednak od tych nieprzychylnych historii, to niezależnie od tego czy wokalistka wiodła karierę związaną z Mazowszem, czy też inicjowała występy samodzielnie, zawsze pokazywała ten sam zakres niebywałych umiejętności artystycznych.

 Nie ulega żadnym wątpliwościom, iż Irena Santor jest kultową już i niewiarygodnie prężną artystką, która wpisała się swą sławą wśród słuchaczy jako piosenkarka rozporządzająca gibkim i potężnym zapędem wokalnym. Jej unikalna i piękna barwa głosu została przez odbiorców określona jako kryształowa, na co miała wpływ jej fenomenalnie czysta jakość dźwięku wzmożona przez rozległe konfiguracje tonów. Biegle wykorzystywany Mezzosopran, który wydostaje się z krtani piosenkarki, ma niebywale oszałamiającą siłę urzekania, a jego mnogie partie vibrato (są one łatwo wychwytywane np. w takich utworach jak Byłeś sam czy To właśnie Warszawa) powodują silne wzruszenia emocjonalne w samym centrum mojego serca. Mamy okazję słuchać głosu artystki dryfującego po niezmierzonych obszarach dźwięcznych artykulacji, wkracza on swoją barwą na rozmaite poziomy manifestacji. Możemy np. zapoznać się z wesołą i skoczną oprawą wokalnych zdolności pani Ireny, którą charakteryzują się takie utwory jak np. Jeszcze nie wiem, To może przyjść czy Jutrzejsza miłość. Nie zabrakło tu również bardziej melancholijnych artykulacji, które z kolei przewijają się przy piosenkach Nikt nie powie za Ciebie, Umiałabym Cię pokochać, Jak odnaleźć twój ślad czy Gdzie jest ta nasza miłość. Na niektórych piosenkach śpiew wokalistki wręcz kipi niespotykaną aurą enigmatyczności i stanowi jakby prowadzenie ku niedefiniowalnej tajemnicy. Takie nadzwyczajne wrażenie wywołały we mnie np. Byłeś sam, Na Majorce, Ballada o dwóch zegarach, Przyleciała miłość ptakiem czy Szczęście jest szybsze. Możemy na albumie wyróżnić zarówno nutki pełnie płomiennego sentymentalizmu (np. Powracająca melodyjka, Nie chodź miły nad Wisłę, Nocami i Dniami, Tak daleko odeszliśmy, Wiem, że to miłość), jak i te przesiąknięte energiczną werwą (Nie traćmy ani chwili, Zaczekajmy z tą miłością, Kowalem swego szczęścia każdy bywa sam). Artystka doskonale potrafi operować swoim głosem zarówno na częstotliwościach niższych (np. przy wykonaniu Ona nie ja, Miło wspomnieć czy Byle by cię chłopcze mieć) , jak i wchodząc na nieco wyższe fazy śpiewu (Skąd idziesz, Będę z Tobą). Dla mnie osobiście głos Ireny Santor jest jednym z najwspanialszych dorobków polskiej muzyki, ta artystka obok tragicznie zmarłej Anny Jantar jest najwybitniejszą piosenkarką należącą do naszej narodowości. Nie będzie ani odrobiny przesady w nazwaniu pani Ireny nieśmiertelną ikoną sztuki śpiewanej, a osobiście to bardzo brakuje mi takiej niespotykanej atmosfery i niezwykłej emocjonalności w utworach wykonywanych przez bardziej nowoczesne polskie wokalistki.

http://youtu.be/gwVh_lVaQq0

Oferowane przez producenta utwory składają się na bardzo rozległą klasyfikację, mamy tu do czynienia z nadzwyczaj bogatą estetyką muzyczną i możemy odnaleźć w omawianym albumie wiele artystycznych inspiracji. Są tu np. elementy tanecznej rytmiki ustylizowanej na gatunek tango, co też możemy unaocznić np. w takich piosenkach jak włoskie Tango Italiano, To miłość się spóźniła; Siedzisz obok, pytasz grzecznie czy częściowo nawet w Przecież mój nie gaśnie dzień. Na krążkach pojawia się również dużo wykonań trzymających się smooth jazzowych obszarów dźwiękowych (np. Mieszkamy na hożej, To właśnie Warszawa, Chłopcy są wciąż tacy sami). Występujące w tych kawałkach wspaniałe rytmy taneczne uwarunkowane bogatym rozprowadzaniem tonów wypływających z umiejętnie wklepywanych klawiszy pianina oraz swingowe udziały instrumentów dętych wzbogacają pieśni o niesamowite efekty melodyczne. W repertuarze naszej wokalistki pojawiają się nawet greckie inspiracje kulturowe, które możemy uchwycić słuchając kawałków Nie ciesz się albo Dziękuję Ci moje serce skomponowanych przez Morakisa, czy też piosenki Nadleciał wiatr mającej cechy muzycznego stylu zorba. Na albumie są również możliwe do unaocznienia wpływy sztuki francuskiej, na pierwszej płycie pojawił się np. utwór Nie, nie zal mi, który jest coverem pamiętnej piosenki Non, Je Ne Regrette Rien wykonanej przez Edith Piaf.  Z kolei Uśpiona fontanna była zainspirowana kompozycją francuskiego artysty Emila Sterna, a Pocałunek jest polskim przekładem utworu Till zaprojektowanego przez Charlesa Danversa (skomponował on również wspomnianą pieśń Non, Je Ne Regrette Rien).  Dodatkowo jeden z zaprezentowanych utworów został przygotowany przez radzieckiego kompozytora (Piosenka o sąsiedzie). Nieco rytmiki typowej dla rosyjskiej ludowości można też uświadczyć na piosence To samo słońce. Wreszcie mamy również dzieło austriackiego kompozytora Udo Jurgensa zatytułowane Wielkie Pożegnania. Trzeba też dodać, iż album pełen jest cudownych dźwięków pianina, które wywołują w umyśle niebywałe poruszenia pełne niecodziennych impresji. Nie można nie pogrążyć się w zachwycie odsłuchując np. takich wybornych kawałków jak Siedem dni, Jesteś mój tylko mój, Żebyś mógł uwierzyć, Laj laj laj, Powracająca melodyjka czy Zakochani czekają na maj. Mamy okazję również podziwiać bardzo udane zagrywki wibrafonu (np. Nalej mi wina, Zapamiętaj, że to ja; Ktoś na mnie czeka) wspomagające wykwintne udziały klawiszy. Na albumie pojawiają się także odgłosy gitar basowych oraz kontrabasów (szczególnie wyczuwalne m.in. na Wiem, że jesteś, To miłość się spóźniła, Szczęście jest szybsze, Od paru dni wciąż Ty, Trafiło i na mnie). Dodatkowo możemy gdzieniegdzie nacieszyć uszy bardzo skromnymi odgłosami gitary akustycznej, które są wyjątkowo silnie zaakcentowane przy Umiałabym Cię pokochać. Wreszcie mamy na trzeciej płycie dołączone bonusowo dwie polskie kolędy ludowe Jam jest dudka oraz Oj, Maluśki, Maluśki, które zostały wykonane równie starannie i umiejętnie jak i pozostałe utwory. Udział w całym wydaniu zarówno kompozytorów, którzy powołali do istnienia nietuzinkowe melodie, jak i wspaniałych muzyków wykonujących podkład instrumentalny dla wyśmienitego śpiewu Ireny Santor odznaczył się wspaniałą maestrią artystyczną.

http://youtu.be/Sl1xmEBjN18

Bardzo ciekawym i sentymentalnym utworem Ireny Santor jest Piosenka o sąsiedzie, którego losy w przeszłości odrobinę się poplątały wśród historycznego pyłu różnych okoliczności. Chciałbym tu na moment pogrążyć się w pewnej dygresji. Nie wiem, czy czytelnicy zdają sobie z tego sprawę, ale piosenka Wasted, którą wykonała Maggie w Gdyni w noc sylwestrową, nie jest wbrew pozorom coverem utworu Da Bop rozpowszechnionego przez grupę WTF!, czy też luźnej dyskotekowej interpretacji Shazzy pt. Historia pewnej miłości. W rzeczywistości historia tej piosenki sięga o wiele głębiej w przeszłość. Utwór będący prototypem dla tych nowoczesnych inspiracji został pierwotnie skomponowany przez rosyjskiego inżyniera z leningradzkiej fabryki Dymitra Potiomkina, a nagrany został najsampierw przez Mikhaila Butmana w 1965 r. Kilka lat później ten kawałek został wykonany m.in. przez rosyjską artystkę Editę Piekhą i zatytułowany Nash Sosed (Nasz Sąsiad). Podobno Edita stanowiła bezpośrednią inspirację dla Dymitra podczas przygotowywania tego słynnego numeru, a po zdobyciu przez utwór dużej popularności, kompozytor osobiście dziękował tej artystce za jej wkład w rozpowszechnieniu tego dzieła. Potiomkin z wdzięczności ofiarował wokalistce olbrzymi dywan mający symbolizować dostatniość, którą dzięki niej osiągnął. Mniej więcej w tym samym czasie Irena Santor zaśpiewała swoją interpretację tego kawałka, który w jej wykonaniu obrał tytuł Piosenka o sąsiedzie. Utwór był również zaprezentowany przez Nadię Skowrońską podczas IV Festiwalu Piosenki Radzieckiej w Zielonej Górze w 1968 r. Tutaj jednak trudno już ustalić jakiś perfekcyjny porządek chronologiczny, gdyż wzmianki o wzajemnych wpływach nie są do końca jasne. Tak czy inaczej, piosenka wydana została później przez panią Irenę jako singiel razem z utworem Tych lat nie odda nikt w 1970 roku. Posłuchajmy jakim przepięknym kawałkiem jest pieśń stanowiąca zalążek dla inspiracji, dzięki którym Margaret powołała swoje najnowsze wykonanie do życia. Piosenka o sąsiedzie jest absolutnie bezkonkurencyjnym dziełem sztuki, po wysłuchaniu którego może pozostać tylko intensywny podziw wobec niespotykanego talentu pani Santor.

http://youtu.be/O8JHgGVWAP0

 Długo rozmyślałem nad oceną i nad ewentualnymi wadami tego materiału, ale ciężko było mi do czegokolwiek się krytycznie ustosunkować. Piosenki są genialne, wydanie pierwszorzędne, muzyka niecodzienna, zestawienie bardzo obszerne, natomiast głos pani Santor potrafi perfekcyjnie wejść na rozmaite poziomy skali dźwiękowej. Z kolei treść liryczna wszystkich wykonań jest pełna głębokiego przekazu i powoduje poetyckie i emocjonalne uniesienia mojej duszy. Mimo, że próbowałem zachowywać maksymalny radykalizm przy punktacji, to po prostu nie byłem w stanie ocenić tego albumu niżej. Jedyne czego bardzo mi brakowało na proponowanym wydaniu, to trzech wspaniałych pieśni pani Ireny Santor, które wpisują się w i tak rozległy poczet moich ulubionych kawałków artystki. Są to Już nie ma dzikich plaż, Tych lat nie odda nikt oraz Powrócisz tu, zwłaszcza ta ostatnia piosenka ma dla mnie bardzo duże znaczenie, gdyż porusza temat oddalenia od swojego kraju i tęsknoty za własną ziemią, a długotrwałe życie emigracyjne jest mi znane z autopsji. Gdyby producent dodał te piosenki jako bonus do całości, to wydanie byłoby wręcz perfekcyjne. Nie mniej jednak, jest to bez najmniejszych wątpliwości ponadczasowa kompilacja artystyczna i z pewnością stanowi jeden z najważniejszych elementów mojej muzycznej kolekcji.


Exit mobile version