Za nami trzecia edycja Inside Seaside. Ani chłodna jesienna aura, ani deszcz nie były w stanie ostudzić atmosfery – Gdańsk znów rozpalił się od muzycznej energii. Już wiadomo, że wydarzenie powróci w dniach 13–14 listopada 2026. A jak wyglądała tegoroczna odsłona?
W dwa dni Inside Seaside zgromadził tysiące uczestników i wypełnił hale AmberExpo po brzegi. Na trzech scenach wystąpili m.in. Franz Ferdinand, King Gizzard & the Lizard Wizard, Royel Otis czy The Kills, przyciągając tłumy słuchaczy w każdym wieku: od maluchów w słuchawkach ochronnych, przez młodzież, po pełną wigoru grupę silver. Również tegoroczny repertuar był prawdziwym kalejdoskopem gatunków: alternatywa spotkała się z rockiem, jazz z elektroniką, a pop z folkiem.
Festiwal otworzył zespół metro, który wyznaczył ton dalszej części wydarzenia – autentyczny, bezkompromisowy i emocjonalny. W tym duchu wypłynęła także Ofelia, której energia porwała publiczność. Kolejne występy tylko podkręcały tempo. Pink Freud po przerwie wrócili na scenę z jazzowo-rockową mieszanką. Ich momentami abstrakcyjna, momentami hipnotyzująca, ale nieprzerwanie porywająca eksplozja dźwięków łącząca alternatywne wyżyny była prawdziwą petardą. A Boleros Y Masecki zabrali publiczność w teatralną podróż po klasykach, jak wskazuje nazwa, boleros. Owacje przy zapowiedzi ich 12-minutowej aranżacji walca wenezuelskiego mówiły same za siebie.
Na scenie pojawili się również Fisz Emade Tworzywo, świętujący 25-lecie działalności, Altin Gün z psychodelicznymi, wschodnimi brzmieniami i Liana Flores, która otworzyła bramy folkowego dream popu. Taneczną skandynawską energię przywiozła Sigrid, która zaprezentowała materiał z najnowszego albumu There’s Always More That I Could Say.
Zupełnie inny, bardziej nostalgiczny ton zaproponowali Royel Otis. Ich melancholijna mieszanka indie popu i rocka zabrała słuchaczy w świat letnich wspomnień, niespełnionych miłości i słodko-gorzkiej tęsknoty. Nie obeszło się też bez viralowego coveru Murder on the Dancefloor. Było to idealne (prawie) zakończenie pierwszego dnia festiwalu, zwieńczone wyświetlonym na ekranie hasłem zaczerpniętym z popularnego kawałka duetu: Inside Seaside, you’re so fcking gorgeous! Finalnie sobotę zamknęły niemiecki duet Zimmer90 i jazzowy boysband Kosmonauci.
Drugi dzień festiwalu przyniósł jeszcze więcej energii. Yana zaczarowała publiczność poetyckim repertuarem, Cinnamon Gum wprowadził funkowo-soulowy groove rodem z lat 70. Natalia Przybysz z wdziękiem połączyła swój klasyczny repertuar z coverami Kory i Billie Eilish, a Baxter Dury hipnotyzował sceniczną pewnością siebie. The Kills udowodnili, że rock wciąż ma wiele twarzy. Duet, słusznie chwalony za charyzmatyczną Alison Mosshart, rozgrzał publiczność do czerwoności.
Jednak prawdziwym fenomenem dnia (i być może całego festiwalu) byli King Gizzard & The Lizard Wizard. Australijczycy dali jeden z zaledwie czterech koncertów w Europie z orkiestrą symfoniczną – w tej roli na festiwalu Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Bałtyckiej, słusznie nagrodzona gromkimi brawami. Efekt? Zjawiskowy flirt rocka z operową formą. Choć momentami nieokiełznana energia zespołu dominowała nad orkiestrą, która ginęła w morzu ciężkich brzmień, to ostatecznie przez dwie godziny hala pulsowała wspólnym rytmem. To jedyny przypadek tak długiego koncertu na wydarzeniu – i w pełni uzasadniony.
W niepodważalnej roli headlinera wystąpili Franz Ferdinand – żywa legenda szkockiego rocka. AmberExpo pękało w szwach, a tłum bawił się niesiony charyzmą wokalisty Alexa Kapranosa. Nie sposób było oprzeć się tej zaraźliwej energii, a zdarte gardła śpiewały najgłośniej kultowe refreny zespołu (tak, Take Me Out, patrzymy na ciebie).
Na sam koniec sceny przejęli DEADLETTER i Baasch, niczym wisienka na festiwalowym torcie. I cóż powiedzieć? Publiczność tańczyła do ostatnich minut, jakby poniedziałek miał wcale nie nadejść.
Poza kluczową warstwą muzyczną Inside Seaside oferował też bliskie spotkania ze sztuką, która wypełniła hale AmberExpo. Nie zabrakło rozmów z artystami i inspirujących dyskusji prowadzonych przez Radio 357. W formule silent cinema czekało także Kino Inside Seaside, gdzie można było zrelaksować się przed dużym ekranem.
Organizacja wydarzenia stała na wysokim poziomie. Przestrzenie festiwalowe były komfortowe i pojemne, a sprawna obsługa i brak kolejek pozwalały bez stresu przemieszczać się między scenami. Wszystko działało jak w zegarku – łącznie z napiętym koncertowym harmonogramem.
Czy Gdańsk przetrwałby trzeci dzień muzycznego maratonu na Inside Seaside? Trudno powiedzieć, ale jedno jest pewne – Bałtyk jeszcze długo nie zapomni tej fali energii. Czwarta edycja już ogłoszona: 13–14 listopada 2026. Bilety trafiły do sprzedaży, a pula Early Birds zniknęła w pół godziny. Nie zwlekajcie!
Do zobaczenia za rok, Inside Seaside!
Zdjęcia: Karol Kacperski, Anna Rezulak, M. Murawski. Materiały prasowe: Inside Seaside.
