Inhaler to moje odkrycie 2021 roku. Zespół z Irlandii ze swoim debiutanckim albumem It Won’t Always Be Like This stali się popularni na Wyspach i zdobywają kolejne serca fanów na całym świecie. Podczas ich ostatniej trasy byli w trakcie tworzenia już drugiego albumu – Cuts & Bruises, który ukazał się 17 lutego na rynku muzycznym. Jak debiut był określany „kolorowym”, tak ten krążek pokazuje się też z tej mroczniejszej strony, ale wciąż zarażają ludzi swoim młodzieńczym duchem, jednocześnie zapraszając ludzi do głębszego poznania muzycznego świata Irlandczyków.
Jasne, można się doszukać w Cuts & Bruises tej optymistycznej nutki, bo sami muzycy mówili, że nie chcą tworzyć smutnego albumu. Prezentuje to między innymi otwierające hipnotyzujące Just To Keep You Satisfied. Dużym plusem jest tutaj głos Eli Hewsona, który wprowadza słuchaczy do tego świata, jednocześnie nie zniechęcając do zapoznania się z resztą materiału na albumie. Początkowo nastawiałam się na materiał w takiej stylistyce, a nawet jak w utworze These Are The Days. Już nastrój zmienia się o dziwo w skocznym So Far So Good i już w If You Gonna Break My Heart dostajemy przykład, że związek może lec w gruzach, mimo dobrych chwil. Mówi o tym sam refren:
If you’re gonna break my heart Smash it to pieces 'Cause I’m not gonna need it As much as I do right now.
Inhaler – If You Gonna Break My Heart
Choć ten album jest bardziej alternatywnym popem, posiada swoje mocne rockowe momenty towarzyszące nam, chociażby w singlu These Are The Days z domieszką syntezatorów, w zamykającym Now You Got Me, a ponadto możemy posłuchać prawie minutowej solówki gitarowej w When I Have Her Own My Mind.
Podczas słuchania Dublin In Ecstasy miałam wrażenie, że słucham Part II Paramore. Gitarowe wstawki w tej piosence sprawiły, że miałam odczucie, jakbym znała skądś ten utwór. Porównanie nie najwyższych lotów, ale czemu nie wspomnieć o tym, skoro Inhaler inspirował się tutaj wieloma zespołami, takimi jak Arctic Monkeys, (swoją drogą Irlandczycy wyruszy z zespołem w trasę) czy U2. A wracając do tego porównania, Dublin In Ecstansy oddaje mi klimaty piosenek sprzed dziesięciu lat, które w świecie rocka wręcz królowały. Takie samo odczucie miałam przy utworze Valentine, choć dla żartu dodam, że szkoda, że Eli z ekipą spóźnili się z tym utworem, bo nie miałam walentynki, a takowej potrzebowałam.
Zespół stale się rozwija i udowadnia, że ciężką pracą potrafią osiągnąć zamierzony sukces. Jest to jeden z ciekawszych produkcji wydanych w tym roku. Na tym albumie poznajemy lepiej muzyków z Dublina, którzy czerpią z tej radości bycia w zespole oraz z tworzenia nowej muzyki czego dowiadujemy się bardziej niż w It Won’t Always Be Like This. Już kiedyś pojawiło się tutaj to hasło, aby zapoznać się z twórczością Inhalera, zanim staną się bardzo popularni, dlatego ja chcę to podtrzymać, ponieważ zespół staje się powoli nową ikoną alternatywnego popu lat 20. XXI wieku.
