Site icon All About Music

Imagine Dragons to o wiele więcej niż fajna muzyka i umięśniona klata. Relacja z Sziget Festival 2023

W dojrzałych zespołach uwielbiam to, że jestem spokojna, że dostanę show z najwyższej półki, niezależnie od zewnętrznych okoliczności. Nie inaczej było w przypadku Imagine Dragons na Sziget Festival, którzy występowali już w tym samym miejscu 9 lat temu, a na rynku muzycznym są od 2008 roku.

Szczerze mówiąc nie wiem, czy kiedykolwiek umyślnie wpisałam na Spotify czy YouTubie hasło „Imagine Dragons”, a mimo to znam większość piosenek tego amerykańskiego zespołu. Kojarzą mi się z udanymi imprezami, radosnymi podróżami samochodem i wakacyjnym vibem. Ostatnio na Instagramie i TikToku trendowały filmiki z występów live lidera zespołu Dana Reynoldsa bez koszulki, co przyjemnie dopełniało pozytywne emocje, jakie wywoływała we mnie ta grupa. Występ w Budapeszcie pokazał mi jednak, że Imagine Dragons to o wiele więcej niż dobra zabawa i wyrzeźbione ciało wokalisty.

Na Szigecie słyszałam Imagine Dragons na żywo po raz pierwszy i poza wspomnianymi już urywkami na Instagramie, nie widziałam wcześniej żadnego nagrania ani streamingu z koncertów live. Tym bardziej zaskoczyło mnie to, jak bardzo żywiołowo chłopaki rozpoczęli show w Budapeszcie, od pierwszych minut skacząc po scenie i strzelając w widownię kolorowym confetti. Publiczność odpowiedziała im równie energicznie, śpiewając i wykrzykując rytmicznie kolejne fragmenty piosenek. Już po pierwszych utworach Dań zrzucił kurtkę i koszulę, co wywołało kolejny pisk ekscytacji. Każda następna piosenka była przyjmowana z radością i podnieceniem aż do krótkiej przerwy w postaci filmiku ukazującego naturę, na który nałożony był głos lektora zastanawiającego się nad kondycją świata i sensem życia. Za pierwszym razem bardzo zaskoczył mnie ten przerywnik. Potem pojawiał się jeszcze kilka razy i z dużą ciekawością przysłuchiwałam się temu, co zespół chciał nam w ten sposób przekazać. Jedną z myśli było to, że jeśli przyjmujemy fakt, że wszystko przemija, to musimy pozwolić rzeczom (ludziom?) odchodzić, żeby móc się nimi naprawdę cieszyć, a nie permanentnie martwić, że je stracimy. Dan często powtarzał w tym samym duchu, żebyśmy byli obecni w tej chwili i naprawdę docenili ten i każdy inny moment naszego życia.

fot. Sziget Festival Official

Dzięki takim klipom show stworzone przez Imagine Dragons miało doskonale przemyślaną dynamikę i płynnie przechodziło przez różne emocje. Słowa wokalisty były dopasowane do tego, o czym miał zaśpiewać następną piosenkę, dzięki czemu czuło się spójność i błyskotliwość całego wydarzenia. Na przykład przed utworem „Demons”, w którym podmiot liryczny opowiada o swoich demonach, Dan ze łzami w oczach poprosił publiczność, żebyśmy dbali o swoje zdrowie psychiczne, prosili o pomoc, korzystali z terapii, jeśli jest to w naszym zasięgu i nigdy nie odbierali sobie życia, jak niektóre osoby z jego otoczenia. W tym momencie confetti, dobre nagłośnienie, muskuły – to wszystko przestało mieć znaczenie. Byliśmy tylko my i oni – spotkanie ludzi, którzy cieszą się z tego, gdzie są i co mają.

I już po chwili mogliśmy to wspólnie świętować, skacząc do piosenki „On Top of the World” i podrzucając kolorowe balony. Setlista na występie była tak inteligentnie zaplanowana, że jedno wynikało z drugiego i wydawało się tak naturalne i organiczne, że nawet nie zauważyliśmy, jak zwinnie zespół przeprowadził nas przez tę podróż. Nie chcę popadać w przesadny patos, ale naprawdę wyszłam z tego koncertu odmieniona, z większą uważnością i wiarą w ludzi. A Imagine Dragons podziwiam od teraz za o wiele więcej niż tylko wpadające w ucho kawałki i klatę wokalisty. 

Mozecie się sami o tym przekonać 14.08 w Warszawie, bo Imagine Dragons wystąpią na PGE Narodowym. 

Exit mobile version