Kooperacja producencka twórcy muzyki elektronicznej – Piotra ,,HV” Kalińskiego oraz Mikołaja ,,Noona” Bugajaka, autora klasycznych rapowych pozycji, zapowiadała się nad wyraz interesująco. Bez górnolotnych zapowiedzi, Panowie wypuścili w Polskę album króciutki, acz wyrazisty. Czy duet zdołał spełnić pokładane w nim nadzieje?
HV/Noon to zaledwie trzydzieści pięć minut muzyki. Na płytę składa się: pięć utworów instrumentalnych oraz sześć, w których wykorzystano zwrotki raperów, bądź, jak w przypadku Nadważkości, śpiew. Do realizacji albumu zaproszono kilku gości: Małpę, O.S.T.R., Eldo, Jotuze, Hadesa oraz Misie Furtak. Na płytę miał także dograć się Ash, niestety nie dał rady zarejestrować swoich partii. W jaki sposób powstawała płyta? Muzycy pracowali osobno, by w fazie końcowej mieszać pomysły na zasadzie kompromisu. Pierwsze szkice pochodziły od HV, a za finalną obróbkę odpowiedzialny był Noon. W sposób spontaniczny wybierano także gości.
Nie jest to typowa hip-hopowa płyta. Od pierwszych sekund urzeka plastycznością, kombinacją cudownych, przestrzennych dźwięków. Przesycony elektroniką, momentami ambientowy, charakteryzujący się soundtrackowym brzemieniem, album duetu, idealnie pasuje na wieczorny spacer po mieście. Otwierający, spontaniczny 1% czaruje zestawieniem pojedynczych dźwięków. Choć temu minimalizmowi można zarzucić banalność, jednak klimat, jaki generują HV i Noon jest iście magiczny. I tak jest na całej płycie. Kosmiczną podróż muzycy serwują w Mono. Połamane dźwięki, bas na pierwszy planie. Charakterystyczna dla ich twórczości melancholia. Zastanawia mnie, czy konieczne było umiejscowienie Dysku na albumie. Wydaje się, że forma przerywnika nie była niezbędna. Haffner za to idealnie nadawałby się jako ścieżka dźwiękowa. Wspaniałym smaczkiem jest tutaj użycie dzwonków.
Przejdźmy do utworów z gośćmi. Nie lada wydarzeniem było posłuchać ponownie Eldo na bicie Noona w utworze Wilk. Poezja Leszka na tle podkładu muzycznego przypomina nastrój klasycznej Eternii. Są takie momenty, kiedy chciałoby się pobyć samemu i indywidualnie zaczerpnąć wolności pełną piersią. Zaszyć się gdzieś, podumać nad życiem, mieć choć trochę prywatności:
Wilcze zwyczaje
Długie podróże w samotność
Bo wszystko jest lepsze od gapienia się w okno/
Kiedy świadkiem jest czas
Co tryumfalnie się śmieje z nas
I cierpliwie się przygląda jak dziczeje
Zatem uciekam/
Wolność pociągający stan
Lubię smak, trans
Niemal narkotyczny stan uniesienia
Gdy mieszkasz pod niebem to gwiazdy są domem
I cała reszta nie ma żadnego znaczenia „Wilk”
Ogromnym zaskoczeniem jest zwrotka byłego członka Grammatik – Jotuze. Po wielu latach nareszcie doczekaliśmy się jego linijek. Należy skonstatować, iż jest to cały czas ten sam artysta. Autentyczny, szczery, dojrzały. Głęboki tekst Heimat o odpowiedzialności i dorosłości przypomina, jak ważne są w rapie emocje:
Wszystko fajnie do czasu, znam to z autopsji
Czasem trzeba zmian by sprostać odpowiedzialności
Ja już nie chcę myśleć wyłącznie za siebie
Wiem kim jestem i o co walczę codziennie/
Zacząć wszystko od nowa i nie zgubić się w pędzie
Staję się lepszy gdy biorę córkę na ręce „Heimat”
O.S.T.R. w 99 ponownie podejmuje temat swojego środowiska, mianowicie łódzkich Bałut. Co ciekawe, by nadać miejskiego klimatu, producenci ponagrywali tramwaje i szum miasta z gdańskiego wieżowca w centrum dzielnicy Wrzeszcz. Wydaje się jednak, że linijki Ostrego nie komponują się klimatem albumu. O prozaicznej codzienności, którą możemy wypełnić własnymi obserwacjami, najeżonej fałszem, rapuje Hades w Europie Centralnej. Pomimo systemowych dziur trzeba iść do przodu. Niezmiernie introwertyczny tekst napisał Małpa. W Jakbym nie miał celu, można zauważyć brak chęci pogoni za laurami, ścigania się z innymi. Nie nagrywa rapu masowo, podróżuje we własnej psychice, nie robi niczego na pokaz. Kolejny utwór, po którego przesłuchaniu chce się krzyczeć ,,Małpa wydaj wreszcie album!!!”
Otrzymaliśmy album magiczny pod względem warstwy muzycznej, nienachalny, kojący swoją przestrzennością. Świetnie wkomponowali się Eldo, Jotuze i Małpa. Ustępują im pod tym względem O.S.T.R. i Hades. Zdecydowanie jest to także za krótki album. Brakuje choćby utworu z Pezetem. Mimo wszystko HV/Noon to bardzo dobra, klimatyczna pozycja, obowiązkowa dla każdego fana dobrego rapu.
