Jak już wspominaliśmy na naszym portalu, Honorata Skarbek wypuściła 8 listopada swój pierwszy w karierze minialbum. Wydawnictwo zatytułowane jest CODEPENDENCY i zawiera 5 anglojęzycznych kompozycji.
Moja przygoda z Honoratą zaczęła się wieki temu. Pamiętam, jak w 2010 roku miałem 16 lat i strasznie chciałem zobaczyć Lady Gagę na żywo w Berlinie podczas jej trasy The Monster Ball Tour. Wtedy właśnie, całkiem przypadkiem, trafiłem na photobloga Honey, na którym w jednym z postów pytała, czy ktoś nie zechciałby wybrać się z nią na ten koncert busem. Ostatecznie, chociaż bardzo chciałem jechać, nie miałem odwagi napisać (czego do tej pory żałuję). Na koncert nie pojechałem, ale zostałem na jej blogu, by czytać jak ludzie hejtują ją za nic. Było mi jej szkoda, ale z drugiej strony podziwiałem ją, że mimo tej wiecznej krytyki, spełniała swoje marzenia. Później odkryłem jej profil na Myspace, gdzie można było posłuchać kilka jej pierwszych utworów. Chociaż za bardzo mnie do niej nie przekonały, to przyznaję, że wpadały w ucho. Następnie, obejrzałem okropnie żenujący odcinek polskiej edycji programu MTV Moje Super Słodkie Urodziny z jej udziałem, co mnie do niej zniechęciło i przestałem śledzić jej karierę. (Po kilku latach dopiero, Honka nagrała filmik, gdzie wyjawiła jak wszystko było w tym programie zmanipulowane, a wszelkie treści o odcinku, jak i sam odcinek, nie są już publicznie dostępne w internecie.)
Jednak skupmy się na jej muzyce. Pierwszy album mi nie zaimponował. Jednak Honorata udowodniła, że z każdym kolejnym wydawnictwem staje się lepsza. Jej płyty Million, Puzzle i ostatnia – Sunset to były sztos za sztosem. Świetne teksty, produkcja i aranżacje. Artystka ugruntowała nimi swoją pozycję na rynku muzycznym i zbudowała silną armię fanów, którzy na co dzień ją wspierają.
Jeżeli chodzi o album CODEPENDENCY, to przyznaję, że widać tu potencjał. Honorata wielokrotnie na swoim instastory podkreślała, że wszystkie piosenki są dla niej bardzo osobiste. Pierwszym utworem otwierającym minialbum jest Desire, który jest także pierwszym singlem promującym płytę. Artystka lamentuje w nim, jaki destrukcyjny był jej związek i jak bardzo wolałaby umrzeć niż żyć ze złamanym sercem. Utwór jest niewątpliwie jedną z silniejszych pozycji na albumie, jak nie najsilniejszą. Aranżacja wprawia słuchacza w uczucie niepewności. Nad utworem unosi się tajemnicza aura. Co do wokalu i angielskiego akcentu, to trudno się czegoś przyczepić. Musze jednak pochwalić ad-libsy pod koniec utworu, dzięki którym Honka nadaje utworowi wartość emocjonalną.
Kolejną kompozycją na albumie jest EGO. Według mnie, jedna ze słabszych utworów na EPce. Piosenka jest, jak poprzedniczka, o złamanym sercu. Rozżalona Honorata oskarża ego swojego byłego o zniszczenie związku. Komputerowy beat nie wnosi niczego nowego i sprawia, że utwór brzmi jak miliony innych. Jedyna rzecz warta uwagi w tym utworze, to fakt, że Skarbek ewidentnie eksperymentuje ze swoim dolnym rejestrem i eksploruje niskie dźwięki w zwrotkach.
I tym sposobem dotarliśmy do utworu numer 3 – Falling, czyli mojego największego rozczarowania na tej płycie. Kompozycja rozpoczyna się od obiecującego pianina i ad-libsów Honki z nałożonym echem, co ponownie wprowadza uczucie tajemnicy i smutku. Tak jest do 40 sekundy utworu, kiedy to nadchodzi czas na pre-chorus, czyli część piosenki wprowadzającą do refrenu. Honoracie najwidoczniej skończyły się pomysły, więc postanowiła zapchać dziurę zwykłymi „oh-ami” i „yeah-ami” i jest to jedynie zapowiedź tragedii. Wchodzi refren i chociaż linia melodyczna mogłaby być ciekawie wykorzystana, tekst refrenu to 10-sekundowe spadanie. Dosłownie, artystka i jej ukochany „spadają” i „spadają”. Jednak, to nie koniec. Producent postanowił jeszcze bardziej zepsuć utwór i dodał okropne efekty FX rodem z piosenek Duy Lipy, co już doszczętnie zrujnowało utwór. Nawet jakbyśmy mieli doczekać się wersji akustycznej z samym pianinem, to raczej nie uratowałoby utworu.
Na szczęście, to już koniec rozczarowań. Kolejnym na liście jest 5 AM. Utwór przełamuje passę złamanego serca. Sama aranżacja jest znacznie weselsza i przepełniona nadzieją. Utwór jest o sekretnej schadzce Honki z obiektem jej westchnień o 5:00 rano. Minialbumowi potrzebna była taka kompozycja, bym nie zechciał zapłakać się na śmierć przy kolejnym depresyjnym utworze. 5 AM jest moją trzecią ulubioną piosenką z tego wydawnictwa.
Na drugim miejscu niewątpliwie znajduję się piosenka zamykająca CODEPENDENCY zatytułowana Forgiveness. Chociaż znowu jest to utwór o złamanym sercu, to jest w nim coś magicznego. Zwrotki wpadają w ucho prowadzą do znakomitego pre-chorusa. Zakochałem się w nim, ponieważ świetnie komponuje się między zwrotką a refrenem, który też jest bardzo mocną stroną kompozycji. Dwie warstwy wokalne nałożone na siebie wprowadzają coś nowoczesnego.
Nie powiem, że CODEPENDENCY jest moim ulubionym wydawnictwem Honoraty. Ubolewam, że chociaż 4/5 piosenek jest o złamanym sercu, to brakuje na niej typowej, bardziej akustycznej ballady typu Fenyloetyloaminy. Płyta udowadnia, że Honka przeszła niedawno trudne rozstanie i na pewno osoby, które też są w takiej sytuacji łatwo utożsamią się z niektórymi utworami. Osobiście, wolę gdy Honorata śpiewa po polsku, chociaż nie mam większych zastrzeżeń co do jej angielskiego. Trochę szkoda, że płyta jest tak krótka, bo 3 utwory są naprawdę świetne i mogłyby stanowić solidną podstawę do anglojęzycznego, pełnego albumu. Teraz zostaje nam czekać na kolejną płytę Skarbek i mieć nadzieję, że zdominują ją polskojęzyczne utwory i będzie bardziej zróżnicowana.

