Site icon All About Music

Holly Blue – UpBeat (2016), recenzja Jonatana Paszkiewicza

Ich muzyczny debiut, o wymownym tytule First Flight, znalazł się na mojej osobistej liście najlepszych albumów 2013 roku. Holly Blue, bo o nich mowa, w połowie czerwca zaprezentowali swoje drugie długogrające wydawnictwo – UpBeat. Charakterystyczny klimat, w którym zakochałem się trzy lata temu – pozostał. Zmieniła się za to stylistyka granej muzyki. Czy na lepsze? O tym w dalszej części recenzji.

Anielski głos Soni Kopeć, wokalistki Holly Blue, po raz pierwszy usłyszałem podczas występu zespołu w ramach Sopot TOPtrendy Festiwal 2013. Wówczas zaprezentowali się z utworem Lemon, promującym ich debiutancką płytę First Flight. Zauroczyłem się. Naprawdę piękny, mądry, miejscami metaforyczny tekst piosenki spajała barwna muzyka. Czym prędzej przesłuchałem całą płytę i nie zawiodłem się – każda kolejna kompozycja wydawała się lepsza od poprzedniej.

Nie od dziś wiadomo, że druga płyta w karierze każdego artysty to swego rodzaju próba, sprawdzian jego muzycznej dojrzałości, ponowna weryfikacja możliwości i umiejętności. Holly Blue zdecydowali się na pewne odstępstwo od dotychczasowej, stonowanej stylistyki, tak bardzo charakterystycznej dla First Flight. Debiutancki krążek zespołu cechował się łagodnością i nostalgią, sprzyjał odpoczynkowi, przemyśleniom. UpBeat to trochę inna bajka, ale też niezupełnie, bowiem miejsce akcji inne, ale bohaterowie wciąż ci sami.

Na UpBeat znalazło się 12 autorskich kompozycji Holly Blue i – podobnie jak w przypadku First Flight – jeden cover. Tym razem zespół wziął na warsztat utwór irlandzkiej wokalistki Róisín MurphyPrimitive. Interpretacja Holly Blue jest mroczniejsza od oryginału, przez co znacznie bardziej wydaje się odpowiadać tekstowi utworu. Dominują ciekawe efekty elektroniczne, a muzyka jest nieco bogatsza od oryginalnej, choć nadal mocno minimalistyczna. Najlepszą rekomendacją tego coveru niech będzie fakt, że skomplementowała go sama  Róisín Murphy:

WOW I love this, it’s tremendous!!!

Album otwiera utwór zatytułowany Antidote, będący pewną zapowiedzią tego, co czeka nas później. Wiele piosenek jest połączeniem nowoczesnego brzmienia z dźwiękami prawdziwych instrumentów. W przypadku Antidote szczególną rolę odgrywa saksofon, tak świetnie komponujący się z tytułowym beatem. Podobne zabiegi możemy wychwycić chociażby w dziewiątym utworze z płyty, Debt. I choć większość piosenek z UpBeat idealnie wpasowałaby się w klimat panujący na klubowych parkietach, muzyki z tej płyty w żadnym wypadku nie można nazwać typową muzyką klubową. Takie określenie przywodzi mi na myśl raczej tandetną sieczkę, aniżeli wysmakowany intelligent pop, w jakim specjalizuje się zespół Holly Blue. Pozostając jednak w najbardziej zrozumiałym nazewnictwie, powiedzmy, że następujące utwory najlepiej odpowiadają atmosferze obecnej w klubach, ale tylko tych najwyższych lotów: singlowe Irresistible, rymowane Temptation, mocno elektroniczne Maybe czy łagodniejsze Theory of Relativity, Digital Love i Inspiration. Warto zaznaczyć, że nawet w najbardziej klubowych numerach głos Soni pozostaje niesamowicie kojący i delikatny.

Mimo wszystko na UpBeat nie zabrakło utworów rodem z czasów debiutanckiej płyty zespołu, a więc tych bardziej stonowanych, będących moimi prywatnymi faworytami. Mowa o piosenkach One Second (ten utwór znalazł się wcześniej na First Flight, a także na niedawno wydanej EP-ce, ale w innych wersjach) oraz Particles. W obydwóch utworach muzyka jest bardzo oszczędna – One Second to połączenie elektroniki z klawiszami i subtelnymi dźwiękami gitar; Particles to już wyłącznie same klawisze. Odnoszę wrażenie, że właśnie ta minimalistyczna muzyka sprzyja wokalowi Soni, której głos jest stuprocentowo wyeksponowany.

Mysłowickie trio cały czas obraca się w kręgach szeroko rozumianej muzyki popowej, przy czym ma bardzo dobrze ukształtowany swój własny, niepowtarzalny styl, który zaspokoi nawet wymagającego słuchacza tego gatunku. W końcu pochodzenie zobowiązuje. Byłbym jednak niesprawiedliwy nie wspominając choć słowem o słabszych, moim zdaniem, utworach z nowej płyty. Owszem, są takie, ale ta opinia o nich wynika raczej z mojego gustu, nie zaś z jakiegokolwiek niedopasowania ich do albumu czy, o zgrozo, braku profesjonalizmu. Przykładem przekombinowanego utworu jest Loosen up, w którym pojawiło się zbyt dużo rozmaitych przeróbek.

UpBeat to muzyka z dużą dawką łagodnego, przyjemnego dla ucha beatu. Album łączy w sobie nową jakość muzyki prezentowanej przez Holly Blue z pewnego rodzaju spokojem, dobrze znanym z ich debiutanckiego krążka. Na wysokim poziomie stoi produkcja muzyczna płyty, za którą odpowiedzialny jest Emil Blant. Całość dopełniają świetne teksty niezwykle utalentowanej Soni Kopeć. Twórczość Holly Blue polecam wszystkim mniej lub bardziej wymagającym słuchaczom szeroko rozumianej muzyki popowej, natomiast sam album UpBeat – przede wszystkim fanom elektronicznych brzmień. Miłośników stonowanych dźwięków, bardziej naturalnych, do których i ja się zaliczam – odsyłam do albumu First Flight.

Exit mobile version