W miniony weekend odbyły się dwa pierwsze koncerty z długo wyczekiwanej trasy „Aquaria Tour”. Tym razem Doda na wzór rezydencji największych gwiazd w Las Vegas postanowiła stworzyć pierwszą w Polsce rezydenturę w Warszawie w STUDIO 2400 Polsatu i zaprosić do siebie fanów z całej Polski i z zagranicy.
Przygotowania do trasy mogliśmy śledzić już od 4 września w programie „Doda Dream Show”, jednak w końcu nadszedł czas zobaczyć efekt finalny całej pracy. Gdy tylko weszło się do studia widać było, że to nie będzie zwyczajny koncert, ponieważ powitała nas ogromna – zapierająca dech w piersiach – scena, z wybiegiem i wielkimi ekranami. Dziesięć minut przed koncertem włączyło się odliczanie, które jeszcze bardziej podsyciło apetyt. Gdy zegar się wyzerował usłyszeliśmy historię Aquarii, a zaraz potem w strugach deszczu spod sceny pojawiła się wielka muszla. Gdy tylko otwarło się jej wieko w środku mogliśmy zobaczyć gwiazdę wieczoru z perłą, która de facto była motywem przewodnim tego koncertu. Ceremonia otwarcia (bo inaczej nie mogę nazwać tego, co się tam działo) była przepięknym aktem, gdzie perła powędrowała z Dodą na główną scenę, rozbudziła tancerzy i gdy znowu trafiła w ręce Aquarii koncert zaczął się na dobre. Pierwszą piosenką, którą mogliśmy usłyszeć było „Don’t Wanna Hide”, które od razu rozbujało publiczność. Później Doda zaśpiewała „No Rush”, „Bez Ciebie Chcę Żyć Wiecznie” i zniknęła pod sceną. W międzyczasie mogliśmy obejrzeć wizuale, które wyświetlane były na ogromnym, prawie kinowym ekranie. Były one niczym film wplatający tło w historię piosenki i spokojnie można by było z nich zrobić teledysk do każdej piosenki z płyty „Aquaria”. Najbardziej tę historię było widać podczas wykonu „Zatańczę z Aniołami”, kiedy zarówno tancerze, światła, jak i wizuale złączyły się na pełną historię. Ale to nie wszystko, ponieważ zaraz po tym niczym Mary Poppins na parasolce ze sceny wyleciała Doda dodając kolejny element wow do show. W pięknej białej sukni wykonała piosenkę „Tylko Ty i Ja” lecąc ponad sceną i kończąc swój performance w ścianie wody. Tu nastąpił mały przerywnik, ponieważ na scenie pojawiły się cztery Drag Queen, w różnych wcieleniach Dody. Oprócz przedstawienia jej ikonicznych tekstów wykonały również lip sync do największych hitów piosenkarki.
Zaraz po tym nad scenę wyjechała wielka platforma, z której Doda zaśpiewała jeden z ulubionych utworów fanów, czyli „Pewnie Już Wiesz”, który oprócz wiwatów zakończył się wielkim rozbłyskiem kuli dyskotekowej. Ale nie była to jedyna niespodzianka dla widzów. Mimo tego, że artystka wcześniej zapowiadała, że nie będzie starych utworów z jej kariery to jako prezent dla fanów pojawiła się akustyczna wersja piosenki „Dziękuje”, jednak był to jeden taki smaczek, ponieważ zaraz wraz z dźwiękami „Girls to Buy” powróciliśmy do celebrowania Aquarii. Doda sama nazwała siebie rekinem show-biznesu, więc nie mogło zabraknąć również nawiązania do tego, dlatego podczas piosenki „Chcę Cię Coraz Więcej” wyjechała spod sceny na wielkim bujanym rekinie. Przy kolejnym utworze to fani stali się częścią show przez układ, który nauczyła ich sama artystka, ale nie tylko oni, ponieważ w występ został wciągnięty fryzjer Dody oraz dyrektor muzyczny koncertu. Wszystko po to, aby piosenkarka mogła się przetransportować i pojawić nad sceną, nad ekranami, które dawały iluzję wielkiego syreniego ogona wystającego z jej tułowia – w takim anturażu wykonała swój hit „Wodospady”. Jednak chyba punktem kulminacyjnym był moment, gdy wisząc w powietrzu Doda oddała głos fanom i cała hala zaczęła śpiewać piosenkę „Melodia Ta”. Było to zdecydowanie czymś niesamowitym. Na tym utworze w otoczeniu wielkiej tęczy i deszczu skończyła się podstawowa wersja koncertu, jednak nie musieliśmy długo czekać na powrót. Pierwsze mogliśmy usłyszeć, ale tylko z głośników piosenkę „Nie otwieram oczu” z wydanej zaledwie parę dni temu „Aquarii Deluxe”, ale szybko na scenie pojawiła się Doda śpiewając swój największy hit tego roku, czyli „Nim Zajdzie Słońce”. Koncert zakończyła obietnica nowych teledysków, zasiana nadzieja na koncerty w innych miastach, oraz co najważniejsze najnowszy singiel „Mama”.
W drugi dzień koncertu działo się więcej od strony medialnej, ponieważ był to koncert w pełni rejestrowany i – co więcej – był to koncert z wyśmienitymi gośćmi. Pierwsze na scenę dołączyła Lanberry, która wraz z Dodą wykonała akustyczną wersję piosenki „Don’t Wanna Hide”, a pod koniec do Dody dołączył Smolasty, który rozbujał publiczność jeszcze bardziej.
„Aquaria Tour” to nie był koncert, to było widowisko, spektakl, który był osobiście czymś najlepszym, co widziałem w życiu. Jeszcze chyba żaden polski piosenkarz nie zrobił czegoś tak spójnego i czegoś tak dobrego. Na scenie działo się dużo – muszle, perły, rekiny, pistolety strzelające wodą – czasami było tego aż za dużo, ale tym razem nie sprawdziło się przysłowie, że co za dużo to nie zdrowo. Widać, że cały sztab, z którym współpracowała Doda spisał się na medal i tutaj wielkie ukłony dla Michała Pańszczyka, który był reżyserem show i genialnych wizualizacji (które myślę, że powinny zostać jakoś wydane, bo było tam tyle niuansów, że nawet na pięciu koncertach można by było wypatrywać ciągle czegoś nowego). Co też jest do wyróżnienia i wypunktowania to stroje Dody, które ciągle się zmieniały lub przechodziły jakieś modyfikacje i stroje i charakteryzacje tancerzy, którzy też byli integralną częścią show, a nie tylko tłem. Jak lubię na koncertach artystów posłuchać starych kawałków tak tym razem cieszę się, że ich prawie w ogóle nie było i przez to Doda opowiedziała pełną historię Aquarii, co było super i powtórzę to jeszcze raz było spójne, ponieważ wizuale, tancerze, piosenki, światła, symbolika i scena wszystko ze sobą współgrało. Co tu więcej mówić – światowe show polskiej artystki. Polecić wam nie mogę tej rezydentury, bo bilety wyprzedały się prawie od razu, ale gdyby pojawiły się nowe daty to bez wahania kupujcie bilety, bo nie pożałujecie.

