
Wieloryb to nasze medium. Schroniliśmy się w jego brzuchu przed rozpędzonym światem i rozpraszającymi bodźcami współczesności. W jego szumiącym inspiracjami i pełnym słonej ciszy wnętrzu przez ostatnie dwa lata komponowaliśmy muzykę i pisaliśmy teksty do kolejnych dziesięciu utworów – opowieści, które złożą się na najnowszy długogrający album Henry David’s GUN pt.: Tales from the Whale’s belly
Wawrzyńca Dąbrowskiego tworzący pod pseudonimem Henry David stworzył projekt, który swoją muzykę koncentruje na dźwiękach z pogranicza indie-folku i brzmień alternatywnych. Tworzy wykorzystując głównie akustyczne aranżacje, które pełne są spokoju, ale pozostają wyraziste. Już w sierpniu singlem Black Disease muzycy uchylili nieco rąbka tajemnicy czego możemy się spodziewać na długogrającym albumie. Singiel ten zawierał tytułowy utwór z mrocznym klimatem oraz Haystack, który jest zupełnym przeciwieństwem. Dodatkowo na singlu znalazł się utwór Horizon, którego nie najdziemy na drugim albumie zespołu.
Klimat całemu albumowi dodają nie tylko dźwięki, ale też charyzmatyczny wokal. Silny i delikatny zarazem. Zupełnie jak krążek. Jest on niezwykle różnorodny, z przeplatającymi się emocjami od totalnej melancholii, niemalże ciszy po wybuchowe i mocniejsze kompozycje. Całościowo jest on jednak spójny i harmonijny. To dojrzały i przemyślany zbiór kompozycji nagrany przez ludzi z pasją, którzy już na debiucie jakim był album Over the fence… and far away obrali pewną drogę i skutecznie nią podążają. To tam przyzwyczaili nas do tego, że zabierają nas do swojego świata, nieco specyficznego, wycofanego i hermetycznego. Ich świata. Po brzegi wypełnionego dźwiękami i mądrymi tekstami. Już po premierze singla czekałam na ten album i nie zawiodłam się.
Opowieści z brzucha wieloryba otwiera nostalgiczna kompozycja zatytułowana taiga, w której klimat tworzą delikatne dźwięki. Z kolei not like josef k., to bardziej energiczny utwór, w którym wyraźnie daje o sobie znać gitara. at your door to jedna z moich ulubionych piosenek. Ma w sobie coś lekkiego, jednak to kontrastuje ze smutnym wokalem tworząc intrygującą mieszankę. I tak mogłabym opowiadać o każdym z utworów, gdyż każdy ma w sobie coś, co magnetyzuje i przyciąga. Posłuchajcie sami i dajcie się porwać w tę muzyczną podróż zainspirowaną folkiem, brzmieniami akustycznymi i przesiąkniętą pewną magią, która tkwi w prostocie. Wszystkie dziesięć utworów, które znalazły się na drugim albumie Henry David’s Gun są w języku angielskim i słychać, że najlepiej się w nim czuje. Jestem ciekawa jak panowie wypadliby w naszym rodzimym języku. Cóż może kiedyś się pokuszą o takie nagranie. Na razie czekam aż pojawią się w okolicy, ponieważ jestem przekonana, że na żywo brzmią jeszcze lepiej. Tales from the Whale’s Belly to ciekawa i świeża muzyczna propozycja. W zalewie radiowych hitów warto przyjrzeć się ich twórczości. Osoby, które znają debiutancki krążek na pewno się nie zawiodą, a Ci którzy dopiero zaczynają swoją przygodę będą mogli powoli zagłębiać się i odrywać drobne niuanse, które ukryte zostały na najnowszym albumie. To melancholijna, nieco nostalgiczna płyta, która pozwala się zasłuchać. Idealna na zimowe wieczory.

