Dobrych popowych albumów na rynku muzycznym pojawia się co raz mniej. Jeśli już, można je znaleźć w podziemiach scen klubowych. Właśnie na jednej z takich scen można odnaleźć Hatbreakers i ich płytę Yeti Superstar – zespół z niespożytkowanymi pokładami energii i muzyką z górnej półki.
Zespół Hatbreakers pierwszy raz usłyszałam w polskiej edycji programu X – Factor. Już tam można było zauważyć, że, jeszcze wtedy pięcioosobowy skład, pokaże na co go stać. Potem udało mi się przypadkiem trafić na ich koncert, gdzie przytrafiła im się rola supportu. To był moment, w którym zakochałam się w tej pozytywnej energii. Pozostało mi czekać na wydanie przez Hat’ów debiutanckiego albumu. Pojawił się wiosną 2015 roku i nie mogłam przestać go słuchać.
To, co najcenniejsze na Yeti Superstar, to przepełnione optymizmem utwory, jakich na płycie jest najwięcej. Dlatego na przekór, recenzję zacznę od dwóch spokojniejszych i nieco mniej pozytywnych kompozycji. Latam z aniołami to utwór przede wszystkim budujący nastrój. Na początku łagodny, oparty na pojedynczych dźwiękach muzyki i delikatnym wokalu Pawła Bergela, po minucie nabierający ostrzejszego wyrazu, dzięki brzmieniu perkusji Wiktorii Jakubowskiej. Z każdym kolejnym dźwiękiem staje się co raz bardziej wyraźny i głośniejszy, by w ciągu ostatnich sekund, uspokoić słuchacza. Zobacz to o Nas oddziałuje bardzo podobnie. Zaczynając się powoli i delikatnie, dochodzi do momentu, w którym nabiera szybszego tempa i wyrazu. Jedyną różnicą jest to, że tutaj ten moment pojawia się nagle.
Sensem płyty, czyli tym, czym tak naprawdę charakteryzują się Hatbreakers, są utwory energetyczne, przy których człowiek ma ochotę zacząć skakać. Liczy Się Tu i Teraz zawiera w sobie chyba najwięcej radości płynącej zarówno z muzyki, jak i z tekstu. W końcu, co raz więcej ludzi chce żyć chwilą. Z pozoru prosty beat, trochę brzmienia gitary oraz perkusji i wydaje się, że to wszystko co można w tym utworze usłyszeć. Wtedy pojawia się zapomniany w mainstreamowej muzyce instrument. Ściślej mówiąc – Sebastian Steć i jego saksofon! Nie każdy zespół grający, bądź co bądź muzykę popową, wpisuje w swoje utwory niespotykane w obecnych czasach instrumenty.
Dźwięki saksofonu pojawiają się także, w równie przyjemnej dla ucha kompozycji Wiesz. Oprócz saksofonu, warto tutaj zwrócić uwagę, na użycie instrumentów perkusyjnych przez Mateusza Sarapatę. Bardzo dobrze dopełniają brzmienie całości. Mimo, że sam utwór muzycznie nie jest dużym odkryciem, to jego tekst porusza ciekawe tematy. Nie jest oklepaną piosenką o miłości, które można znaleźć na każdej wydawanej płycie.
Na tym chciałabym zakończyć omawianie polskich utworów na Yeti Superstar, gdyż oprócz takich kompozycji, pojawia się kilka ciekawych, anglojęzycznych piosenek, z równie optymistyczną muzyką. Trust Me, numer jeden na krążku, to głównie melodyjny wokal i dźwięki gitary prowadzącej Andrzeja Pudlika. Trwająca kilkadziesiąt sekund część instrumentalna na chwilę spowalnia utwór, jednak w całości jest zrealizowany w stosunkowo szybkim tempie. Podobnie przyjemnym utworem jest 20 SMS. Z tą różnicą, że oparty jest w dużej części na elektronicznych dźwiękach. Moim zdaniem niepotrzebnych, które można byłoby zastąpić pierwotnymi instrumentami. Tutaj warto przejść do You Don’t Know Anything. Utwór prosty, znów z dobrze dopasowanym do niego saksofonem. Piosenka, która chyba na szczęście dla niego, na chwilę spowalnia tempo, by na samym końcu znów wybuchnąć całą kwintesencją muzyki Hatbreakers.
Na koniec wspomnę o Maybe I Should. Nie należy on do kompozycji, które mają zaskoczyć słuchacza. Jest stosunkowo spokojną, bez przesadzonych dźwięków melodią. Jednak jako jedyny utwór na całym krążku, posiada w sobie coś sensualnego.
Hatbreakers są zespołem, który od pewnego czasu, bardzo powoli stawia swoje muzyczne kroki. Wydaje mi się, że Yeti Superstar, jako debiutancki album, jest bardzo dobrym początkiem. Zróżnicowany muzycznie, i co ważne, językowo. Właśnie w takim wydaniu muzyka pop jest tym, co chciałoby się słyszeć w radiach. Z niecierpliwością czekam na nowe wydawnictwo Hat’ów. Oby tylko nie zgubili po drodze tego optymizmu, jaki od nich bije.

