Site icon All About Music

Halina Mlynkova – Życia mi mało (2016), recenzja Jonatana Paszkiewicza

Wokalistek, które swoją muzyczną karierę rozpoczynały od śpiewania w zespole, a obecnie z powodzeniem występują solo, mamy w Polsce na pęczki. Agnieszka Chylińska, Anita Lipnicka, Anna Wyszkoni – to tylko mała część spośród wszystkich nazwisk zaliczających się do tego grona. Halina Mlynkova, która przed laty – wraz z zespołem Brathanki – podbijała serca tysięcy Polaków, także zdecydowała się w pewnym momencie postawić wszystko na jedną kartę.  Na przestrzeni ostatnich pięciu lat wydała trzy solowe albumy, mając nadzieję na zadowolenie dotychczasowych fanów, a i pewnie na zaskarbienie sobie sympatii nowych. Najnowsza płyta wokalistki, zatytułowana Życia mi mało, ukazała się trzy lata po premierze poprzedniej. Czy warto było na nią czekać?

Halina Mlynkova, począwszy od swojej pierwszej solowej płyty (Etnoteka, 2011), przechodzi pewną muzyczną metamorfozę – stopniowo, ale nadzwyczaj słyszalnie. Działalność muzyczna, która przyniosła wokalistce największą popularność (Brathanki), zagwarantowała jej rozpoznawalność nie tylko pod szyldem zespołu, ale również pod jej własnym nazwiskiem. Połączenie rewelacyjnych tekstów Zbigniewa Książka z niespotykaną wówczas mieszanką folku, popu i rocka, rozsławiło i sam zespół, i wszechstronną Halinę Mlynkovą. Wydany osiem lat po odejściu z zespołu album Etnoteka był swego rodzaju kontynuacją brathankowej estetyki. Choć za muzykę i słowa odpowiadało tam wiele różnych osób, co pozornie zdawałoby się czynić tę płytę niespójną, to jednak wszystko komponowało się na niej bardzo dobrze. Etnoteka była najlepszym jak dotąd solowym albumem Haliny Mlynkovej, godnym polecenia od początku do końca. Utwór pt. Zmierzch 2012 jest do dzisiaj jednym z moich ulubionych. Sporo folkowych rytmów znalazło się również na drugiej płycie artystki – Po drugiej stronie lustra (2013). Promowały ją co prawda dwa utwory bardziej popowe niż jakkolwiek folkowe, ale mające w sobie to coś.

Najnowszy album Haliny Mlynkovej – Życia mi mało – to już pop w najczystszej postaci. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że zarówno słowa nowych piosenek, jak i muzyka pozostawiają bardzo wiele do życzenia. Jest zwyczajnie banalnie. Jakby tego było mało, z popową muzyką zaczynają się w pewnym momencie przeplatać melodie zupełnie niepasujące do całości kompozycji. W otwierającym album, tytułowym utworze Życia mi mało są to skrzypce; w kolejnych – Mówisz mi albo Ja nie mam żadnej wady – afrykański chórek.

Paradoksalnie, najsłabszą pozycją na nowej płycie Haliny Mlynkovej jest singiel Zabiorę cię – pierwszy, który ją promował. O ile zwrotki piosenki są całkiem przyjemne dla ucha, o tyle refren jest do bólu nieskompilowany, jakby z zupełnie innego utworu. Zwieńczeniem tego są niezbyt ambitne przyśpiewki wokalistki pod koniec utworu. Niestety, większość pozostałych piosenek jest na podobnym poziomie. O jakości poszczególnych kompozycji mogą świadczyć ich nijakie tytuły: Nie podglądaj mnie, Ja nie mam żadnej wady, Wiarę mam.

Gdyby nie drobny mankament, pięknym wyjątkiem na tle pozostałych utworów mogła być ballada Jedno serce. Halina Mlynkova wykonała tę piosenkę wspólnie ze swoim synem, Piotrem Nowickim. Niestety, głos małego wokalisty brzmi wyjątkowo nienaturalnie.

Jeśli miałbym wskazać przynajmniej jeden utwór z płyty Życia mi mało, który wart jest uwagi słuchacza, byłaby nim kompozycja Obudź mnie. Dużą rolę odgrywa tam stopniowanie napięcia – zaczyna się łagodnie, natomiast kończy się bardzo energetycznie. Silnemu wokalowi Haliny towarzyszy wyrazista perkusja, gitara, a w tle pojawia się flet i chórki – tym razem znacznie lepiej dopasowane niż w utworze Ja nie mam żadnej wady. Niewiele słabszą piosenką jest kolejna pozycja, Reset myśli, choć nie ma w sobie niczego szczególnego, co pozwalałoby ją zapamiętać.

Halina Mlynkova nagrała album niezupełnie zły, ale z całą pewnością najsłabszy w swojej dotychczasowej dyskografii. Stać ją na znacznie więcej, co już niejednokrotnie udowodniła. Nienaganny wokal, jakim dysponuje Mlynkova, potrzebuje dobrych kompozycji, nic więcej. Może warto byłoby powrócić do stylistyki z początków solowej kariery?

Exit mobile version