Site icon All About Music

„Gwarantuję Wam, że czasu spędzonego z Anią nie będziecie żałować”. Relacja Dariusza Kozery z koncertu Ani Karwan we Wrocławiu.

Wiosenna trasa koncertowa Ani Karwan rozpoczęła się na dobre. Drugi koncert z trasy odbył się we wrocławskim Starym Klasztorze.

Ania Karwan rozpoczęła swój niedzielny koncert z przytupem. Dziewczyna już po samym wejściu na scenę emanowała pozytywną energią i czystą radością z powodu tego, że może śpiewać dla licznie zgromadzonej publiczności. Przy pierwszych dwóch utworach lekko dał się we znaki stres, jednak po nawiązaniu pierwszego kontaktu z publicznością wszystko się zmieniło.

Ogromnym plusem artystki jest jej zdolność do szybkiego nawiązywania więzi z fanami. Wokalistka przemawiała do nas bardzo często, wyjaśniała historie związane z danymi utworami i dawała kilka naprawdę istotnych życiowych rad. Podczas tych krótkich przerw można było się wielokrotnie uśmiechnąć, wzruszyć czy nawet zadumać i skłonić do refleksji. Widać było, że po każdej rozmowie z Nami Ania czuła się coraz lepiej i szczerze cieszyła z tego, że przyszliśmy słuchać jej utworów i patrzeć jak realizuje swoje marzenie na naszych oczach.

Wokalistka bardzo szybko zaimponowała mi swoim doskonałym wręcz wokalem. Podczas koncertu nie było miejsca na wpadki wokalne. Ania ma w swoim gardle bombę, która eksplodowała wielokrotnie w trakcie wydarzenia. Kulminacja miała miejsce w trakcie kilku piosenek. Słuchając utworu Trzy Kilometry w wersji studyjnej byłem ciekaw jak będzie brzmiał on na żywo. Z pewnością nie jest to łatwy wokalnie utwór i nie jednemu wokaliście sprawiłby on problemy. Jeżeli jednak byliście na tym koncercie, to dobrze wiecie, że wykonania live w wersji Ani są jeszcze lepsze niż te studyjne. Artystka dźwignęła tą kompozycję w bardzo profesjonalny sposób i zaśpiewała ją bezbłędnie. Podobnie było z utworem Aleja gwiazd. To po prostu trzeba usłyszeć na żywo, bo żadne nagranie nie jest w stanie oddać tego, co działo się zarówno z artystką jak i publiką w trakcie trwania tego utworu.

Największym plusem płyty Ania Karwan jest jej pochodzenie. Artystka wszystkie utwory napisała bazując na swoich przeżyciach. To właśnie dzięki temu kompozycje takie jak Mała Miłość czy Czarny Świt sprawiały, że wielu zgromadzonych, jak i sama artystka zaczynali po prostu płakać ze wzruszenia. Swoją drogą wielki szacunek dla wokalistki za to, że pomimo iż śpiewanie niektórych utworów jest dla niej ciężkie, to robi to dla siebie i swoich słuchaczy. Ania z pewnością wie, że dla wielu z nich, jak i zapewne jej samej, jest to swego rodzaju muzyczna terapia.

Każdy kto miał ochotę po koncercie mógł otrzymać autograf i zamienić kilka słów z Anią Karwan. Artystka z przyjemnością witała się z każdym fanem, obdarzała wielu z nich uściskiem, rozdawała autografy z dedykacjami i pozowała do zdjęć. Widać było po niej, że robi to z czystą przyjemnością, a nie jak niektórzy, bo tak wypada. Jeżeli jeszcze nie mieliście okazji przesłuchać debiutanckiej płyty tej niezwykle zdolnej wokalistki, to musicie to jak najszybciej naprawić. Wtedy zdążycie jeszcze zakupić bilety na nadchodzące koncerty z trasy i gwarantuję Wam, czasu spędzonego z Anią nie będziecie żałować.

Exit mobile version